Giennadij Gołowkin za ostatnią walkę z szerzej nieznanym Stevem Rollsem z Kanady zarobił 15 mln dolarów. Nie do końca wiadomo ile skasuje Fury za sobotni pojedynek ze Schwarzem, którego niczego znaczącego jeszcze nie osiągnął, ale w brytyjskiej prasie pisze się, że może to być ciut mniej niż dostał GGG. Umowa Fury'ego z ESPN mówi o 100 mln dolalarów za pięć pojedynków. Starcie z Niemcem rozpoczyna realizację tego kontraktu, który "Król Cyganów" podpisał po tym, jak sensacyjnie zremisował z Deontay'em Wilderem. 

 

Kiedy ktoś taki jak Canelo Alvarez, czy Gołowkin walczą ze sobą nikt się nie dziwi, że honoraria są wysokie. Mayweather Jr zarobił kosmiczne pieniądze za walkę z Pacquiao, Filipińczyk "tylko" skromne 150 milionów, ale na ich pojedynek czekaliśmy przecież długie lata. A teraz milionowe sumy płaci się za walki z pięściarzami, których zna tylko najbliższa rodzina. Owszem są niepokonani, ich rekordy robią wrażenie (tylko na papierze), ale w ringu czar pryska.

 

Pamiętajmy jednak, że te sute wypłaty mają ścisły związek z kontraktami, które Canelo, "GGG" czy Tyson Fury wcześniej podpisali. Alvarez przebił wszystkich, otrzyma 365 mln USD za pięcioletni kontrakt z DAZN. Gołowkin dostanie od DAZN 100 mln, a Fury podobną sumę od wspomnianej na wstępie amerykańskiej stacji ESPN. Stąd te wypłaty, po prostu każdy z nich bierze część z tego, co i tak mu się należy.

 

Mike Tyson, jak wyszedł z więzienia też dostawał bajońskie honoraria za walki z przeciętniakami, takimi chociażby jak Peter McNeeley (1995), bo wszyscy chcieli znów zobaczyć jak "Bestia" nokautuje. Rok później Bruce Seldon, przeciętny mistrz WBA, padł bez ciosu już w pierwszej rundzie i skasował skromne 5 mln, a Tyson 25 mln, jeśli dobrze pamiętam. Było trochę krzyku, że Seldon udawał, ale nikt mu tego nie udowodnił.   

 

Nie da się jednak ukryć, że kiedyś związek pomiędzy jakością rywala i wypłatą był większy niż teraz. Płacono krocie, ale tylko za coś ekstra Jack Johnson dostał za wygraną walką z Jamesem J. Jeffriesem w 1910 roku 145 tysięcy dolarów. Gene Tunney otrzymał milion dolarów za drugi pojedynek z Jackiem Dempseyem w 1927 roku. Tak naprawdę zarobił wtedy 990 445 dolarów, ale sam dopłacił brakującą do miliona sumę, by ładniej wyglądało.

 

Rekord Tunneya przetrwał długo. Nie pobili go ani Joe Louis (625 tys. USD za drugą walkę z Billy Connem w 1946 r), ani niepokonany mistrz wagi ciężkiej Rocky Marciano (468 374 dolary za pojedynek z Archie Moorem w 1955 roku).

 

Prawdziwa hossa zaczęła się dopiero w epoce telewizji. To ona kreowała nowych mistrzów i płaciła gigantyczne pieniądze. Muhammad Ali za pierwszy pojedynek z Joe Frazierem (1971) otrzymał 2,5 mln dolarów. Za drugi 100 tysięcy więcej. Za słynny pojedynek w Kinszasie (1974), tak sugestywnie opisany przez Normana Mailera, Ali z Foremanem dostali po 5 mln dolarów, co z finansowego punktu widzenia, było lotem w kosmos. Kilka lat później Larry Holmes otrzymał za walkę z Gerry Cooneyem 10 mln dolarów i nikt  nie mówił, że to zbyt wiele.

 

Kolejną granicę przełamią w 1987 r Ray "Sugar" Leonard i Marvin Hagler. Za fantastyczny pokaz boksu w Las Vegas dostaną po 12 mln dolarów. Leonard wywinduje jeszcze rekord na 15 mln za walkę z Dannym Lalonde, gdy do akcji wkroczy "Bestia" czyli Mike Tyson.

 

Najmłodszy w historii boksu mistrz wagi ciężkiej za pojedynek z Michaelem Spinksem dostanie 16 mln, a za porażkę z Jamesem Busterem Douglasem w Tokio, 25 mln dolarów. Rekord ten pobije dopiero siedem lat później Evander Holyfield, który za drugi pojedynek z Tysonem (1997) otrzyma 35 mln dolarów. Komentowaliśmy to niesamowite wydarzenie z Przemkiem Saletą, siedząc przy samym ringu w MGM Grand, największym wówczas hotelu na świecie. Walka ta przyniosła największe dochody w historii show biznesu (jak na tamte czasy) i była największym skandalem. Tyson odgryzł Holyfieldowi kawałek ucha, został zdyskwalifikowany i pozbawiony licencji na kilkanaście miesięcy. Zamiast 30 mln otrzymał 27 mln.

 

Po nich finansowe rządy przejęli pięściarze niższych kategorii. Najpierw Oscar De La Hoya, po nim Floyd Mayweather Jr i Manny Pacquiao. Teraz jest Saul ”Canelo” Alvarez, wspomniany Gołowkin i znów odżyła waga ciężka. Owszem, Lennox Lewis, a po nim bracia Kliczko (szczególnie Władimir) też zarobili majątek, ale ich honoraria nie przemawiały tak do wyobraźni. Być może dlatego, ze Władimir spotykał na swojej drodze słabszych rywali i jego wygrane walki nie przechodziły do historii.

 

Dziś jest Tyson Fury, Deontay Wilder, być może wróci do gry Anthony Joshua, który sam wyprzedawał największe stadiony na Wyspach Brytyjskich. Madison Square Garden w Nowym Jorku też była pełna, gdy w amerykańskim debiucie przegrywał przez nokaut z Andy Ruizem Jr. Jeśli pokona go w rewanżu, to znów będzie wielki, a jego potencjalne „Walki Stulecia” z Wilderem czy Furym bić będą finansowe rekordy.

A takie szybko wygrane wojny z przeciętniakami będą pamiętać tylko historycy boksu i księgowi, odpowiedzialni za wypłatę milionowych honorariów żelaznym faworytom.

 

Transmisja z walki Tyson Fury - Tom Schwarz w nocy z soboty na niedzielę od godz. 4.00 w Polsacie Sport.