Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim na Wielkiej Krokwi, to zawsze miło się ogląda. Nawet jak są to skoki na igielicie, bez śniegu. Właściwie żeby być bliżej prawdy był to weekend polsko – japoński, bo sobotni drużynowy konkurs wygrali w wielkim stylu Japończycy przed naszym zespołem, a dzień później Yukiya Sato był trzeci i ustanowił nowy, wspaniały rekord skoczni lądując w pierwszej serii, po której prowadził przed czterema Polakami, na 145 metrze. Ale w drugiej musiał uznać wyższość mistrzów świata, byłego Kamila Stocha i aktualnego Dawida Kubackiego. Ostatecznie triumfował trzykrotny mistrz olimpijski, który po niedzielnym konkursie nie krył zadowolenia, że wszystko idzie po jego myśli.

 

Stoch pod wodzą nowego trenera naszej kadry. Michala Dolezala, który zastąpił Stefana Horngachera, znacznie poprawił szybkości najazdowe. A jeśli do swojego mistrzostwa na stałe dołoży jeszcze ten element, to zimą znów może być nieosiągalny dla rywali, tak jak w swych najlepszych latach.

 

Na razie jednak najbardziej chyba cieszy wewnętrzna rywalizacja Polaków. W Zakopanem znakomicie spisywał się Kubacki, który przegrał wprawdzie nieznacznie (0.7 pkt) ze Stochem, ale w sobotę, w konkursie drużynowym, był zdecydowanie najlepszy po podliczeniu wyników indywidualnych.

 

Najważniejsze, że na tej dwójce nie kończą się polskie skoki. Kiedy na inaugurację sezonu letniego Polacy wygrywali konkurs drużynowy w Wiśle w reprezentacyjnej czwórce dobrze spisywał się przecież nominalny zawodnik kadry „B”, Aleksander Zniszczoł. Na Wielkiej Krokwi po pierwszej serii Zniszczoł był 12, ale krótszy skok w drugiej próby pozbawił go miejsce w drugiej dziesiątce. Tym razem pazur pokazał Jakub Wolny, który po pierwszej serii przegrywał tylko z Japończykiem Sato. Ostatecznie zajął  ósme miejsce, ale widać że ma nie tylko znacznie większe możliwości , ale widoczny już apetyt na wygrywanie.

 

A przecież jest jeszcze Piotr Żyła. Na razie skacze nierówno, chwilami traci koncentrację, do czego się przyznaje, ale potencjał wciąż ma ogromny. Szóste miejsce jakie zajął z pewnością nie zadowala jego ambicji, chciał wskoczyć na podium.

 

Michal Doleżal, czeski szkoleniowiec naszej kadry doskonale wie z kim pracuje. Kiedy go pytają po konkursie drużynowym, czy jest zadowolony z drugiego miejsca mówi wprost: Byliśmy faworytami, powinniśmy wygrać, ale Japończycy skakali bezbłędnie. A o rywalizacji indywidualnej, jeszcze w sobotę mówił tak: Faworytem jest Kubacki, takie są fakty. I choć Letnia Grand Prix to tylko poligon na igielicie, nie ukrywa jakie są cele na zimę. Z założenia liczyć się będzie wygrywanie.

 

Ciekaw jestem co czuje patrząc na skoki Polaków Stefan Horngacher. Austriak pracuje teraz z Niemcami i nie może narzekać na brak wybitnych zawodników, choć ciężka kontuzja Andreasa Wellingera na pewno trochę pokrzyżowała mu plany. W Zakopanem zabrakło też Marcusa Eisenbichlera, innego asa niemieckich skoków. Ale byli przecież Karl Geiger, Stephan Leyhe, Richard Freitag i Constantin Schmid, lecz w rywalizacji z Polakami nie mieli wiele do powiedzenia, w konkursie drużynowym stracili do nich prawie 50 pkt., zajmując czwarte miejsce. A w indywidualnym najlepszy z nich, Geiger, był dopiero 13.

 

Kilka tygodni temu w Wiśle było podobnie, nasi skoczkowie byli lepsi. Horngacher przegrywa w bezpośredniej rywalizacji z Polakami, których jeszcze w ubiegłym roku prowadził do wielkich sukcesów i z pewnością nie jest zadowolony z tych porażek. Trzeba tylko pamiętać, że zima nie musi być taka sama. Skakanie na igielicie to bardziej poligon doświadczalny, mający jak najlepiej przygotować do rywalizacji na śniegu.

 

Ale taka sportowa wojna podszyta drugim dnem z pewnością będzie napędzać obie drużyny, oraz ich trenerów, którzy do niedawna pracowali przecież razem do jak najlepszych wyników. Na razie górą są Polacy i Michal Doleżal.