Talent niespełna 24-letniego Aleksandra Chyżniaka eksplodował w 2017 roku. Ukrainiec wygrał mistrzostwa Europy do lat 22, mistrzostwa Europy seniorów w Charkowie i zdobył złoty medal MŚ w Hamburgu w wadze 75 kg. W Mińsku też nie pozostawił złudzeń swym rywalom. Po prostu przejechał się po nich jak walec. Znów nie było na niego silnych. Chyżniak od pierwszego gongu narzuca mordercze tempo i nie zwalnia do końca. Nie wszyscy to wytrzymują. Zobaczymy czy wystąpi na tegorocznych MŚ w Jekaterinburgu, czy też skoncentruje się na przyszłorocznych kwalifikacjach do igrzysk. Stać  go na złoto w Tokio, a wcześniej w Rosji, jeśli tylko zdecyduje się walczyć, o drugi tytuł mistrza świata.

 

Wprost skrojony na zawodowe ringi jest też zwycięzca kategorii półśredniej (69 kg), jego rówieśnik, Brytyjczyk Pat Mc Cormack. Lepszy z dwójki angielskich bliźniaków (Luke zdobył brązowy medal  w wadze lekkopółśredniej – 64 kg) nie miał sobie w Mińsku równych. Kubańczyka z azerskim paszportem, Lorenzo Sotomayora, wicemistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro i zwycięzcę poprzednich Igrzysk Europejskich, wprost zdeklasował w półfinale. Miał go na deskach i wygrał przed czasem, a w finale w wielkim stylu wypunktował bardzo dobrego rosyjskiego mańkuta Charitona Argbę, którego też stać na wiele.

 

Chyżniak (180 cm ) i Pat McCormack (183 cm) to dwie najbardziej wyraziste postacie turnieju bokserskiego w Mińsku, który dla mężczyzn był jednocześnie mistrzostwami Europy. Ale są też i inni, których warto zapamiętać.

 

Chociażby Francuz Sofiane Oumiha, srebrny medalista igrzysk w Rio de Janeiro i mistrz świata z Hamburga (2017) w wadze lekkiej, który zmienił kategorię na wyższą i nic nie stracił na wartości. Moim zdaniem powinien zostać uznany zwycięzcą w finałowej walce z Hovhannesem Baczkowem, mistrzem Europy sprzed dwóch lat, ale głosami 3:2 sędziowie postawili na Ormianina. Obaj daliby sobie radę na zawodowych ringach, choć prezentują krańcowo różne style. Baczkow to taki nieco gorszy ormiański Jerzy Kulej, a Francuz z kolei imponuje aktywną, mądrą defensywą. Przy jego ringowej inteligencji i szybkości będzie skazany na sukces również w gronie profi. Jego kontrataki też robią wrażenie.

 

W wadze lekkiej (60 kg) przyszli zawodowcy pochodzą z Wysp Brytyjskich. Złoty medalista, Kurt Walker jest Irlandczykiem i z całą pewnością po igrzyskach podpisze dobry kontrakt. Tak samo jak pokonany przez niego w półfinale, mistrz Europy z Charkowa, Anglik Peter McGrail. Srebrny medalista tej kategorii, Ukrainiec Mykoła Bucenko talentu Wasyla Łomaczenki nie ma, ale umie boksować na tyle dobrze, że warto w niego inwestować.

 

Tak jak w Hiszpana Gabriela Escobara Mascunano, najlepszego w wadze muszej (52 kg). Wygrał z dwukrotnym mistrzem Europy, 22-letnim Bułgarem Danielem Asenowem, co samo w sobie jest sukcesem. Ale dla mnie najlepszym w tej wadze był Anglik Galal Yafai, niesłusznie uznany za pokonanego w półfinałowym starciu z Asenowem. Młodszy brat zawodowego mistrza wagi supermuszej, Khalida Yafai (obronił tytuł w sobotę w Providence) ma wszystko, by też być najlepszy, gdy już podpisze profesjonalny kontrakt.

 

Większy problem jest z najcięższymi kategoriami. Zawodnicy imponują wspaniałymi warunkami fizycznymi, ale gorzej z bokserskim potencjałem. Sam jestem ciekaw czy mierzący 195 cm, podwójny już mistrz Europy wagi superciężkiej, Ukrainiec Wiktor Wychryst, to kandydat na zawodowego mistrza. Niby sporo umie, ale mam wątpliwości.

 

Dotyczą one też młodego, 22-letniego Rosjanina Muslima Gadżimagomiedowa, mistrza kategorii 91 kg. Wysoki (194 cm) pięściarz z Dagestanu ma wiele atutów, ale nie widzę w nim charyzmy przyszłego zawodowego czempiona. Jeśli już to bardziej u jego rówieśnika, Brytyjczyka Benjamina Whittakera, srebrnego medalisty kategorii półciężkiej. Mierzący 192 cm Anglik ma to coś, ale nie zawsze pokazuje. W finale niestety, nie pokazał, ale warto go zapamiętać.

 

Na jego rodaków, Cheavona Clarke’a (91 kg) i Frazera Clarke’a ( plus 91 kg) raczej bym nie liczył, choć mają czym uderzyć, a to na zawodowych ringach istotne. W Mińsku ten pierwszy odpadł w półfinale, a drugi wcześniej, bo już w eliminacjach i wraca do domu bez medalu.

 

A Polacy, czy są wśród nich kandydaci na zawodowych mistrzów ? Na razie niech pokażą coś więcej na olimpijskich ringach. W Mińsku ośmiu przegrało przecież swoje pierwsze walki, tylko najmłodszy, 20-letni Damian Durkacz wygrał dwa pojedynki i awansował do ćwierćfinału, gdzie uległ znakomitemu Francuzowi Oumiha.

 

Durkacz może kiedyś coś zdziałać na zawodowstwie, ale na razie niech o tym nie myśli. Jest jednym z nielicznych, który ma szanse powalczyć o start na igrzyskach w Tokio.