Floyd, przyjmujesz wyzwanie?

 

"Money" Mayweather świętujący sukces odwiecznego rywala? Tak było. Kiedy w pierwszej rundzie Pacquiao posłał na deski ringu MGM Grand Keithaa Thurmana, Mayweather nie mógł się powstrzymać od okazania radości, zrywając się z miejsca z uniesionymi w górę, w geście triumfu, rękoma. Ale od tego gestu do rewanżowego pojedynku obu legend jeszcze daleko.

 

Ich pierwsza walka, zrobiona przynajmniej 3-4 lata za późno, była jednym wielkim rozczarowaniem. Sportowym, ale nie finansowym, bo Mayweather zarobił ponad 220 milionów, a Pacquiao prawie 100 milionów dolarów. - Zawsze chcieliśmy tej drugiej walki, zawsze sądziłem, że prędzej czy później jeszcze raz Pacquiao spotka się z Floydem. Pierwsza nie wyszła, czuje nawet trochę zawstydzenia jak to wyglądało. Manny miał kontuzję, to była słaba walka - mówił po wygranej z Thurmanem trener Filipińczyka Freddie Roach. Pacquiao marzy o tym, by po zakończeniu kariery kupić klub National Basketball League, bo jest zakochany w koszykówce. Nawet kilka walk z Floydem by mu nie pomogło, bo na to trzeba mieć przynajmniej miliard dolarów... ale na parę klubów na Filipinach na pewno by starczyło.

 

"Money" kocha pieniądze, nie dopuszcza też myśli, że jest ktoś lepszy od niego. W przeciwieństwie do pierwszej walki, której organizacja była prawdziwym koszmarem dla wszystkich zainteresowanych, teraz problemów by nie było. Powinno być łatwo. Pacquiao jest obecnie związany z tym samym człowiekiem, któremu od dekad ufa Mayweather - Alem Haymonem i walczy na wymyślonym przez Haymona cyklu Premier Boxing Champions stacji telewizyjnej FOX.

 

Nie ulega wątpliwości, że rewanż przyniósłby obu pięściarzom takie same albo większe pieniądze jak pierwszy pojedynek w 2015 roku. Patrząc na to, jak potrafi się bić 40-letni Pacquiao, 42-letni Mayweather Jr musi jednak mieć wątpliwości, czy na pewno jest w stanie zachować miano niepokonanego, walcząc z kimś, kto właśnie wygrał z mistrzem świata, rywalem o dekadę młodszym. O wszystkim zadecyduje ego Mayweathera. Pytanie tylko, które - to od "jestem najlepszy na ringu" czy to, że "zarabiam najwięcej".

 

Hearn kontra mistrz świata. Sąd zamiast ringu?

 

- To nie Andy Ruiz Jr rozdaje karty, tylko ja. To się dla niego może strasznie skończyć, jeśli będzie się upierał przy tym, że tylko on decyduje o miejscu rewanżu - mówił Eddie Hearn, promotor byłego już mistrza świata wagi ciężkiej WBA/IBF/WBO Anthony’ego Joshuy. Wszystko dlatego, że Hearn zakładał, iż podpisanie rewanżu będzie formalnością, bo taka była jedna z podstawowych klauzul kontraktu. Miało to nastąpić szybko, łatwo i przyjemnie, ale Ruiz najpierw zaczął mówić, że za rewanż chce 50 milionów, a teraz, że się zgadza, ale walka ma się odbyć ponownie w USA, a nie na Wyspach Brytyjskich.

 

Przez pierwsze tygodnie negocjacji, Hearn zachowywał milczenie, ale kiedy mijały tygodnie, a Ruiz nie zmieniał zdania, wytoczył najcięższą artylerię. - Jak to się dalej tak będzie ciągnęło, to zacznie się wielka sprawa sądowa, która powstrzyma go przed możliwością kontynuowania kariery - można było usłyszeć. Ruiz Jr chce rewanżu w Las Vegas lub w Los Angeles, promotor Joshuy stawia na Cardiff - kto wygra? Czasu, wbrew pozorom, nie ma zbyt wiele. Choć potencjalne terminy rewanżu oscylują pomiędzy listopadem i grudniem, przygotowanie i sprzedanie fanom walki kosztującej dziesiątki milionów dolarów zajmuje długie miesiące.