Samuel Peter Masters jest odkryciem sezonu w Nice I lidze. Kubły pomyj wylano na głowę przesympatycznego kangura, który potrafi wyprowadzić celny bokserski cios i położyć rywala niczym sienkiewiczowski Rzepa… „Co się którego tknon, to ten zaś uderzał o ziem” – mawiał Rzepa. Kiedy nadmiar energii rozsadza Sama z Newcastle, wówczas niechaj drżą przeciwnicy, bo dla kurażu emocjonalnego, Australijczyk lubi poczęstować jegomościa prawym sierpowym. Z reguły po takim ataku Masters ściga się jeszcze skuteczniej. Są mężczyźni, którzy odnoszą sukces w biznesie i dla tzw. równowagi emocjonalnej lubią komuś przyłożyć pomiędzy oczy. Są też sportowcy, którzy w obliczu nadciągającego ojcostwa, rosną w siłę i potrzebują zaakcentować męskie hormony, więc mogą boksować się z połową światowej populacji. Nikt nie spodziewał się, że gnieźnianie utracą szansę na awans do finału, gdyż po 14 wyścigu rewanżowego meczu w Ostrowie Wielkopolskim Car Gwarant Start Gniezno przegrywał zaledwie sześcioma punktami. A w pierwszym spotkaniu półfinałowym gnieźnianie zapewnili sobie aż 9 oczek przewagi. Mariusz Staszewski potrzebował cudu nad Ołobokiem… A gdy trzeba potrząsnąć kulą ziemską, najlepszy w te klocki jest Sam Masters. W ostatnim wyścigu Australijczyk dał sygnał do walki. Był to najprawdziwszy wystrzał armatni. Pomimo znakomitego startu Oskara Fajfera, Masters niczym mustang przemknął obok wychowanka Startu, po chwili dołączył Tomasz Gapiński i gospodarze przy wiwatujących trybunach wygrali piętnasty wyścig 5-1! Ekstaza, euforia i awans do finału stał się faktem. Grzegorz Walasek mądrze wieszczył po rundzie zasadniczej: „czeka nas jeszcze 6 spotkań do końca sezonu”. Co prawda szóstka oznacza, że ostrowianie pojadą w barażu z ekipą Staleczki Gorzów Wielkopolski, ale myślę, że to sprytna zasłona dymna Grega Walaska… Teoretycznie faworytem finałowego dwumeczu będzie PGG ROW Rybnik, ale lepiej przenieść presję na barki zaprawionych w bojach rybniczan, aniżeli samemu prezentować bicepsy. Oj, jeszcze Nicolai Klindt i spółka będą mieli okazję, aby napsuć krwi rywalom…

 

Odrodzony Bewley

 

Michał „Ciuciek” Ciurzyński, były mechanik Rune Holty i Grega Walaska, miał pracować w tym sezonie u Grzegorza Zengoty. Niestety, „Zengi” połamał gnaty fruwając nad hopami w Hiszpanii i zamiast zostać Jeffrey Herlingsem, oglądał biel szpitalnej sali. Ciurzyńskiego chciał złowić Greg Hancock. Jak przystało na profesjonalistę, Greg Hancock zapłacił pieniążki za usługi Michała, lecz nie puścił sprzęgła, bo został u boki małżonki walczącej z nowotworem. W tej sytuacji „Ciuciek” zaopiekował się młodym amerykańskim talentem. Luke Becker w lutym skończył 20 lat. Urodził się w Brentwood w Kalifornii. Ma już tytuł mistrza USA do lat 21 wywalczony w 2016 roku oraz tytuł mistrza USA „dla dorosłych” zdobyty w 2018 roku. Jak zgodnie przyznaje duet: Hancock – Ciurzyński, Luke Becker ma smykałkę do speedwaya, lata regularnie na Wyspach Brytyjskich w barwach Wolverhampton Wolves, więc o jego rozwój można być spokojnym. Prezes Krzysztof Mrozek rozumie jakim fachowcem jest dawny pierwszy klucz Holty i zaangażował Michała Ciurzyńskiego u boku Dana Bewley. Brytyjczyk rok temu miał koszmarny wypadek, złamał kość udową, ale otoczony czułą i troskliwą opieką przez rybnicki klub, odbudował się. Teraz, mając obok siebie „Ciućka”, wraca na właściwe tory. Piotr Żyto i Krzysztof Mrozek wiedzą na czym stoją. Sundstroem i Morris nie są pewniakami w fazie play-off. Rok temu Bewley byłby na wagę złota w dwumeczu ze Speed Car Motorem Lublin, lecz kontuzja zniweczyła jego ambitne plany. Teraz po powrocie Siergieja Łogaczowa, rekiny wydają się mieć zespół bez dziur. Z pewnością odrodzony Dan Bewley – „uroczy rudzielec” jak mawia o nim prezes Mrozek – będzie grajkiem dużego formatu, lecz wielkość zawodnika budują mecze o dużą stawkę. Z jednej strony rutyniarze pokroju Batcha, Woryny, Szczepaniaka gwarantują moc. Z drugiej strony, o niebo lepiej atakuje się zza węgła, a Mariusz Staszewski też posiada w ekipie fachowców, którzy niejednym busem podróżowali. Finał fazy play-off Nice I ligi prezentuje się wyśmienicie. 8 i 15 września zwariujemy z nadmiaru emocji. Pytanie czy rybniczan utuli do snu znakomity jazzowy zespół South Silesian Brass Band, który przygrywał po meczu z tarnowskimi jaskółkami czy jednak na scenę wkroczy Greg Walasek i zaśpiewa znakomity numer formacji „Queen” z albumu „Innuendo” o szyldzie „Ride the Wild Wind”…

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu PGG ROW Rybnik - Unia Tarnów.