No właśnie, czy istnieje realna szansa na fazę grupową Ligi Europy czy nie? Patrząc, jak wicemistrz Polski prezentował się w większości dotychczasowych spotkań i jaka aura panowała wokół klubu, drużyny czy przede wszystkim trenera, to raczej marne. Tyle, że właśnie ten rewanż z czwartą drużyną ligi greckiej, będącej w rankingu lig europejskich dużo wyżej od nas, jakąś wiarę w przełamanie daje.

 

Jednak wreszcie polski klub potrafił zdominować rywala i to na jego terenie. Właściwie całkowicie, nie dając wielu szans choćby na gola, znów grając „na zero z tylu”. Coś tam wreszcie zaczynało się zazębiać, wreszcie kibice mieli trochę frajdy i nie musieli wylewać frustracji pomstując na właściciela. Wreszcie było trochę błysku od obcokrajowców, wreszcie ekipa Aleksandara Vukovica zaczęła przypominać drużynę. Nie było katowania widzów, jak we wcześniejszych starciach z Gibraltarczykami i Finami.

 

Przypomnijmy, że właśnie Legia jest jedynym zespołem, który nam się ostał w rywalizacji międzynarodowej. W ostatnich latach to właśnie Legia mimo wszystko przynosiła nam najwięcej punktów w istotnych klasyfikacjach. No i Atromitos pokonał w drugiej rundzie słowacką Dunajską Stredę, której z kolei nie dała rady Cracovia. A do tego w Grecji było w środę piekielnie gorąco...

 

To wszystko prawda. Tak, jak i to, że drużyna z Aten, która debiutowała na arenie europejskiej jest po prostu w tym momencie bardzo słaba. Przed swoim sezonem ligowym, czyli mogła też śmiało używać argumentu braku rytmu meczowego, którym my się chętnie posługujemy. Grupa greckich „nołnejmów” dużo słabiej opłacanych niż nasi gracze  w Warszawie wybijała tylko piłkę spod własnej bramki, w rewanżu próbowała trochę z Legią pokopać, ale nie dała rady. Mówiąc najdelikatniej jak się da, aby nie używać zbyt ostrego określenia „ogórki”, wielki zespół to nie był.

 

Ale skoro z takimi nie dajemy ostatnio rady, to „sukcesik” należy odnotować, pogratulować i tyle. Było po prostu normalnie, nic więcej. Kiedy słyszę, że zrodził się zespół, a trener, który przed chwilą był na wylocie, nagle stał się strategiem, bo ponad wszystko realizuje cel, to...

 

Moim zdaniem przełomu jeszcze nie ma. Po jednym przyzwoitym meczu nic wielkiego się jeszcze nie narodziło, a weryfikacji tak naprawdę nie było. Naturalna uciecha (w wielu przypadkach nawet euforia), wynika z piłkarskiej biedy w jakiej jesteśmy pogrążeni. Przez tę depresję zatracimy dystans i realną ocenę. A weryfikacja nastąpi właśnie teraz, czyli w ostatniej fazie eliminacji, gdzie gra toczyć się będzie o to czy jeszcze utrzymamy jakiś kontakt z europejskimi średniakami (elita to jest Liga Mistrzów, a nie Liga Europy), czy pogrążymy się w trzeciej lidze europejskiej i prawdziwą piłkę znów lizać będziemy przez ekran telewizora.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI EUROPY

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2019/2020 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym Polsacie, Plusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.