Foreman - były, wielki mistrz wagi ciężkiej (76-5-0, 68 KO) uważa, że w tej konkretnej sytuacji Joshua przed rewanżem z Ruizem Jr powinien stoczyć 2-3 inne pojedynki. Jeśli zrobi to zbyt szybko może nie wytrzymać presji. A ciosy Ruiza Jr z pewnością nie będą słabsze niż za pierwszym razem, więc prawdopodobieństwo, że finał będzie podobny jest zbyt duża, by podejmować takie ryzyko.

 

Ale oczywiście to tylko jedna z opinii, choć dodajmy od razu, bardzo rozsądna. Są jednak też takie, które każą Anglikowi przystąpić do rewanżu jak najszybciej, by udowodnić swoją wyższość. Tyle że przytaczane na poparcie tej tezy udane rewanże Lennoxa Lewisa z Oliverem McCallem i Hasimem Rahmanem nie są chyba najlepszym przykładem. Pamiętajmy, że w ich pierwszych pojedynkach Lewis padał na deski po pojedynczych, potężnych ciosach, a Ruiz Jr rzucał na deski Joshuę cztery razy zanim były już mistrz został poddany.

 

Oliver McCall znokautował Lennoksa Lewisa w 1994 roku w Londynie, a Hasim Rahman w 2001 roku w Carnival City w RPA. Rahmana Brytyjczyk dorwał siedem miesięcy później w Las Vegas i odpowiedział nokautem w czwartej rundzie. Lewis był pewny swego, wiedział że w pierwszym pojedynku zlekceważył rywala, nie był też odpowiednio przygotowany do walki.

 

Z McCallem była trochę inna sprawa. Kiedy przegrywał z nim w 1994, jeszcze nie był tym Lewisem, który za kilka lat rządził już wagą ciężką. A McCall wtedy był twardzielem, który potrafił mocno przyłożyć. No i przyłożył. Do rewanżu doszło dopiero po trzech latach. Oliver McCall był strzępem dawnego mistrza. Narkotyki zrobiły swoje. Trudno więc oceniać ich rewanż jako normalny pojedynek, bo przecież nim nie był. McCall płakał w ringu i nie chciał walczyć, wszyscy byli zaszokowani tym co widzą. Sędzia ringowy i sam Lewis również. Walka została zatrzymana w piątym starciu, praktycznie nie było w niej ciosów.

 

Władimir Kliczko też się zrewanżował Lamonowi Brewsterowi za dziwną porażkę przed czasem w Las Vegas, której doznał w 2004 roku dopiero po trzech latach. Brewster był cieniem tego, który nokautował gigantów, a młodszy Kliczko wygrał od tego czasu sześć kolejnych pojedynków.

 

Dlatego rozumiem słowa George’a Foremana gdy mówi, że na miejscu Joshui nie śpieszyłby się tak bardzo do rewanżu z Ruizem Jr. - Ten rewanż nie ucieknie, a można ograniczyć ryzyko. Foreman nie bał się nikogo, więc jeśli wypowiada takie słowa, to chyba wie co mówi.

 

Nigdy nie zrewanżował się Alemu, który znokautował go w Kinszasie (1974), po prostu nie było okazji. Trzy lata później zakończył karierę, by wrócić na ring w 1987 roku i dwie dekady po porażce z Alim znów sięgnąć po mistrzowskie pasy nokautując Michaela Moorera. Co ciekawe Moorer też nie szukał rewanżu z Foremanem.

 

Ale legendarny król wagi ciężkiej lat trzydziestych ubiegłego wieku, Joe Louis, nie odpuścił. W 1938 roku, dwa lata po sensacyjnej przegranej przez nokaut z Maxem Schmelingiem odpowiedział nokautem już w pierwszej rundzie. W tym samym miejscu, na Yankee Stadium w Nowym Jorku. Może to jest dobry przykład, Louis się nie śpieszył, po porażce z Niemcem pokonał 11 rywali.

 

A Floyd Patterson, inny z mistrzów najcięższej kategorii się śpieszył i wyszedł na tym dobrze. Po przegranej przez nokaut z Ingemarem Johanssonem w 1959 roku, odczekał dwanaście miesięcy i to on znokautował Szweda. Trzeci ich pojedynek przyniósł mu podobne zwycięstwo.

 

Ale ten sam Patterson zrozumiał, że są też rewanże nieudane i bolesne. Tak właśnie było, gdy zmierzył się z Sonny Listonem. Porażkę przez nokaut w ich pierwszym pojedynku, w 1962 roku w Chicago uznał za przypadek. 10 miesięcy później w Las Vegas Liston zrobił z nim jednak to samo co za pierwszym razem, znokautował w pierwszej rundzie.

 

Andy Ruiz Jr też jest przekonany, że wygra rewanż z Joshuą równie pewnie jak pierwszą walkę. – Znam jego błędy, wiem na co go stać. Ja będę jeszcze lepszy,  on nie. Chyba że będzie uciekał 12 rund, ale nie jest na tyle dobrym bokserem - uważa Ruiz Jr, i jest w tym sporo racji. Tyle że Ruiz Jr to nie Liston, a Joshua nie Patterson. Liston był siłaczem i przy tym dobrym bokserem, tak jak Joshua.

 

Anthony Joshua oczywiście ma argumenty, by pokonać Andy Ruiza Jr w rewanżu, ale musiałby jednak  bardzo sporo zmienić w taktyce walki. Pytanie czy jest w stanie, i czy presja go nie przygniecie. A wtedy popełni stare błędy i zapłaci jeszcze wyższą cenę.

 

Dlatego ten rewanż jest tak ryzykowny i faktycznie być może lepiej byłoby doprowadzić do niego nieco później. Ale to decyzja Anthony’ego Joshui i całego sztabu z którym współpracuje, prawdopodobnie za zgodą promotora Eddiego Hearna. Gra idzie o wielką stawkę i ogromne pieniądze, tym bardziej więc ewentualna, kolejna porażka będzie bardzo bolesna i kosztowna.