W przypadku Piasta nie będzie nawet nadużyciem stwierdzenie, że mistrz Polski był drużyną lepsza niż BATE Borysów, co samo w sobie już jest jakimś postępem w stosunku do lat ubiegłych. W sumie jednak nic się nie zmienia. Jesteśmy w stanie ogrywać już tylko autentyczną trzecią ligę europejską. I to z trudem.

 

Aby zauważyć, że sytuacja polskiej piłki klubowej jest katastrofalna (spadliśmy w rankingu europejskim już na 27 miejsce), nie trzeba być wybitnym znawcą. Najgorsze są jednak tendencje. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej, nie ma żadnego przełomu, ani widoków na przyszłość. Dystans miedzy nami a tymi, którzy nam systematycznie odjeżdżają będzie się powiększał z prostej przyczyny. Tamci będą zyskiwali doświadczenie międzynarodowe, biorąc w tych rozgrywkach udział do późnej jesieni, albo nawet do wiosny, a my w tym czasie pokisimy się we własnym sosie. W takich warunkach postęp jest po prostu niemożliwy. Weźmy na przykład bocznego obrońcę Cracovii Kamila Pestkę, który niedawno zrobił dobre wrażenie podczas mistrzostw Europy do lat 21 we Włoszech. Można było kombinować tak: okrzepnie w europejskich pucharach, pogra w lidze, znów dostanie powołanie do kadry, niebawem będzie z niego pożytek może nawet w kadrze seniorów. Pestka zagrał w dwumeczu DAC Dunajska Streda 45 minut i już więcej szansy mieć nie będzie, bo Cracovia odpadła z trzecią drużyną ligi słowackiej. W zespole Michała Probierza w ogóle znalazły się tylko trzy miejsca dla polskich zawodników, co też daje do myślenia. Bo skoro ci obcokrajowcy nie są w stanie pomóc przejść naszym zespołom choćby pierwszej rundy europejskich eliminacji, to po co ich się zatrudnia? Po to, aby drużyna dostała się do… europejskich pucharów? Przecież to błędne koło. Nie oszukujmy się, wcale nie małe pieniądze, jakimi polskie kluby dysponują, są wyrzucane w błoto.

 

Bo to wcale nie jest tak, że jesteśmy biedniejsi od Słowaków, Czechów czy Białorusinów, że mamy gorsze stadiony, mniej kibiców czy mniejsze możliwości. Jest wręcz przeciwnie. Tylko nie ma komu tego rozsądnie poukładać. Ludzie za to w teorii odpowiedzialni, czyli prezesi czy dyrektorzy sportowi są niezdefiniowani. Nie mają planu, strategii rozwoju drużyny i właściwie żadnego wykształcenia w tym kierunku. W wielu przypadkach, mam na myśli dyrektorów sportowych ich jedynym atutem jest fakt, że grali kiedyś w piłkę, mają jakieś znajomości i czasem znają języki obce. Ale to jest za mało. Jak mówi młodzież, to tylko „farmazon”. Z reguły drżą oni, aby zachować posadę jak najdłużej i wykazują się przed właścicielem jakimiś „okazyjnymi” transferami zagranicznych graczy, których nikt nie zna.

 

Pomysł z obowiązkowym młodzieżowcem w każdej drużynie jest sztuczny, nie rozwiąże problemu i ma szereg wad, które łatwo wyświetlić, ale jak inaczej zmusić kluby, aby zaczęły stawiać na rodzimych graczy?

 

Skoro widać wyraźnie, że tylko na polskich graczach można zarobić naprawdę duże pieniądze (Szymański 5 mln euro, Piątek 4 mln euro), to dlaczego nie stawia się właśnie na nich? Jasne, że nasi są dwa albo trzy razy drożsi od tych zagranicznych i nie ma żadnej gwarancji, że będą od nich lepsi, ale na chłopski rozum, lepiej chyba wziąć jednego Polaka, na którym będzie można w przyszłości zarobić, niż trzech ukształtowanych już obcokrajowców, którzy pomagają tylko doraźnie. A to w utrzymaniu, a to we wskoczeniu do pierwszej ósemki, a to do europejskich pucharów. Ale do tego potrzeba ludzi z wizją, prawdziwych fachowców, mających mocną pozycję u pracodawców, a nie skupiających się wyłącznie na łapance zawodników i handlu nimi.

 

Sądzę, że to jest właściwy trop, a nie ciągłe znęcanie się nad trenerami i zawodnikami. O nich już właściwie wszystko zostało powiedziane, wiadomo, że trzeba lepiej szkolić, budować akademie itd. Wypada pochylić się nad tymi, którzy za to odpowiadają.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI EUROPY

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2019/2020 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym PolsaciePlusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.