Przysiężny zapowiadał, że sopocki turniej będzie jego ostatnim w karierze.

 

- Będzie to dla mnie dziwny turniej, ale grając zawodowo przez prawie 18 lat miałem świadomość, że kiedyś przyjdzie mi po raz ostatni wyjść na kort. U progu kariery nie wymyśliłem sobie, że zakończę ją właśnie Sopocie, bo na taki pomysł, biorąc pod uwagę termin i miejsce, wpadłem niedawno. Poprosiłem dyrektora imprezy Mariusza Fyrstenberga o dziką kartę i chciałbym mu podziękować, że mi ją przyznał – mówił tenisista.

 

Przysiężny podkreśla też, że Sopot to szczególne miejsce nie tylko dla niego, ale także dla wielu polskich graczy z jego pokolenia.

 

- Na początku XXI wieku odbywał się w tym mieście turniej, w którym mieliśmy możliwość rywalizacji z najlepszymi zawodnikami na świecie, ale nie tylko aspekt sportowy decydował o jego wyjątkowości. Uwielbialiśmy przyjeżdżać do Sopotu, bo zawsze była tam świetna atmosfera i super pogoda. To był rewelacyjny turniej. Ja darzę go dodatkowym sentymentem, bo udało mi się, jako pierwszemu Polakowi po Wojciechu Fibaku, awansować do ćwierćfinału tej rangi zawodów – wspominał.

 

Wpływ na rozważania o zakończeniu kariery miał też stan zdrowia Przysiężnego. W marcu 2017 roku "Ołówek" poddał się operacji ścięgna Achillesa, po niej nie grał przez półtora roku. W tym czasie, przez osiem miesięcy, pomagał Karolinie Woźniackiej. Później wrócił na korty, ale nie do dyspozycji sprzed zabiegu. Przez urazy zdarzały się długie przerwy występach.

 

Przysiężny jest czołowym polskim tenisistą XXI wieku. Dwukrotnie zakończył sezon w najlepszej setce rankingu ATP. Wygrał osiem challengerów, a w styczniu 2014 roku awansował na 57. miejsce w światowej klasyfikacji. Wtedy też wygrał turniej debla rangi ATP World Tour 500 w Tokio, występując w parze z Francuzem Pierre'em-Huguesem Herbertem. Wielokrotnie reprezentował Polskę w rozgrywkach Pucharu Davisa. W 2015 roku miał wielki wpływ na awans reprezentacji do Grupy Światowej.

 

W 1/32 finału turnieju Sopot Open 35-letni zawodnik przegrał z młodszym o 16 lat Michalskim 2:6, 5:7, a spotkanie trwało godzinę i 44 minuty. 

 

- Bardzo chciałem wygrać, bo zdawałem sobie sprawę, że w przypadku porażki będzie to mój ostatni mecz. Z Danielem przegrałem dwa razy z rzędu, bo dwa tygodnie temu, praktycznie bez treningu, uległem mu w mistrzostwach Polski. Przed tym meczem ćwiczyłem, ale to było za mało. W drugim secie, kiedy szło mi lepiej, byłem cały w skowronkach, ale sił starczyło mi tylko na trzy gemy. Gratulacje dla Daniela i powodzenia w dalszej fazie turnieju. Dziękuję wszystkim, którzy przyszli mnie pożegnać, bo to było bardzo sympatyczne i wzruszające – powiedział po spotkaniu Przysiężny.

 

Na trybunach Sopockiego Klubu Tenisowego nie zabrakło gwiazd polskiego tenisa. Byłego reprezentanta Polski osobiście pożegnali Wojciech Fibak, Agnieszka Radwańska, Marta Domachowska, Jerzy Janowicz, Marcin Matkowski, Kamil Majchrzak i Bartłomiej Dąbrowski, a także trenerzy Dawid Celt, Tomasz Wiktorowski i Radosław Szymanik. Dyrektor turnieju Mariusz Fyrstenberg otworzył wielką butelkę szampana i całą zawartość wylał na Przysiężnego.

 

We wtorek z turnieju odpadł także Paweł Ciaś, który w zeszłym roku zdołał przebrnąć przez pierwszą rundę. W 1/32 finału 25-letni tenisista pokonał Argentyńczyka Andreę Collariniego 7:6 (8-6), 6:3, ale tym razem ta sztuka mu się nie udała. Po godzinie i 40 minutach trzykrotny mistrz kraju musiał uznać wyższość Brkica 5:7, 4:6.

 

W poniedziałek z imprezą pożegnało się dwóch Polaków. Michał Dembek uległ Argentyńczykowi Facundo Menie 0:6, 3:6, a Kacper Żuk przegrał z Gruzinem Alexandrem Metrevelim 3:6, 1:6.

 

W pierwszej rundzie wolny los ma rozstawiony z numerem dwa Kamil Majchrzak (100. ATP). W 1/16 finału jego rywalem będzie Niemiec Jeremy Jahn, który zwyciężył Brazylijczyka Pedro Sakamoto 6:3, 6:3.

 

WYNIKI, DRABINKA I TERMINARZ TURNIEJU SOPOT OPEN