Lorek przed Wimbledonem: Od Iranu po Polskę

Tenis
Lorek przed Wimbledonem: Od Iranu po Polskę
Fot. PAP

Jedno jest pewne: Egipcjanin Mohamed Safwat nie wygra tegorocznego Wimbledonu. Przemiły jegomość przegrał w pierwszej rundzie kwalifikacji z Australijczykiem zakrywającym szyję a la Ivan Lendl – Polmansem o imieniu Marc. Mecz trwał zaledwie 47 minut. Marc Polmans reprezentuje Australię, lecz urodził się w Amanzimtoti (Afryka Południowa). To tylko jedna z kilku historii, którą warto opowiedzieć przed startem tegorocznego Wimbledonu...

Safwat ma znakomite poczucie humoru. Przed laty zadano mu pytanie: kto dysponuje najpiękniejszym forhendem na świecie? A Mohamed, zodiakalna Panna, dziś 236 rakieta globu, odparł z uśmiechem: „oczywiście, że ja!”. Mohamed był już 163 tenisistą świata (25 czerwca 2018 roku). Dwa lata temu Safwat przegrywał z Hubertem Hurkaczem 3-6, 2-6 podczas challengera w chińskim Shenzen.

 

Kamil Majchrzak też okazał się zbyt silny dla Mohameda. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego pokonał Egipcjanina w Taszkiencie 6-3, 6-0. Urodzony w Mansoura Mohamed dorastał w rodzinie zakochanej w tenisie. Miał 8 lat i już dopieszczał dropszoty… Tata Safwat leczył okoliczne krokodyle i brzdące… Gdy Mohamed coraz bardziej zatapiał się w świat piłeczki, zauroczył się grą dwukrotnego mistrza Wimbledonu (2008 & 2010) – Rafy Nadala.

 

„Lubię klimat Wiednia. Nie chodzi tylko o tenis, ale i o walca, sznycla, kawę i muzykę. Lubię Austrię. Przepadam za kortami trawiastymi. Gdybym nie grał zawodowo w tenisa, zostałbym trenerem albo kucharzem. Żona mówi, że świetnie gotuję… Jeszcze nikogo nie otrułem. Wiem, że nie osiągnę takiego poziomu jak mój rodak i idol Ismail El Shafei, ale cieszę się z każdego zwycięstwa na korcie. Najważniejsze, że syn jest zdrowy i żona jeszcze kocha” – wyznaje 28-letni Mohamed Safwat.

 

Synek Selim 18 lutego ukończył 5 lat i podziwia tatę za determinację i wolę walki na korcie. Przed trzema laty Jozef Kovalik musiał się solidnie zmęczyć, aby pokonać Safwata w II rundzie challengera w Poprad-Tatry. Mohamed był zauroczony panoramą z Łomnickiego Szczytu… Mógł sobie zafundować bilet kolejką linową na popularny szczyt w Tatrach Wysokich: Lomnićak (2632 metry npm). Dwa mecze w Popradzie wzbogaciły jego konto o 730 euro…

 

Ismail – pogromca Borga

 

Egipt wcale nie jest tenisową pustynią. Ismail El Shafei dwukrotnie awansował do finału juniorów Wimbledonu. W 1963 roku Nikki Kalogeropoulos pokonał El Shafei 6-4, 6-3. Rok później Ismail święcił triumf na londyńskich trawnikach. Okazał się lepszym od Władimira Korotkowa (6-2, 6-3). Ismail był leworęcznym tenisistą. Świetnie serwował, znakomicie grał przy sieci. W 1976 roku El Shafei sprawił ogromną sensację. Pokonał podopiecznego Lennarta Bergelina – sławnego Bjorna Borga w III rundzie Wimbledonu! I to w olśniewającym stylu: 6-2, 6-3, 6-1. W czwartej rundzie Ismail nie przestraszył się Manuela Orantesa i wygrał z Hiszpanem: 6-4, 3-6, 6-3, 7-5. Dopiero w ćwierćfinale zwycięski pochód Egipcjanina przerwał Amerykanin Stan Smith. Osiągnięcie El Shafei należy do gatunku wyjątkowych, gdyż na wimbledońskiej trawie tylko czterech śmiałków zdołało pokonać legendarnego Bjorna Borga: Amerykanie – Arthur Ashe i John McEnroe oraz Brytyjczyk Roger Taylor.

 

Latem 2015 roku Ismail El Shafei, niegdyś 34 rakieta globu (tą pozycję Egipcjanin okupował 8 kwietnia 1975 roku), został wybrany do grona 14 członków komitetu ITF, który miał za zadanie poprawić system szkolenia młodzieży. „Uważam, że przez lata zdołaliśmy pomóc wielu zdolnym młodym ludziom, aby dokonali właściwej, w miarę bezbolesnej transformacji z juniora do zawodowca. Obudziliśmy głód tenisa w biednych krajach, gdzie brzdące garną się do pracy. Pozwoliliśmy stacjonować w prywatnych domach podczas turniejów, bo wiadomo, że ekonomia nie jest sprzymierzeńcem młodych ludzi z Afryki czy Ameryki Południowej. W moich czasach cykl juniorskich turniejów nie był tak rozpropagowany jak dziś. Jedno co mogę przekazać młodym ludziom: ciężko pracujcie, słuchajcie trenera, nie załamujcie się porażkami, a po latach owoc będzie słodki” – twierdzi El Shafei, który ze szczególną troską odniósł się do juniorskich odsłon Fed Cupu i Davis Cupa.

 

A zatem Egipt miał swoje 5 minut na tenisowych salonach. Ismail El Shafei wygrał 1 turniej w singlu (Manila, korty ziemne w hali, 1974) i 9 w deblu. W 1965 roku wygrał prestiżowy juniorski turniej Orange Bowl. A po zakończeniu kariery wcielił się w rolę tenisowego misjonarza…

 

Polskie sukcesy w kategorii juniorów

 

Egipt może poszczycić się mistrzem Wimbledonu juniorów w 1964 roku – wspomnianym Ismailem El Shafei. Polscy chłopcy mieli jeden moment chluby. W 2006 roku w finale Wimbledonu juniorów zagrał Marcin Gawron. Przegrał co prawda ze znakomitym Holendrem Thiemo de Bakkerem, ale do finału dotarł co jest ogromnym sukcesem. A potem, jak to zwykł mawiać Michał Przysiężny, onegdaj 57 rakieta świata (27 stycznia 2014 roku), nie miał z kim i gdzie trenować. „Tak sobie patrzę na tych młodych chłopaków – mówił przed laty podczas challengera ATP w Bratysławie Michał „Ołówek” Przysiężny – i sam nie wiem gdzie te Kapasie i te Gawrony mają trenować. Gdzie to może jeszcze by było, ale nie ma wysokiej jakości sparing partnerów i koło się zamyka, a talenty giną…” – wspaniale zdiagnozował problemy polskiego tenisa mistrz turnieju w Tokio (2014 rok w parze z Pierre-Hugues Herbertem). Michał wie co mówi, bo sam dysponował ogromnym talentem, miał lekkość gry, świetny nadgarstek i tzw. „czutkę”, ale gdy brakuje zdrowia i finansów, to można sobie pomarzyć o wielkich sukcesach i ku pokrzepieniu serc zjeść smażeny syr z tatarskou omaćkou… „Ołówek” zakończy karierę w Sopocie podczas challengera ATP, który będziemy relacjonować na sportowych antenach Polsatu na początku sierpnia…

 

13 lat temu w finale juniorskiego Wimbledonu Thiemo de Bakker pokonał Marcina Gawrona: 6-2, 7-6 (4). Dziewczyny, jak mawia Marat Safin, mają mniej pokus, więc odnoszą większe sukcesy aniżeli chłopcy… Coś w tym jest, bo Aleksandra Olsza (1995), Agnieszka Radwańska (2005), Urszula Radwańska (2007) i Iga Świątek (2018) zdołały wygrać juniorski Wimbledon. Marat, były nr 1 światowego tenisa, mistrz singla US Open’2000 i Aussie Open’2005, miał swoją ulubioną teorię dotyczącą tego zagadnienia… „Dziewczyny muszą błyskawicznie wdrapać się na szczyt. Sam wiem jak trudno wejść na wierzchołek, bo uprawiałem trekking w Hindukuszu i lekko nie było. Nie był to spacerek po parku… Dziewczyny chcą być na topie w miarę szybko, bo później zostają matkami, opiekują się dziećmi, a my, panowie, nie dość, że jesteśmy kuszeni pięknymi kształtami różnych pań, to jeszcze jesteśmy faworyzowani przez biologię, bo możemy być tatusiami w późnym wieku…” – mówi pogromca Lleytona „Rusty’ego” Hewitta na Rod Laver Arena w 2005 roku…

 

Spójrzmy na ciekawą statystykę i osobliwą prawidłowość. Dobrze rokujące juniorki bardzo rzadko powtarzają sukcesy w dorosłym tenisie. Martina Navratilova przegrała finał juniorek na kortach Wimbledonu w 1973 roku z Ann Kiyomura (USA): 4-6, 5-7, ale cóż z tego, skoro dojrzała Martina wygrała aż 9 razy finał Wimbledonu w dorosłym tenisie… Mało tego, 7 razy Martina zwyciężyła w finale debla Wimbledonu… Kosmiczne osiągnięcie… Belgijka Kim Clijsters przegrała finał juniorek w 1998 roku z Katariną Srebotnik (Słowenia): 6-7, 3-6, ale triumfowała podczas Australian Open’2011 oraz trzykrotnie w Nowym Jorku (US Open’2005, 2009 & 2010).

 

Maria Szarapowa uległa w finale juniorskiego Wimbledonu w 2002 roku Wierze Duszewinie: 4-6, 6-1, 6-2, ale pokonała Serenę Williams w finale Wimbledonu’2004: 6-1, 6-4. Ta prawidłowość funkcjonuje również w speedwayu. Tylko Australijczyk Jason Crump został mistrzem świata juniorów (1995), a następnie trzykrotnie wygrał tytuł mistrza świata w cyklu Speedway Grand Prix (2004, 2006 & 2009). Błyszczysz za juniora, nie poszalejesz wśród seniorów.

 

Nie wygrywasz za juniora, będziesz spijał śmietankę w seniorach. Widzieliście Petrę Kvitovą z trofeum juniorskim na Wimbledonie? Nie. A dziewczyna z Bilovec dwukrotnie została królową trawy (2011, 2014). W porządku, ktoś powie, a co z Amelie Mauresmo? Zgoda. Francuzka się wyłamała. Wygrała juniorski Wimbledon w 1996 roku, a 10 lat później pokonała Justine Henin w finale Wimbledonu: 2-6, 6-3, 6-4. Wśród panów z tradycji wyłamał się król z Bazylei. Roger Federer wygrał juniorską odsłonę Wimbledonu w 1998 roku, a w dorosłym Wimbledonie wygrywał aż 8 razy…

 

Rosyjski dwupłatowiec 

 

Fenomenalna tenisistka rodem z Czechosłowacji – Martina Navratilova, jako nastolatka marzyła o zwiedzaniu Japonii, Ameryki Północnej i Australii, lecz w pierwszą podróż lotniczą wybrała się jako 10-letnia dziewczynka… Kierunek: Karlove Vary – ujmująco piękne uzdrowisko słynące z festiwali filmowych… „Wygrywałam ze starszymi tenisistkami, więc bardzo przeżywałam moment, kiedy po raz pierwszy mogłam udać się w odległe rejony Czechosłowacji. W wieku 10 lat po raz pierwszy odbyłam lot… Cóż to było za przeżycie… Stary tupolew, tzw. czternastka, rosyjski dwupłatowiec, którego silnik rzęził, jakbym miała za moment spaść na ziemię… Byłam tak bardzo podekscytowana lotem, bo myślałam, że zobaczę z bliska chmury, lecz tego dnia niebo było czyste” – wspomina dziewięciokrotna mistrzyni Wimbledonu w grze pojedynczej.

 

Dziś czołowe tenisistki globu zasypiają i budzą się wśród obłoków. Żyją w opętańczym tempie. Ash Barty, mistrzyni Roland Garros’2019 i miłośniczka krykieta, pędzi z jednego końca świata na drugi, ale pamięta o korzeniach i odwiedza mniejszość aborygeńską rozsianą na maleńkich wysepkach wokół wybrzeży Australii… Na lotach międzykontynentalnych nikt nie myśli o oszczędnościach, bo o kręgosłup i plecy trzeba się zatroszczyć, więc warto wysupłać parę dolarów z sakiewki, aby podróżować w godziwych warunkach. Początki jak zawsze są trudne.

 

Leander Paes z Kalkuty, legendarny mistrz gry podwójnej i mieszanej, w młodości prosił niemieckich organizatorów, aby mógł spać na kortach, czasem w kuchni, bo chciał zaoszczędzić grosiwo. Wyjmował koc z plecaka, pod głowę układał stertę solidnie wymiętolonych ciuchów i zasypiał marząc o mistrzostwie Wimbledonu… W 1999 roku Leander wygrał finał debla u zbiegu Church i Somerset Road (w parze z Maheshem Bhupathim), a w latach: 1999, 2003, 2010, 2015 triumfował w mikście na kortach Wimbledonu. Lisa Raymond (1999), Martina Navratilova (2003), Cara Black (2010), Martina Hingis (2015) były złotymi partnerkami Leandera w finałach gry mieszanej w Londynie…

 

A przyjaciółka Leandera – Martina Navratilova, sławna bojowniczka o równe płace na turniejach Wielkiego Szlema dla pań i panów, doskonale pamięta wypad do Ostravy w 1972 roku. „Jechałam na mistrzostwa Czechosłowacji w pobliże granicy z Polską, ale wiedziałam, że koszty podróży zwrócą mi tylko wówczas, gdy przebrnę przez pierwszą rundę. W programie zawodów napisano, że sensację w turnieju w Ostravie mogą sprawić Renata Tomanova i ja. Stało się zgodnie z przewidywaniami redaktorów… Pokonałam Tomanovą w półfinale, a w finale czekała na mnie Vlasta Vopiczkova – siostra Jana Kodesza (Honza Kodesz w 1973 roku wygrał Wimbledon w singlu!). Przez cały tydzień trwania mistrzostw chodziłam przeziębiona. W dniu finału przyplątała się grypa. Gorączka, zawroty głowy, ból w mięśniach… Myślałam, że zwariuję. Piłam gorącą herbatę, otarłam sobie kolano przy próbie zagrania z bekhendu… Normalnie nie biegałabym jak opętana, ale wówczas poznałam siebie… Gdy byłam przyparta do muru przez chorobę, lepiej serwowałam, posyłałam precyzyjne woleje. Wygrałam: 7-5, 6-4. Po finale wsiadłam do pociągu (vlaczek motoraczek, bez żadnych wygód). Gdy przyjechałam do domu, mama ugotowała dla mnie przepyszny rosół, który postawił mnie na nogi…” – wspomina Martina Navratilova. Ciekawe ile mam współczesnych mistrzyń gotuje rosół w domkach rozsianych wokół Wimbledonu?

 

Eksplozja deblowych talentów

 

To oczywiste, że od 1 do 14 lipca będziemy jeść truskawki i karmić się każdym szelestem piłki na wimbledońskiej trawie… To naturalne, że będziemy kibicować reprezentantkom i reprezentantom Polski… Iga Świątek, Magda Linette, Alicja Rosolska, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak, Łukasz Kubot.

 

Jednak największe nadzieje na sukces wiążemy z deblem panów. Przed Wimbledonem doszło do kilku ciekawych przetasowań. Wiadomo, że gra podwójna przypomina historię krótkotrwałego romansu. Do rzadkości należą pary deblowe, które zachowują świeżość i wciąż wspaniale rokują. Wybuch chemii, mecz, trening, aż w końcu nadchodzi element wypalenia i najlepsze duety się rozstają… Jamie Murray, który wygrał z Bruno Fragą Soaresem Aussie Open i US Open’2016, po Roland Garros rozstał się z Brazylijczykiem z Belo Horizonte, który ma tak bogatą wyobraźnię, że nie pamięta tego o czym przeczytał, choć jest piekielnie inteligentnym człowiekiem… Starszy z braci Murrayów zagra z człowiekiem z Liverpoolu – Nealem Skupskim. Z kolei Bruno Soares sprzymierzył się z największym talentem młodego pokolenia: leworęcznym Chorwatem Mate Paviciem, mistrzem AO’2018 w deblu. Bruno pozostał wierny lewej rączce…

 

Oli Marach, były partner Pavicia, a wcześniej Kubota, zagra z Juergenem Melzerem. Znakomity duet. Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, zwinne kocury z Kolumbii zechcą udowodnić, że na trawie są równie dobrzy jak na ziemi i na kortach twardych… Pierre-Hugues Herbert zagra z Andym Murrayem! Nicolas Mahut spróbuje szczęścia z Edouardem Roger-Vasselin. Ubiegłoroczni finaliści: Raven Klaasen i Michael Venus są rozstawieni z numerem trzecim. Horia Tecau trzykrotnie przegrywał finał Wimbledonu (z Robertem Lindstedtem w latach: 2010-2012), aż wreszcie dopiął swego z Jean Julien-Rojerem w 2015 roku. To para rozstawiona z numerem piątym w tegorocznym Wimbledonie.

 

Tradycyjnie piekielnie groźne będą duety: Bob i Mike Bryan (para rozstawiona z nr 7), Henri Kontinen i John Peers (nr 8), a prawdziwą bombą zegarową mogą okazać się tenisiści rozstawieni z numerem 12: Amerykanin Rajeev Ram, król slajsa i Brytyjczyk Joe Salisbury. Para Ram/Salisbury wygrała turniej w Dubaju, a na kortach Queen’s Clubu dotarła do finału, w którym uległa Feliciano Lopezowi i Andy’emu Murrayowi…

 

Najwyżej rozstawioną parą są mistrzowie Wimbledonu z 2017 roku: Łukasz Kubot i Marcelo Melo. Obaj marzą o trzeciej koronie wielkoszlemowej…  

 

Jednym słowem, emocji nie zabraknie. 13 dni tenisowego święta. Middle Sunday (7 lipca) będzie wytchnieniem dla maniaków tenisa, lecz fan białego sportu Kacper Woryna będzie wówczas łamał motocykl w Rybniku i myślał o tym czy Rafa po raz trzeci sięgnie po tytuł czy jednak król Roger będzie po raz dziewiąty władcą Wimbledonu…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze