Na papierze lepszy był Mayweather Jr, przemawia za tym jego rekord (50-0, 27 KO) i tytuły w pięciu kategoriach wagowych, ale Floyd Jr nie ma na koncie olimpijskiego złota, które zdobył w 1984 roku w wadze lekkiej, 20-letni wtedy Whitaker.

  

Mayweather też stał na olimpijskim podium, ale na jego najniższym stopniu, bo przegrał kontrowersyjnie, jednym punktem (9:10) w półfinale wagi piórkowej w Atlancie (1996) ze znakomitym Bułgarem, Serafimem Todorowem, trzykrotnym mistrzem świata i Europy. Komentowałem ten pojedynek, ale nie będę specjalnie oryginalny gdy powiem, że werdykt mógł być też korzystny dla 19 letniego Amerykanina.

 

A co Whitakera warto pamiętać, że na igrzyskach w Los Angeles zabrakło znakomitych pięściarzy z Kuby i Związku Radzieckiego. Kubańczycy w wadze lekkiej mieli bardzo skutecznego Angela Herrerę, który dwa lata wcześniej, podczas mistrzostw świata w Monachium pokonał w finale Whitakera. Nie ma jednak żadnej pewności, że powtórzyłby ten wyczyn w „Mieście Aniołów”. Amerykanin przez te dwa lata nabrał doświadczenia i prawdopodobnie poradziłby sobie też z Herrerą, ale to tylko przypuszczenia.

 

Obaj, Whitaker i Mayweather Jr byli genialnymi defensorami, w historii zawodowego boksu mógłby z nimi konkurować tylko walczący znacznie wcześniej Willy Pepp (229-11-1, 65 KO).

 

Inna sprawa, że poza skutecznością obrony Whitakera i Mayweathera Jr, trudno ją porównywać. Floyd Jr znakomicie używał starej filadelfijskiej techniki „schoulder roll” (obrony barkiem), co przy jego timingu, wrodzonym refleksie i ringowej inteligencji pozwalającej błyskawicznie adaptować się do stylu rywala, czyniły go właściwie nietykalnym.

 

Whitaker też był niezwykle inteligentnym pięściarzem, też miał rewelacyjny timing, genialny refleks, który pozwalał mu odchylać się na milimetry przed ciosami rywali. - Pernell urodził się z odruchami, których nie można wyćwiczyć – mówi Ronnie Shields który stał w jego narożniku dziesięć lat. – Refleksu nie wytrenujesz, on był urodzonym defensorem, dla mnie najlepszym w historii- uważa Shields. – Nigdy nie oglądał filmów z walkami przeciwników. Pytał mnie tylko co ten facet ma najlepszego, na co musi uważać, odwracał się i już trenował szukając najlepszej recepty na sukces. Potrafił kontrować z najróżniejszych kątów, nie miało to dla niego znaczenia, stopy i ciało słuchały go bezwarunkowo. To się nazywa geniusz – tłumaczy Shields.

 

A rywali miał wybitnych. Julio Cesar Chavez gdy w 1993 roku przystępował z nim do walki w miał na koncie 87 zwycięstw i żadnej porażki. Większość walk wygrał przed czasem. To był mały, meksykański czołg najnowszej generacji z dużą siłą rażenia i pełnym bakiem paliwa od pierwszego do ostatniego gongu. A przecież Whitaker na oczach 63 tysięcy widzów w San Antonio nie dał mu szans. Tyle że tylko jeden z trójki sędziów wypunktował jego zwycięstwo. Pozostali dwaj widzieli remis!!!

 

W starciu z Oscarem De la Hoyą też był lepszy, ale „Golden Boy” był już kurą znoszącą złote jaja. Przystojny, niepokonany (wtedy 23-0), czarujący, w erze pay per view złoty medalista wagi lekkiej z Barcelony (1992) był zbyt cenny, by go pozostawić samemu sobie. A przy tym miał wielki talent i umiejętności, oraz niezwykłą charyzmę. Kochano go po obu tronach Rio Grande, młode dziewczyny, ich matki i babcie patrzyły w niego jak w obrazek. Meksykanin z pochodzenia, Amerykanin z urodzenia, z biznesowego punktu widzenia nie mógł przegrać. I nie przegrał.

 

Coś o tym wiem, bo komentowałem sporo jego walk, między innymi w El Paso na granicy amerykańsko–meksykańskiej. Pernell Whitaker w trakcie swojej niesamowitej kariery miał poważne problemy z alkoholem i narkotykami, walka z tymi demonami była jeszcze trudniejsza niż z najbardziej niebezpiecznymi rywalami, ale wydawało się, że i w tej wojnie wychodzi na prostą. Ciosy największych mistrzów zawodowego boksu się go nie imały, unikał ich jak czarodziej. Ale zderzenia z samochodem w minioną niedzielę niestety nie uniknął.

 

Na pytanie czy „Sweet Pea” był lepszy od Mayweathera Jr, a może to Willy Pep zasługuje na największe słowa uznania jeśli chodzi o defensywę, nie ma jednak odpowiedzi.

 

Jeden z najsłynniejszych trenerów, Emanuel Steward stawia Pepa, Whitakera i Mayweathera Jr na równi. Dopiero za tą czarodziejską trójką widzi miejsce dla innego geniusza defensywy, ale też króla nokautu, „Sugara” Raya Robinsona (174-19-6, 109 KO). Kiedyś może ktoś do tego grona dołączy jeszcze Wasyla Łomaczenkę.