W piątek Polka uzyskała w Bydgoszczy drugi czas eliminacji - 12,85.

 

- W biegu eliminacyjnym troszeczkę przysnęłam na starcie, ale czas i tak jest dobry. Jeżeli w finale (w niedzielę) będą takie same warunki, bo w piątek były super, to możemy liczyć na bardzo fajny rezultat. Jestem w bardzo dobrej formie. Regularnie biegam poniżej 13 sekund i chcę biegać zdecydowanie poniżej tej granicy. Stabilizacja na poziomie 12,75-12,80 pozwoli myśleć o jeszcze lepszych wynikach - oceniła Kołeczek (AZS UMCS Lublin).

 

Polska płotkarka jest objawieniem tego roku. Jej rekord sezonu (i życiowy) 12,75 jest trzecim rezultatem w Europie. Biegaczka przyznaje, że to przede wszystkim zasługa zmiany treningu po okiem nowego szkoleniowca Piotra Maruszewskiego.

 

- Duży nacisk położyliśmy na technikę, na to, żeby agresywnie i szybko schodzić z płotka. Muszę jak najmniej czasu spędzać nad płotkiem, pokonywać go jak najniżej. Pracujemy też nad pierwszymi metrami biegu czy rozpędzaniu się z rytmu, bo to niezwykle ważne elementy. Ciężka praca daje efekty, co mnie niezwykle cieszy - podkreśliła Kołeczek.

 

Szósta zawodniczka ubiegłorocznych ME w Berlinie przez lata szukała odpowiedniego treningu. Wyjeżdżała m.in. do Wielkiej Brytanii, żeby tam znaleźć optymalne dla siebie warunki przygotowań. Nie bała się zmian, ani rezygnacji z wcześniejszych ustaleń - w końcu podejmując współpracę z Maruszewskim - debiutantem w roli trenera płotkarki.

 

- Nie wiem czy bym coś zmieniła, wiedząc jak się potoczą moje losy - chociażby w Wielkiej Brytanii. Dwa lata w Anglii były dla mnie trudne, przyznaję, nawet mentalnie, bo musiałam się przestawić na zupełnie inny trening. To pozwoliło mi jednak zdobyć doświadczenie i dużo lepiej wejść w trening, który robię teraz. Skupiamy się na elementach, które są potrzebne. Wszystko to, co nie przybliża mnie do celu - wyrzucam z przygotowań. Robimy to, co ja uważam, że jest potrzebne i co uważa trener - zaznaczyła płotkarka.

 

Maruszewski pomagał Kołeczek w przygotowaniach motorycznych już przed ME w Berlinie, ale jak przyznaje zawodniczka - tamten sezon był dobry, ale ona była technicznie na zupełnie innym poziomie niż jest dzisiaj.

 

- Dużo traciłam na samym płotku. No i szybkościowo byłam słabsza. Start na początku sezonu na płaskiej setce i wynik 11,55 to potwierdził. Chcę ten wynik jeszcze poprawić za rok zbliżając się do granicy 11,40. To pozwoli mi biegać poniżej 12,60 na płotkach. Żeby biegać płotki poniżej 12,60 czy 12,50 trzeba mieć naprawdę dobrą "życiówkę" na setkę - powiedziała Kołeczek.

 

Dodała, że marzy jej się finał mistrzostw świata w Dausze (28 września - 6 października), ale najpierw musi się skupić na przejściu eliminacji.

 

- To będzie duża impreza - bardzo późno. Uważam, że tam będzie dużo niespodzianek. Tak długi sezon trzeba wytrzymać mentalnie. Skupiam się na dniu, na danej chwili i na tym, co mam zrobić. Jeżeli będą w finale, to będę walczyła o medal - powiedziała odważnie zawodniczka.

 

Przyznała, że siła mentalna bierze się z wyników.

 

- Wiem co robię nad płotkiem i co powinnam nad nim robić. To daje mi pewność siebie i narzędzia, którymi mogę dysponować. Gdy coś nie idzie w trakcie biegu, to wiem, jak to skorygować. To niezwykle istotne, żeby wiedzieć, co dzieje się z ciałem w trakcie biegu. Nad siłą mentalną cały czas pracuję. To są płotki - sport niewdzięczny, w którym jeden błąd kosztuje bardzo dużo - zakończyła Kołeczek.

 

DME w Bydgoszczy potrwają do niedzieli. W sobotę o wygraną w swoich konkurencjach powalczą m.in. Justyna Święty-Ersetic na 400 m, Ewa Swoboda 100 m oraz Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) 1500 m, młociarz Wojciech Nowicki (Podlasie Białystok) i kulomiot Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała).