W 2016 roku w organizmie Sakho wykryto higenaminę, w związku z czym został on zawieszony na trzydzieści dni. Francuz nie mógł zatem wystąpić w przegranym przez Liverpool finale Ligi Europy z Sevilla FC (1:3), przez co jego zdaniem nie tylko zmalała jego rola w ekipie "The Reds", ale również w drużynie narodowej, która w 2018 roku sięgnęła przecież po mistrzostwo świata.

 

Ostatecznie piłkarz został oczyszczony z zarzutów w lipcu, gdy okazało się, że higenamina nie była jednak na liście substancji niedozwolonych. Obrońca Crystal Palace zdecydował się pozwać Światową Agencję Antydopingową za obniżenie jego wartości na piłkarskim rynku, skutkujące m.in. odejściem z Anfield. WADA broni się jednak, że powodem transferu Sakho były jego problemy dyscyplinarne i konflikt z trenerem "The Reds" Jurgenem Kloppem.

 

Prawnik reprezentujący interesy Francuza uważa jednak, że ze względu na zamieszanie z testami antydopingowymi jego klient nie tylko stracił swoją pozycję w klubie (ostatecznie musiał opuścić Liverpool na rzecz Crystal Palace w styczniu 2017 roku), drużynie narodowej, ale ponadto poniósł realne koszty procesując się z instytucją.

 

- Choć Crystal Palace to bardzo znany klub, to nie gwarantuje on takiego prestiżu jak Liverpool" - stwierdził Stuart Ritchie QC, prawnik Sakho.

 

W marcu 2016 roku w moczu Sakho wykryto higenaminę. Laboratorium miało wtedy zgłosić ten fakt agencji, a ta potwierdziła, że substancja figuruje na liście niedozwolonych środków. Okazało się jednak, że związek ten nie był wpisany na listę. Sędzia Victoria McCloud przed określeniem wysokości odszkodowania zarządziła proces, który będzie miał orzec stopień zaniedbań, jakie popełniła WADA.