Biało-Czerwoni przed ostatnim dniem rywalizacji mieli dwa zwycięstwa i brakowało im tylko wygrania jednej partii w pojedynku ze Słoweńcami, by zapewnić sobie występ w igrzyskach.

 

- Na początku było w naszych szeregach trochę za dużo nerwowych ruchów. Ale Słoweńcy też grali wówczas bardzo dobrze. Świetnie sobie radzili na zagrywce, w ataku i nawet na początku także w bloku. Zasłużyli na wygranie tej partii. Staraliśmy się cały czas grać równo - zaznaczył Nowakowski po zwycięstwie 3:1.

 

Jak przyznał, wrażenie na początku spotkania robił zwłaszcza serwis rywali.

 

- Bardzo dobrze im to wychodziło. Mieli też trochę szczęścia, bo stawialiśmy dobry blok, ale ta piłka gdzieś nam jakoś uciekała. Oczywiście, my możemy powiedzieć, że to kwestia szczęścia, oni - że ich umiejętności. W drugiej partii już tak łatwo im nie było. Postawiliśmy się im, a potem te dwa asy Wilfredo Leona miały ogromne znaczenie - relacjonował.

 

31-letni środkowy przyznał, że sytuacja, kiedy od pełni szczęścia zespół dzieli tylko wygranie jednego seta, bywa bardzo trudna.

 

- Czasem to potrafi "zjeść" człowieka w sferze mentalnej i lekko sparaliżować. Zwłaszcza gdy rywal nie podaje nam ręki tylko +ciśnie+ bardzo mocno. Trzeba się było nastawić na walkę i my tę walkę wygraliśmy - zaznaczył.

 

Jego zdaniem zarówno do sobotniego meczu z Francuzami (3:0), jak i do pojedynku ze Słoweńcami trzeba było podejść tak samo.

 

- Tak jakbyśmy jeszcze nic nie osiągnęli. Tylko walczyć o zwycięstwo - zastrzegł.

 

Jednocześnie doświadczony gracz przyznał, że nastawiał się na bardziej zaciętą walkę w całym turnieju interkontynentalnym w Ergo Arenie.

 

- Był on łatwiejszy niż zakładałem. Ale ja przeważnie nastawiam się pesymistycznie. Ten turniej był jednak na pewno jednym z łatwiejszych, jeśli chodzi o wywalczenie awansu na igrzyska, mimo że przeciwnicy byli mocni - podkreślił.

 

Zapytany, kiedy do niego dotarło, że wraz z kolegami z kadry wywalczył przepustkę do przyszłorocznych zmagań olimpijskich, odparł, że nastąpiło to zaraz po wygraniu drugiej partii pojedynku ze Słoweńcami.

 

- Do każdego wówczas chyba już dotarło, że mamy awans. Chociaż tak trochę się zastanawialiśmy, czy na pewno to nam wystarczy. Dlatego na wszelki wypadek wygraliśmy całe spotkanie, żeby nie było niejasności - skwitował z uśmiechem.

 

W Gdańsku bardzo mocnym punktem Polaków był blok. Nowakowski przyznał, że w tym elemencie Biało-Czerwoni są obecnie najlepsi na świecie.

 

- Kiedyś była rosyjska ściana, a teraz jest polska... ściana płaczu - ocenił.