Już w trakcie meczu skandaliczne zachowanie Kyrgiosa oburzało m. in. komentatora i eksperta Polsatu Sport Dawida Olejniczaka. Wracając do domu, były reprezentant Polski jeszcze nie mógł się otrząsnąć po tym, co widział na korcie w Cincinnati. Dał temu wyraz w komentarzu zamieszczonym na Twitterze.

Kyrgios wygrał pierwszego seta, który był  niezwykle zacięty. Później zaczął przegrywać, a jego frustracja z każdą minuta była większa. Australijczyk najpierw kłócił się z irlandzkim sędzią Fergusem Murphym, później zaczął go obelżywie wyzywać, a głośne monologi wygłaszał nawet podczas swoich serwisów, gdy piłka wisiał już nad jego głową. Podczas przerw pomiędzy gemami nadal ubliżał arbitrowi oraz... Rafaelowi Nadalowi, który zrezygnował z występu w stolicy stanu Ohio. "Facet uważa się za ważniejszego niż dyscyplina. Bycie dyżurnym Bad boy’em nie może legitymizować wszystkich głupstw" - pisze komentator Polsatu Sport Tomasz Smokowski. 

W pewnym momencie Kyrgios oświadczył, że idzie do toalety i nie czekając na zgodę sędziego, opuścił kort. Wizyta była krótka, skończyła się w tunelu, w którym tenisista wyładował frustrację. Ucierpiały rakiety, które zabrał ze sobą.

Z minuty na minutę agresja Australijczyka była większa. "Pier.... sędzia" - krzyczał bardzo donośnie. Po przegranej nie podał Murphymu ręki, idąc w stronę arbitra zaklął i splunął w jego kierunku. Wszystkiemu z kamienną miną przyglądał się Gerry Armstrong, główny sędzia turnieju, obserwator z ramienia ATP. Prowadzący mecz arbiter często kontaktował się z nim przez krótkofalówkę, podczas spotkania żadnej kary dla Kyrgiosa jednak nie było. Wydaje się jednak, że jest ona nieunikniona, tym bardziej, że to nie pierwszy skandaliczny wybryk Australijczyka.      

 

Do wydarzeń na korcie odniósł się też rywal Kyrgisa, który podczas meczu zachowywał stoicki spokój. 

 

- On naprawdę ma wielki talent, ale jego głowa nie jest we właściwym miejscu - skomentował Chaczanow.

 

Skandale na korcie to chleb powszedni Kyrgiosa. W 2015 roku tenisowy świat był w szoku po tym, jak zawodnik zachował się podczas meczu ze Stanem Wawrinką. Podczas wizyty przy siatce w wulgarnych słowach oznajmił, że dziewczyna Szwajcara zdradza go z kolegą Kyrgiosa z reprezentacji. – Przepraszam, że ci to mówię, stary – dodał z uśmiechem na twarzy. Zajście zarejestrowały kamery i mikrofony.

 

Podczas Wimbledonu Kyrgios za zniewagę przeciwnika zapłacił 160 tyś. funtów grzywny. Wtedy z premedytacją oddał całego gema, nie podejmując walki. W 2016 roku w Szanghaju Kyrgios lekkim flotem posłał piłkę w pole serwisowe przeciwnika i nie czekając na return udał się w stronę ławki. Zapłacił za to 10 tysięcy dolarów za "brak zaangażowania", 1,5 tysiąca za niesportową postawę i dodatkowo pięć tysięcy za obrażenie kibica, z którym się kłócił. Do sędziego mówił między gemami: - Możesz szybciej powiedzieć “time”, chcę dokończyć spotkanie i pojechać do domu.

 

Później Australijczyk został zawieszony na osiem tygodni, ATP zasugerowała też, że powinien poddać się terapii pod opieką psychologa sportowego. Sam tenisista wydał wtedy oświadczenie:

 

- W związku z decyzją ATP chciałbym skorzystać z okazji i jeszcze raz przeprosić za to, co wydarzyło się w Szanghaju. Rozumiem i szanuję decyzję ATP. Wykorzystam ten czas na poprawę, zarówno na korcie, jak i poza nim. Naprawdę mi przykro i czekam na powrót w 2017 roku – napisał.

 

W tym roku Kyrgios nie pierwszy raz "popisał" się niekontrolowanymi wybuchami agresji. W maju w Rzymie wyładowując frustrację rzucił krzesłem, a już wcześniej kilkakrotnie był ostrzegany przez sędziego. Później spakował sprzęt i zszedł z kortu. Wtedy sędzia zakończył mecz i przyznał zwycięstwo rywalowi Australijczyka.

Podczas meczu 1/8 finału turnieju w Waszyngtonie wściekły Australijczyk rzucił butelką w krzesło sędziego. Później tłumaczył, że chciał się napić i butelka przypadkowo wyleciała mu z dłoni. 

Kyrgios potrafi być też pozytywnym bohaterem. Podczas turnieju w Japonii zauważył, że jeden z kibiców zasłabł, sam pobiegł na trybuny z butelką wody przeznaczonej dla zawodników. Częściej jednak prezentuje ciemną stronę swojego charakteru. Jak wysoką cenę zapłaci zapłaci za wybryk w Cincinnati. W tym wypadku ATP może być wyjątkowo nietolerancyjna. Bo, jak mówił podczas transmisji Dawid Olejniczak, "to już o jeden most za daleko".