Warto przypomnieć, że w 1987 roku Polak Lech Piasecki, jako jedyny spoza żelaznej kurtyny kolarz, przez jeden dzień nosił żółtą koszulkę, ale upadek zmusił go do wycofania się z wyścigu. W 1956 roku, ślusarz z wykształcenia, Roger Walkowiak, sprawił frajdę blisko milionowej Polonii francuskiej, odnosząc sensacyjne i niespodziewane zwycięstwo, kiedy pokonał całą elitę światowego kolarstwa.

 

Tegoroczny finał Tour de France odbył się w spektakularnej, wieczornej scenerii na Polach Elizejskich. Słońce wychodzące spod Łuku Triumfalnego wyglądało naprawdę niesamowicie.

 

Cały wyścig wygrał niespodziewanie 22-letni Kolumbijczyk Egan Bernal. Ale należy dodać, że między pierwszym a czwartym miejscem były niespełna dwie minuty różnicy. Niepewność panowała więc do ostatniego alpejskiego, górskiego etapu w sobotę.

 

Osobiście tegoroczny Tour de France bardzo mi się podobał, ale - pewnie jak wielu kibiców kolarstwa w Polsce - poczułem pewien niedosyt. Gdyby w TdF startował Rafał Majka, którego góry są szczególną domeną, właśnie jego łupem mogłaby paść koszulka w czerwone grochy. No właśnie, ten kto kibicował Biało-Czerwonym, niestety nie mógł być zadowolony z przebiegu wyścigu.

 

Mimo tego, że w TdF po raz pierwszy startowała polska ekipa CCC (gdzie ścigał się tylko jeden Polak - Łukasz Wiśniowski), nie zrobiła ona wielkiego wrażenia. Jak bowiem wytłumaczyć ponad trzygodzinną stratę do lidera wspomnianego Wiśniowskiego? Według mnie jednak jeszcze większy zawód sprawił Michał Kwiatkowski.

 

Kilkanaście dni temu na podstawie "L'Equipe" opracowałem tekst o atutach Polaka, którego tytuł brzmiał: "Maszyna na wszystkie tereny". Jednak nawet w czasówce, w której był poprzednio doskonały, tym razem musiał się zadowolić pozycją w okolicach setnego miejsca. Teoretycznie jednak Kwiatkowski wykonał swoją robotą, która polegała na roli woziwody, bo przecież pierwsze miejsce zajął Bernal, a drugie Geraint Thomas, czyli jego koledzy z grupy Ineos. I o to chodziło właścicielom brytyjskiego zespołu.

 

Jednak tak mało widocznego na trasie Kwiatkowskiego nie było od dawien dawna. Może Michał wytłumaczy nam powody tego nieudanego występu? Może chorował? Doszło nawet do tego, że w przedostatnim etapie alpejskim, jeden z komentatorów francuskiej telewizji spytał: "gdzie znów zniknął Kwiatkowski, to nie w jego naturze?".

 

Najgorszy w tym wszystkim jest jednak fakt, że jeżeli pamiętamy jeszcze występy Majki i Kwiatkowskiego z poprzednich edycji, na trasie było mnóstwo biało-czerwonych flag. Na każdym etapie. W tym roku kibice jakby przeczuwali, że ta "Pętla" nie będzie należała do nas i na trasie biało-czerwone barwy pojawiały się tylko sporadycznie.

 

Sam Kwiatkowski na pewno jednak będzie zadowolony - jego zespół nie tylko zgarnął dwa czołowe miejsca w klasyfikacji generalnej, ale skasował również 800 tysięcy euro z różnego rodzaju premii. A tradycją TdF jest to, że zwycięzca nie bierze nic i zostawia do podziału kolegom. Bernal wyjdzie i tak na swoje w lukratywnych kryteriach ulicznych potourowych we Francji czy Belgii, otrzymując ogromne pieniądze za sam udział. Kwiatkowski więc ukończył wyścig i dodatkowo zarobił sporą sumkę. Ale jego jazda pozostaje na razie wielką tajemnicą.

 

A jeżeli komuś wydaje się, że 800 tysięcy to mała suma, porównajmy to z 27-tysięczną premią grupy CCC (15. miejsce) czy 24-tysiacami słynnej Astany (16. miejsce). Inna sprawa, że kolarze są dobrze opłacanymi sportowcami, mają wysokie pensje.

 

Wiadomo jednak, że prestiż i nawet te 2,2 miliona, które organizatorzy przewidzieli na nagrody, zawsze się liczą.

 

Może w przyszłej edycji zobaczymy wzmocniony i bardziej biało-czerwony team CCC. To by było coś: Majka w pomarańczowej koszulce na podbój Alp i Pireneji jak w najlepszych czasach.

 

Przecież zawsze można snuć marzenia.