Przed rozpoczęciem turnieju kapitan Polaków, Dawid Plichta zapowiadał w wywiadzie dla Polsatsport.pl, że Biało-Czerwoni będą chcieli sprawić niespodziankę i awansować do pierwszej ósemki turnieju. Impreza w Łodzi jest drugą w cyklu mistrzostw Europy, czyli Rugby Europe Grand Prix Series. Pierwsza odbyła się na początku czerwca w Moskwie. Wygrali ją Francuzi. Polska zajęła 11. miejsce.

 

W walce o tytuł (zdobędzie go drużyna z najlepszym wynikiem z dwóch turniejów) liczą się Irlandczycy (obrońcy tytułu, drudzy w Moskwie), Trójkolorowi, Niemcy i Hiszpanie. Stawkę drużyn uzupełniają Anglia, Rosja, Gruzja, Walia, Rumunia, Włochy i Portugalia.

 

W sobotę w Łodzi odbyły się rozgrywki grupowe. Polacy przegrali w swojej puli z Irlandią, Walią i Włochami i w niedzielę grają o miejsce 9-12. Do ósemki awansowały Hiszpania, która w ¼ finału zmierzy się z Walią. Kolejne pary tworzą Irlandia – Portugalia, Niemcy – Francja oraz Włochy – Gruzja. W dolnej połówce Polska zagra z Anglią, a Rosja z Rumunią. Wyniki pierwszych meczów determinują dalsze losy każdej z drużyn, ale wszyscy grają do końca. Turniej kończą finały o miejsca 11 do 1. 

 

Marzenia Biało-Czerwonych o awansie do ósemki były oczywiście bardzo ambitne. Od kiedy Polacy awansowali do europejskiej elity, a miało to miejsce cztery lata temu, jeszcze nigdy nie udało im się wejść do ćwierćfinału. Kilka razy zajmowali trzecie miejsce w grupie po pierwszym dniu, ale nigdy nie dało im uzyskać promocji do wymarzonej ósemki.

 

Nadzieję na niedzielę daje to, co wydarzyło się rok temu we francuskim Marcoussie. Pierwszego dnia Polacy przegrali też trzy mecze, ale drugiego wygrali oba, zajęli dziewiąte miejsce i zdobyli tzw. Challenge Trophy.

 

- Teraz mieliśmy nadzieję, że rywale w grupie Walijczycy i Włosi przyślą do Łodzi młode ekipy. Tymczasem w jednej i drugiej drużynie było wystarczająco dużo doświadczonych graczy, by zapewnić jakość gry. Irlandczycy wystawili przeciwko nam młodą drużynę, ale w pierwszej połowie i do przerwy było  równo. W drugiej weszli zawodnicy pierwszego składu, a z nimi niestety, nie mamy szans – przyznaje kapitan Biało-Czerwonych Dawid Plichta. Polska przegrała 5:33.

 

- Wyraźnie też nie służyła nam trzytygodniowa przerwa w grze, jaką mieliśmy. Rozgrywki w kraju się zakończyły, kluby są na wakacjach. My spotkaliśmy się we wtorek. Trenowaliśmy ciężko, ale to nie wystarczyło – przyznaje Plichta.

 

- Nie udało się, ale to nie koniec turnieju. W niedzielę mamy do zagrania dwa mecze. Na początek młodzi Anglicy, którzy zastępują w Łodzi ekipę, która tydzień temu we Francji wygrała turniej kwalifikacyjny do igrzysk (Polska w nim nie grała, bo nie uzyskała awansu podczas turnieju GPS w Moskwie), a potem w zależności od wyniku albo mecz o dziewiąte, albo o jedenaste miejsce – wyjaśnia Plichta.

 

Oba spotkania będą miały gigantyczne znaczenie dla dalszych losów kadry Andrzeja Kozaka. W dwóch ostatnich latach Polska zajmowała ostatnie, 12 miejsce w cyklu GPS, ale nie spadała do grupy Trophy (II liga europejska), bo miała zapewnione miejsce, jako organizator jednego z turniejów finałowych. Czteroletnie umowa z Rugby Europy właśnie się jednak kończy. Władze międzynarodowe ponoć chcą byśmy dalej gościli najlepsze ekipy Starego Kontynentu, ale negocjacje dopiero się zaczęły, a poza tym warto w końcu zapewnić sobie utrzymanie sportowo, a nie przy zielonym stoliku. Udało nam się to tylko raz, zaraz po awansie. Kolejne dwie edycje kończyliśmy na 12 miejscu, ale spadały notowane wyżej od nas Belgia i Szwecja.

 

- Chcemy pokazać, że stać nas na sportowe utrzymanie się w elicie. Będzie ciężko, ale mamy naprawdę dobry skład, nawet jeśli nie było tego widać w sobotę – kończy Dawid Plichta.

 

Transmisja z drugiego dnia finałowego turnieju mistrzostw Europy w rugby 7 w Polsat Sport Fight oraz na Polsatsport.pl. Ćwierćfinały od godz. 11, półfinały od 14.15, a finały od 15.56.