- Nie zamierzam rywalizować w grze podwójnej w US Open. Moim celem jest powrót do poziomu, który chcę prezentować w singlu. Postanowiłem temu poświęcić teraz całą moją energię. Występ w deblu lub mikście w Nowym Jorku mógłby to opóźnić o kilka tygodni. Muszę grać teraz grać w singlu, tego teraz potrzebuję - zaznaczył Murray.

 

Zdobywca trzech tytułów wielkoszlemowych wrócił w tym tygodniu do rywalizacji w grze pojedynczej po siedmiu miesiącach przerwy. W pierwszej rundzie w Cincinnati przegrał z Francuzem Richardem Gasquetem 4:6, 4:6. Po tym spotkaniu zapowiedział, że nie zagra w tej konkurencji w US Open. Nie przyjął tzw. dzikiej karty. Chciał poczekać z podjęciem tej decyzji jeszcze jakiś czas, ale organizatorzy nie chcieli zwlekać. Wówczas były lider światowego rankingu zapowiadał, że w Nowym Jorku zaprezentuje się w grze podwójnej - tak jak podczas lipcowego Wimbledonu - ale teraz zmienił zdanie.

 

W przyszłym tygodniu zagra w singlu w imprezie ATP w Winston-Salem.

 

- Muszę się skupić na grze pojedynczej. Nie ma już zbyt wielu turniejów do końca roku. Jeśli dobrze mi pójdzie w Winston-Salem, to będę wiedział, że mój poziom jest wystarczająco dobry i jestem gotowy, by wygrywać mecze w zawodach cyklu. W przeciwnym razie logicznym krokiem będzie zejście o poziom w dół i być może występ w kilku mniejszych turniejach - zaznaczył 32-letni Szkot, który jest obecnie 324. rakietą świata.

 

Dwukrotny mistrz olimpijski w singlu (2012 i 2016) w ostatnich latach zmagał się głównie z problemami z biodrem. W połowie stycznia odpadł w pierwszej rundzie Australian Open, a tuż przed rozpoczęciem wielkoszlemowej rywalizacji w Melbourne poinformował, że z powodu utrudniającego mu nie tylko grę, ale i poruszanie się na co dzień bólu rozważa pożegnanie się z tenisem podczas Wimbledonu.

 

W styczniu poddał się drugiej w karierze operacji biodra. Do rywalizacji wrócił w czerwcu, ale występował tylko w deblu i mikście. W parze z Hiszpanem Feliciano Lopezem triumfował na kortach londyńskiego Queen's Clubu.