Aleksandra Szutenberg: Do pewnego momentu Wasze starcie z Francuskami było… nudne. Do chwili aż na planszę nie weszła Martyna, dziewczyny prowadziły 40:34, chwilę później 43:42 wygrywały już rywalki. Co się stało?

 

Martyna Swatowska: Też chciałabym wiedzieć. Chyba zjadł mnie stres. Rywalka na pewno była mocniej pobudzona, było jej lepiej zadawać niż mnie trafiać. Na szczęście się udało.

 

Liczyłam na odpowiedź, że chciałaś dostarczyć kibicom i koleżankom z drużyny trochę emocji. Jak to wyglądało z Waszej perspektywy, gdy zrobiło się 43:42 dla rywalek?

 

Jagoda Zagała: Na pewno każdej z nas zrobiło się gorąco. Na planszy jest jednak tylko jedna zawodniczka. Możemy ją wspierać, krzyczeć, podpowiadać, ale same nic już nie możemy zdziałać. Z naszej strony było więc maksymalne skupienie i trzymanie kciuków, by Martyna pokazała swoją najlepszą szermierkę, skończyła ten pojedynek szczęśliwie i tak się stało.

 

Kamilo Ty całe starcie oglądałaś z boku, jak to wyglądało z Twojej perspektywy?

 

Kamila Pytka: Byłam przekonana, że dziewczynom dobrze pójdzie w tym meczu. Zazwyczaj z Francuzkami sobie radzą. Byłam spokojna, że wygramy i będziemy mieć ten brązowy medal. Nawet gdy zrobiło się gorąco, wierzyłam, że Martyna sobie poradzi i wygra.

 

Ty Aniu też byłaś spokojna, gdy zrobiło się 43:42 dla Francji?

 

Anna Mroszczak: Byłam strasznie zestresowana, wiedząc co Martyna może czuć, będąc na planszy. W takim momencie trzeba pomóc walczącej zawodniczce, by uwierzyła, że naprawdę jest najlepsza i może wygrać. Konkretne podpowiedzi, co powinna robić, nie mają już większego sensu, bo głowa jest już odcięta.

 

Serce biło mocno, jakie to były emocje?

 

Anna Mroszczak: Ogromne, ja się pociłam, choć nie walczyłam. Serducho waliło mocno.

 

Jakie to uczucie być brązowymi medalistkami Uniwersjady?

 

Jagoda Zagała: Na pewno niezapomniane. Przyjechałyśmy to po medal. Udało się go obronić, bo dwa lata temu też stałyśmy na podium.  Znów mamy blachę i to jest najważniejsze.