Wojciech Łasicki: Doczekaliśmy się już 52. edycji turnieju Bohdan Tomaszewski Cup, czyli wizytówki polskiego tenisa. Rośnie on w siłę, ponieważ w tym roku swoich reprezentantów wysłało rekordowe siedemnaście państw.

 

Izabella Sierakowska-Tomaszewska: Jest to tym większa radość, że Bohdan Tomaszewski Cup był od zawsze "oczkiem w głowie" mojego męża. Po jego śmierci namawiano mnie, by umożliwić startowanie w nim osiemnastolatków, ale zdecydowaliśmy się cały czas dawać szansę dzieciom. Poza wszystkim innym, poza mistrzostwami Polski, jest to najdłużej nieprzerwanie trwająca impreza tenisowa w naszym kraju. Wydaje mi się, że takie tradycje trzeba cenić i dawać młodym ludziom perspektywy.

 

Na tym turnieju rodziły się też gwiazdy. Tutaj grali m.in. Agnieszka Radwańska, Iga Świątek, Łukasz Kubot czy Jerzy Janowicz. Często wraca się tu wspomnieniami.

 

Obecnie mamy olbrzymi natłok informacji różnego typu i pewne rzeczy umykają. Pewne rzeczy trzeba z kolei hodować i dawać dzieciom szansę na rozwój.

 

Jedną z tradycji jest na pewno zasada "fair play". Pan Bohdan zawsze apelował, by być uczciwym i szanować przeciwnika. Tym bardziej że uczestnicy Bohdan Tomaszewski Cup sędziują sobie sami.

 

Myślę, że to ich czegoś uczy. Poza tym tenis jest sportem tego typu, że łamanie zasad wypacza jego ideę. Tutaj trzeba mieć trochę "elegancji".

 

Widać, że nasz rodzimy tenis rośnie w siłę. Za nami niesamowity weekend, w którym po pierwsze tytuły w karierze sięgneli Magda Linette i Hubert Hurkacz, a Łukasz Kubot wywalczył 25. w deblu.

 

Tak trzymać. Wydaje mi się, że mąż byłby z tego powodu bardzo szczęśliwy. Sam przecież był przed wojną zawodnikiem, wywalczył mistrzostwo Polski juniorów i jego klubem była Legia Warszawa. Do końca życia poza panem Kordianem Tarasiewiczem był najstarszym żyjącym członkiem tenisowej Legii. Mam wrażenie, że jego duch nad nami czuwa.