Lewandowski już przed wylotem do Paryża zapowiadał, że jest w stanie poprawić rekord Polski. Należał on od dwóch lat do niego i wynosił 3.34,04. Stawka w stolicy Francji była bardzo silna i Polak wiedział, że narzucone tempo będzie wysokie. Dlatego też od początku nie ustawiał się na czele, ale trzymał się raczej z tyłu.

 

Ostatecznie do mety dobiegł jako dziesiąty, ale z rekordowym wynikiem 3.31,95. Zwyciężył Musagala – 3.30,58.

 

"Kolejny mega fajny bieg. To była tylko kwestia czasu, ale dostałem drugą szansę w tym roku pobiegania mocnego półtoraczka i wykorzystałem ją. Mega się cieszę z nowego rekordu Polski, ale po to tu przyjechałem. Ostatnie treningi pokazywały, że powinno być dobrze. Zrobiłem swoje, ale bieg nie był idealny. Jestem cały poobijany, dużo krwi mi leci z piszczeli. Całe 1500 m musiałem się przepychać, a przed metą musiałem praktycznie stanąć, bo nie było miejsca, gdzie wyprzedzać. Mega fajna robota i pamiętajcie, że mamy jeszcze pięć tygodni do mistrzostw świata i dużo rzeczy do zrobienia" – skomentował na Instagramie Lewandowski.