Torunianie to młoda marka w polskiej ekstraklasie, ale już uznana. W ostatnich trzech sezonach zespół Polskiego Cukru dwa razy był w wielkim finale rozgrywek ligowych, a raz wywalczył brąz. W zakończonym niedawno sezonie drużyna otarła się o tytuł mistrzowski przegrywając rywalizację z Anwilem Włocławek 3-4. Klub cechowało jedno - stabilizacja. Teraz drużynę czekają zmiany głębsze niż w poprzednich latach, ale nie rewolucyjne.

 

- Do zakończenia sezonu nie zajmowaliśmy się budową składu na przyszły sezon. Nasz dyrektor sportowy Ryszard Szczechowiak wprowadził zasadę, że takie negocjacje nie są prowadzone w trakcie rozgrywek i się to sprawdza. Części zawodników skończyły się wieloletnie kontrakty, zamknął się pewien cykl, więc teraz musimy dokonać zmian - podkreślił Wiśniewski.

 

Z uśmiechem dodał, że przecież zamknięcie pewnego cyklu i większe zmiany obserwujemy teraz także w NBA.

 

- U nas jest podobnie - przyznał.

 

Wiadomo, że w zespole pozostaną reprezentanci Polski Aaron Cel i Damian Kulig, bo oni nadal mają ważne kontrakty. Klub doszedł do porozumienia także z Bartoszem Diduszko i ten wybrał stabilizację w Toruniu na kolejne lata. Władzom klubu nie udało się dogadać z jednym z najlepszych rezerwowych w lidze - rozgrywającym Tomaszem Śniegiem, który odszedł do Spójni Stargard.

 

- Rozstaliśmy się w przyjaźni. Nie było żadnego konfliktu. Po prostu nie doszliśmy do porozumienia - wyjaśnił prezes klubu z Torunia. Na jego miejsce przychodzi do zespołu chwalony za ostatni sezon w szczecińskim Kingu Jakub Schenk, rozgrywający o dużych perspektywach dalszego rozwoju.

 

Z innymi polskimi zawodnikami, którzy dotychczas grali w Polskim Cukrze, rozmowy są nadal prowadzone. Konkretów jak do tej pory brak. Ma to związek także ze zmianą przepisów w ekstraklasie od nowego sezonu i wprowadzeniem zasady 7+5 (siedmiu Polaków i pięciu obcokrajowców w składzie) zamiast obowiązującego dotychczas przepisu o dwóch Polakach na parkiecie przez całe spotkanie.

 

- Wszyscy sprawdzają jak wpłynie to na rynek, czy zmienią się ceny polskich zawodników. Jest pewien element niepewności i on także wpływa na przedłużanie się rozmów transferowych. Na pewno mogę powiedzieć, że nie zagrają w przyszłym sezonie u nas obcokrajowcy Cheikh Mbodj i Robert Lowery, bo oni znaleźli już sobie inne kluby za granicą. Niejasna jest tylko przyszłość Michaela Umeha, ale trzeba pamiętać, że to gracz, który ma swoje lata - powiedział Wiśniewski.

 

Po zakończeniu sezonu ogłoszono, że zespołem nie będzie kierował już Dejan Mihevc. W kuluarach wymieniane jest nazwisko jego następcy - Niemca Sebastiana Machowskiego. Szkoleniowiec polskiego pochodzenia, były trener Kotwicy Kołobrzeg i gracz Turowa Zgorzelec mógłby wejść do ekstraklasy niemal z marszu, bo dobrze zna realia.

 

- Ta sprawa też jeszcze nie jest przesądzona. Prowadzimy rozmowy. Dopóki nie mamy podpisanej umowy - nie mamy nowego szkoleniowca. Nie bawmy się w uprzedzanie faktów, jak robią to niektóre portale - dodał Wiśniewski.

 

Dużo łatwiejsze zadanie czeka zespół z Torunia w drodze do Ligi Mistrzów. Tym razem wicemistrzowie Polski zostali rozstawieni i żeby zagrać w grupie, muszą wygrać jeden dwumecz. Rywalem Polskiego Cukru będzie lepszy z pary Cmoki Mińsk (Białoruś) - Karhu Basket Kauhajoki (Finlandia). Ten pierwszy klub torunianie wyeliminowali rok temu w jednej z rund kwalifikacyjnych.

 

- Na papierze wygląda, że szanse są duże. To jednak tylko sport. Rok po roku te same zespoły mogą mieć zupełnie inną siłę. Chcemy zagrać w fazie grupowej Ligi Mistrzów, ale to wymusza na nas szerszą ławkę już od początku rozgrywek. Musimy się jednak zabezpieczyć na wypadek braku awansu i tak podpisać umowy, żeby w razie odpadnięcia nie mieć przez pierwsze miesiące zbyt wielu zawodników. To wymaga dobrej logistyki i dobrych negocjacji z naszej strony. Szczególnie, że budżet na kolejny sezon będzie porównywalny do tego, który mieliśmy - zakończył prezes Polskiego Cukru Toruń. 

 

WYNIKI I TERMINARZ EBL