Po Final Six w Chicago wszyscy zazdroszczą nam siatkarzy, kibiców, organizacji...

Siatkówka
Po Final Six w Chicago wszyscy zazdroszczą nam siatkarzy, kibiców, organizacji...
fot. PAP/EPA

Koledzy z Polsatsport.pl poprosili mnie o przygotowanie zestawu komentarzy sportowych mediów amerykańskich po turnieju finałowym Ligi Narodów w Chicago. Zadanie było trudne do zrealizowania, bo komentarzy zbyt wiele nie ma. Ale to samo w sobie wymaga oceny. Wspólnie z dziennikarzem Larrym Hamelem zastanawiamy się, jak można było zrobić Final Six w Chicago w tym samym tygodniu, kiedy w sąsiednim stanie... odbywa się największy na świecie turniej siatkarski na świeżym powietrzu?!

Final Six Ligi Narodów to w harmonogramie światowej siatkówki jeden z ważniejszych turniejów w roku. Nie tylko dla samych sportowców (bo to oczywiste), ale także dla federacji i oczywiście kibiców, czekających na występ swoich ulubieńców. Ta zasada odnosiła się przez pięć dni w Wietrznym Mieście do pięciu z sześciu drużyn - paradoksalnie nie do gospodarzy. Sportowcy, trenerzy reprezentacji USA oczywiście od początku podkreślali jak ważny jest dla nich występ w Chicago, okazja do wygrania pierwszego ważnego turnieju na swoim terenie od igrzysk olimpijskich 1984 roku w Los Angeles, jak wiele znaczy dla nich konfrontacja z najlepszymi na świecie. Ale na tym się skończyło.

 

Dwie największe gazety wielomilionowego Chicago - "Chicago Sun-Times" i "Chicago Tribune" - nawet nie zauważyły, że turniej się odbywa. Tydzień przed Final Six, pojawiła się jednozdaniowa wzmianka w dziale “Imprezy sportowe w naszym mieście” (o Final Six tuż za info o meczach drużyn szkolnych) i na tym obsługa medialna Final Six się skończyła. Miałem wrażenie, że w pierwszym dniu szokiem dla organizatorów była mała frekwencja w hali Uniwersytetu Illinois, bo byli przekonani, że Polacy i tak przyjdą. Najgorsze jest, jak wynikało z mojej rozmowy z byłym dziennikarzem "Chicago Sun-Times" Larry Hamelem, że wcale tak nie musiało być.

 

Polscy kibice siatkówki, jak słusznie mówi trener Vital Heynen "najlepsi na świecie", nie zawiedli po raz kolejny, bez nich na meczach byłoby najwyżej po kilkaset osób, choć organizator zupełnie nie zadbał o reklamę. Nie tylko w polskich mediach. W czwartek wieczorem, kiedy turniej już trwał w najlepsze, usłyszałem po raz pierwszy 30-sekundową reklamę w radio ESPN Chicago. Reklamę o tym, że… "wkrótce będzie turniej siatkówki". Reszta była tylko na Facebooku i Instagramie i odniosłem wrażenie, że na reklamę Amerykańska Federacja Siatkarska nie wydała ani dolara.

 

Wspomniany wyżej Hamel, znający się na siatkówce, bo sam jest trenerem, był brutalnie szczery. - Żeby napisać coś o turnieju w Chicago, trzeba najpierw wiedzieć, że taki turniej, jak Final Six, się w naszym mieście odbywa. Bądźmy brutalnie szczerzy. Jak to nie jest któraś z czterech lig (NBA, NFL, MLB czy NHL), nikogo to w mediach nie obchodzi. Niestety, bo potencjał oczywiście jest - zauważył.

 

Kiedy rozmawiam z Larrym, łatwo dojść do wniosku, że były sposoby, żeby turniej tej wagi, co Final Six, był w Chicago doceniony. Tylko komuś się musi chcieć. - Paradoks polega na tym, że Final Six mógłby być wyprzedany w kilka godzin. Mamy w mieście kilka ligi rekreacyjnych, gdzie spotykają się fani tego sportu, głównie tacy, którzy w siatkówkę grali na uniwersytecie. Jest też liga siatkówki plażowej, sam grałem z kilkoma znakomitym Polakami - bo plaży w Chicago mamy pod dostatek. Zawsze jak oglądam turnieje z Polski to się zastanawiam, dlaczego u nas tak być nie może. Nie od razu tak jak w wa, siatkówka na stadionie, ale pełna hala i to nie dlatego, że grają Polacy? Ale jak się popełnia taki błąd, jak organizacja Final Six Ligi Narodów podczas TEGO SAMEGO weekendu, kiedy odbywa się tuż obok, w stanie Wisconsin, jeden z największych turniejów siatkarskich na świecie - kilkaset drużyn amatorskich! - to czego się spodziewać? W Stanach siatkarze to specyficzna publika - to przeważnie ci, którzy w siatkówkę grają i ją kochają. I jeszcze jedno, jak już narzekamy - dlaczego ten wspaniały turniej był w tej fatalnej sali UIC, skoro kilka tygodni temu reprezentacja USA grała zupełnie gdzie indziej - w Hoffman Estates, na przedmieściach, gdzie jest wiele klubów? Nawet nie wiesz jak ja Polsce zazdroszczę tej popularności siatki... - mówił.

 

Tyle Larry Hamel. Skończyło się na tym, że organizatorzy, nie zapewniając transmisji telewizyjnej (nie mają takich problemów grające w siatkówkę panie), założyli, że jak już ryzykować ze sportem w USA niepierwszoplanowym, to pokazywanym w mieście, gdzie można liczyć na zakochanych w nim Polaków. Ci, podobnie jak siatkarze, jak zwykle nie zawiedli. A nam, czyli Polsce, wszyscy z którymi rozmawiałem zarówno siatkarzy, jak kibiców i organizacji imprez, zazdroszczą.

Przemek Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze