Nie było żadną tajemnicą, że tak naprawdę turniej rozstrzygnie się w sobotę. Francja to bardzo niewygodny rywal. Dodatkowo - posługując się żargonem sportowym - ostatnio wyjątkowo nam nie leżał. Na szczęście wszystko udało się pięknie odczarować. Polacy zagrali niemal perfekcyjnie, fantastycznie w tym meczu zgrała się z siatkarzami publiczność, takiego klimatu i atmosfery na meczach naszej reprezentacji naprawdę już dawno nie było, ostatni raz chyba podczas pamiętnych mistrzostw świata w 2014 roku, kiedy najpierw ogrywaliśmy w Łodzi Rosję zapewniając sobie udział w półfinale i później już w samym finale z Brazylią w Spodku. Coś rewelacyjnego!
 
W niedzielę trzeba było postawić kropkę nad „i” i wygrać jednego seta ze Słowenią. Tak się akurat złożyło, drugim naszym przeciwnikiem, który podobnie jak Francja, kompletnie nam dotąd nie leżał. To przecież Słoweńcy wyrzucili nas z mistrzostw Europy w 2017 roku wygrywając z nami w Krakowie 3:0.
 
Po pierwszych piłkach wczorajszego meczu zaczęły wracać koszmary sprzed dwóch lat. Na szczęście nie trwały długo, bo choć pierwszy set padł łupem gości, to końcówka drugiego należała już do biało-czerwonych, którzy niczym jednostka do zadań specjalnych po prostu wykonała swoje bojowe zadanie. Ręka nie zadrżała ani Wilfredo Leonowi, ani Michałowi Kubiakowi, to rywale pomylili się w decydujących piłkach.
 
Wygrany set zakończył rywalizację o olimpijskie paszporty. Vital Heynen swoich pierwszoplanowych żołnierzy posadził na ławce, natomiast w bój posłał zmienników, którzy dokończyli dzieła i po raz kolejny udowodnili, że pokłady możliwości reprezentacji Polski są praktycznie nieograniczone. Polacy ostatecznie wygrali mecz 3:1 i można było zacząć świętowanie. W tym momencie w rolę wodzireja wcielił się Heynen, który jak nikt inny potrafi kupić i zjednać sobie kibiców. 
 
Awans na igrzyska w Tokio już za pierwszym podejściem daje ogromny spokój i dość duży komfort w przygotowaniach do imprezy czterolecia. Mając w pamięci to wszystko, co blisko cztery lata temu działo się w Berlinie przed igrzyskami w Rio, wypada się teraz tylko uśmiechnąć. Zamiast myśleć o styczniu można spokojnie przygotować się do mistrzostw Europy. Ciekawe jaki pomysł na ten turniej ma Heynen? Jednostka specjalna? Ekipa z Chicago? A może jeszcze coś innego?