Tuż przed metą, przed wymalowanym na szosie numerem 143, z którym startował w Tour de Pologne Lambrecht, sześciu kolegów klubowych zatrzymało się, zdjęło kaski i minutą ciszy uczciło Jego pamięć, tak jak stojący kilka metrów dalej inni uczestnicy wyścigu.

 

Przy mecie stali też członkowie sztabu belgijskiej drużyny. Wiele osób miało łzy w oczach.

 

We wtorek nie ścigano się. Etap, skrócony do 133 km, nie będzie liczony do klasyfikacji generalnej.

 

Był to pierwszy śmiertelny wypadek kolarza w Tour de Pologne, odkąd w 1993 roku dyrektorem wyścigu został Czesław Lang.

 

Hołd Lambrechtowi oddano na starcie etapu w Jaworznie, na mecie, a także na 48. kilometrze, tym samym, na którym w poniedziałek doszło do tragicznego wypadku. Kolarze zatrzymali się, zdjęli kaski i przez minutę stali zamyśleni.

 

Peleton jechał wolno, a na czele co siedem kilometrów zmieniała się prowadząca drużyna. Kibiców przy trasie było bardzo dużo, wielu z nich trzymało biało-czerwone flagi ozdobione kirem. Przejeżdżających kolarzy witali brawami. Były też widoczne belgijskie flagi i namalowane na szosie serca z napisem „For Bjorg”.

 

„To był odpowiedni hołd, nasz kolarski pogrzeb Bjorga. Wszyscy się zjednoczyli. Przez długie kilometry milczeliśmy, z kilkoma osobami rozmawiałem. Cóż, trzeba żyć dalej” – powiedział kolarz ekipy CCC Paweł Bernas.

 

„Wypadek wyglądał niewinnie, a taka tragedia. Zawodnikom trudno o tym mówić. Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci i przede wszystkim współczujemy rodzinie Lambrechta” – podkreślił jeden z dyrektorów sportowych reprezentacji Polski Andrzej Domin.

 

Minąwszy linię mety kolarze Lotto udali się prosto do swojego autobusu. Na miejscu był główny menedżer grupy John Lelangue, który specjalnie z tego powodu przyleciał do Polski. Wieczorem ma być podjęta decyzja czy ekipa będzie kontynuować wyścig, czy też się wycofa.

 

Śledztwo w sprawie wypadku wszczęła prokuratura w Rybniku. Jeszcze we wtorek ma być przeprowadzona sekcja zwłok Lambrechta.

 

Do wypadku doszło w pierwszej części poniedziałkowego etapu w miejscowości Bełk koło Żor. 22-letni Belg uderzył w betonowy przepust na drodze i na miejscu był reanimowany, a następnie przewieziony do szpitala w Rybniku. Zmarł na stole operacyjnym.

 

Według niepotwierdzonych jeszcze informacji, Lambrecht najechał na wtopiony w asfalt plastikowy element odblaskowy i stracił równowagę. W tym miejscu droga była prosta, szeroka i dobrej jakości, a peleton jechał powoli, ok. 35 km/h.

 

Jak powiedział lekarz wyścigu dr Ryszard Wiśniewski, Lambrecht bezpośrednio po wypadku był przez chwilę przytomny i mówił, że czuje się niedobrze. Miał też zadziwiająco niski poziom cukru. Zmarł w poniedziałek późnym popołudniem w szpitalu w Rybniku w wyniku poważnych obrażeń klatki piersiowej i jamy brzusznej.

 

Lambrecht zanotował w ostatnich miesiącach kilka wartościowych wyników: był czwarty w Strzale Walońskiej i szósty w innym prestiżowym klasyku Amstel Gold Race, wygrał też klasyfikację młodzieżową w Criterium du Dauphine. W ubiegłym roku w mistrzostwach świata w Innsbrucku zdobył srebrny medal w wyścigu młodzieżowców (do lat 23).

 

Uważano go za największy – obok Remco Evenepoela – belgijski talent młodego pokolenia i nazywano „Małym Królem”.

 

Do zakończenia Tour de Pologne pozostały trzy górskie etapy. W środę zawodnicy będą się ścigać na trasie z Wieliczki do Bielska-Białej (154 km).