Przeglądając przedmeczowe zapowiedzi mediów i śledząc wpisy internautów, można odnieść wrażenie, że BATE Borysów, wicelider ligi białoruskiej znajduje się absolutnie poza zasięgiem. I drużyna Waldemara Fornalika pojechała tam na ścięcie. To oczywiście nie jest efekt jakiegoś wyjątkowego czarnowidztwa czy przejawu pesymizmu, ale realna ocena.
 
Podstawą są popisy naszych drużyn na arenie międzynarodowej w ostatnich latach. I fakt, że przegrywamy już ze Słowakami, Mołdawianami, Kazachami czy Luksemburczykami. Poza absolutnymi słabeuszami, jak drużyny klasy Andory, Gibraltaru czy Malty leją naszych klubowiczów dosłownie wszyscy. To jest właśnie najbardziej bolesne. Pal licho porażki z przedstawicielami najlepszych lig europejskich, z którymi nasze kluby nie są w wstanie się równać pod żadnym względem, z tym finansowym w pierwszej kolejności.
 
Ze średniakami europejskimi powinniśmy jednak toczyć boje, raz przegrać, raz wygrać, ale po prostu grać z nimi w piłkę. Ludzie powinni mieć trochę z tego frajdy, a nie powody do drwin, czy jeśli ktoś traktuje temat absolutnie serio, wyrywania włosów z głowy. O to można mieć największe pretensje do zarządzających polskimi klubami.

 

Owszem, polskie kluby nie są bogate, ale nie są aż tak biedne, aby tej wyrównanej rywalizacji na tym najbardziej średnim poziomie europejskim nie móc zapewnić. Z całym szacunkiem dla BATE, które systematycznie gra w europejskich rozgrywkach i potrafi tam sprawiać niespodzianki, Borysów to nie jest centrum europejskiego futbolu. A tacy gracze jak Cziczkan, Filipienko, Dubaić, Filipović, Jablonskij czy Wołkow, choć bardzo solidni i bez wątpienia potrafiący grać w piłkę, nie są żadnymi gwiazdami. A trener Alieksiej Baga (rocznik 1981) nie jest strategiem na miarę Pepa Guardioli. Idę o zakład, że ktoś taki jak Waldemar Fornalik przerasta go warsztatowo o głowę.

 

Aby jednak z tego typu klubami rywalizować na równym pułapie i nie dawać się tłamsić, tak jak to w wielu wcześniejszych przypadkach bywało, zarządzający klubami nie mogą ich po osiągniętym sukcesie (w tym przypadku mistrzostwo Polski) osłabiać. A dzieje się tak systematycznie. Zawsze jest tylko pytanie ilu latem zostanie sprzedanych. Tuż po sensacyjnym mistrzostwie dla Piasta rozmawiałem z Waldemarem Fornalikiem i poruszyliśmy tę kwestię. Przedstawił wersję optymistyczną. Wierzył, że odejdzie tylko jeden z jego najlepszych graczy. Skończyło się na dwóch.

 

Odeszli Aleksandar Sedlar i Tomasz Jodłowiec. Absolutnie kluczowi gracze w układance Fornalika, która przyniosła mistrzostwo. Czyli w teorii, która jest chyba bardzo bliska boiskowej rzeczywistości, na mistrza Białorusi wystawiamy zespół znacznie słabszy niż ten, który demolował kolejnych rywali w mistrzowskiej dodatkowej rundzie Ekstraklasy w maju. To jest irytujące najbardziej. Podczas gdy inni na puchary się zbroją, my się rozbrajamy. Jasne, że kogoś tam dokupiono, zawsze lukę można jakoś uzupełnić, ale raczej nie da się tego zrobić w przeciągu miesiąca. Zawsze jest to duży znak zapytania. I tak mamy niestety przed dzisiejszym meczem (początek godz. 19).

 

Aby nie rozdzierać szat zbyt wcześnie, wypada jednak zauważyć, że także po tych osłabieniach, Piast ma całkiem sporo atutów, w tym ten moim zdaniem najistotniejszy. Trener Fornalik jest mistrzem w tzw. organizowaniu gry. Umie drużynę ustawić pod konkretnego rywala, dzięki wielu jego sztuczkom Piast wygrywał w lidze. Dlatego wierzę, że dziś w Borysowie „Waldek King” wykombinuje coś, co przyniesie przynajmniej remis (rewanż za tydzień w Gliwicach).

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2018/2019 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym Polsacie, Plusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.