Według informacji agencyjnych i świadectw reporterów sceną najgwałtowniejszych zajść były Lyon, Saint-Etienne, Marsylia i Paryż. Nad ranem francuskie media skupiały się przede wszystkim na radości tysięcy kibiców Algierii, nie informując prawie o zamieszkach.

 

W Lyonie i na jego przedmieściach strażacy naliczyli setki podpaleń zbiorników na śmieci i dziesiątki podpalonych pojazdów. Strażacy interweniowali ok. 150 razy. Na zabezpieczające siły porządkowe sypały się kamienie, butelki i inne improwizowane pociski – donosił portal "Lyon Mag".

 

W Marsylii pochody radości, w których powiewały tysiące flag Algierii, po północy zmieniły się w starcia między kibicami "fenków", jak zwie się drużynę Algierii, a policjantami. Zamaskowani młodzi ludzie podpalali opony i atakowali siły porządkowe, które odpowiedziały granatami z gazem łzawiącym. "W centrum miasta nie sposób było oddychać" – relacjonowała AFP.

 

Na Polach Elizejskich w Paryżu, gdzie obawiano się zajść nie tylko z powodu meczu, ale w związku z przedłużeniem gwałtownych protestów na marginesie obchodów święta narodowego Francji - Dnia Bastylii, zmasowanie sił porządkowych nie zapobiegło starciom z kibicami. Do późnej nocy w policję rzucano butelkami i petardami, na co ta odpowiadała gazem łzawiącym.

 

Do podobnych zajść doszło w wielu francuskich miastach już w czwartek, gdy reprezentacja Algierii dostała się do półfinałów. Podpalano i rabowano sklepy. Zrywano flagi francuskie i próbowano zastępować je algierskimi.

 

Przywódczyni skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen potępiła wtedy manifestujących radość Algierczyków za - jak to ujęła - "odrzucenie Francji". Polityk wzywała, by 14 lipca zakazane było wywieszanie lub noszenie flag algierskich, a Pola Elizejskie zagrodzone dla kibiców Algierii. Podkreślając, że kibice ci to Francuzi (we Francji nie oddziela się obywatelstwa od narodowości), wypowiedzi te wielu komentatorów uznało za rasistowskie.