Patalesio Sili – 190 cm wzrostu, ani grama tłuszczu, do tego 115 kg wagi. Na setkę biega w okolicach 11 sekund. Tongijczyk – reprezentant kraju – kandydat na nową bestię polskich ligowych boisk. Od sezonu 2019/2020 będziemy go oglądać w barwach Pogoni Siedlce. Działacze trzeciej drużyny ostatniego sezonu liczą, że Patalesio będzie prawdziwą „kruszarką betonu”. Że da Siedlcom upragniony złoty medal. Takich zawodników będzie w tym sezonie w polskiej Ekstralidze dużo więcej. Nie tylko wielkich i silnych, ale też bardzo egzotycznych.

 

Z Tonga do Polski za żoną

 

Tonga – to w rugby jedna ze światowych potęg. Reprezentacja Polski nie miałaby dziś szans z kadrą tego kraju. W zespole B regularnie występował ostatnio wspomianiany na wstępie Sili - 21-letni nabytek Pogoni. Tongijczyków zagra w Polsce co najmniej trzech (okienko trensferowe trwa do połowy września). Dwaj kolejni reprezentują warszawską Skrę.

 

Vaha Halaifonua to zawodnik trzeciej linii młyna, do Polski przyjechał z polską żoną. Niedawno urodził mu się syn. Drugi z warszawskich Tongijczyków udowadnia, że w rugby kilogramy są ważne, ale jeszcze ważniejsze jest serce, głowa i spryt. Violetti Kolo – bo o nim mowa - ma ledwie 173 cm wzrostu, waży 70 kg. Ale gdy ma piłkę w rękach ziemia dosłownie pali mu się pod nogami, a rywale wkręcają się w trawę – ze złości i bezsilności.

 

- Gdy Violi robi zwód, nawet nie wiesz kiedy leżysz już na ziemi, a on z uśmiechem na ustach pędzi dalej. Gdy ma trochę miejsca jest nie do zatrzymania – mówi Michał Kępa, łącznik ataku sochaczewskiego Orkana, gdzie swą polską karierę zaczynał Kolo, który choć filigranowy, nie boi się ataków na największych zwierzaków w lidze.

 

Toma - Asterix czy lodołamacz?

 

W tym sezonie na pewno ich nie zabraknie, na czele z największym do tej pory lodołamaczem polskiej Ekstraligi – Gruzinem z polskim paszportem Tomą Mchedlidze. Zawodnik Master Pharm Rugby Łódź ma 190 cm wzrostu, 160 kg wagi, nogi jak kolumny w warszawskim Pałacu Kultury. Do tego uśmiech od ucha do ucha i wielgaśna broda. Mchedlidze to prawdziwy „Obelix” naszych rozgrywek. Nie potrzebuje żadnego specjalnego eliksiru, by odbijać od siebie rywali, jak filmowy bohater rzymskich wojów.

 

Gdańska Lechia też pokusiła się o ściągnięcie prawdziwego potwora - Irakli Tsivtsivadze– to Gruzin, który w poprzednim sezonie grał w Lokomotiwie Tibilisi – jednym z najlepszych tamtejszych klubów, wielokrotnym mistrzu kraju. 190 cm, 130 kg wagi. Jak ma piłkę w ręku trudno go zatrzymać. 

 

Gruzini to nowa fala światowego rugby. W październiku po raz piąty z rzędu zagrają w Pucharze Świata, czyli rugbowym mundialu. Kandydatem do medalu jeszcze nie są, ale mogą sprawić kilka niespodzianek. Gruzińscy rugbiści to zaś jeden z najlepszych, sportowych towarów eksportowych tego kraju. Tylko we Francji i Anglii gra ich ponad 500. W Polsce w tym sezonie ponad 30. Siedem na dziewięć drużyn Ekstraligi korzysta z usług z zawodników tego kraju.

 

- Rugby to u nas obecnie sport narodowy, ważniejszy od piłki nożnej – wyjaśnia fenomen jaja na Kaukazie gruziński trener Orkana Sochaczew – Michaił Czaczuła, który objął tę drużynę na początku lata.

 

W Sochaczewie zagra co najmniej trzech Gruzinów. W tym dwaj mają duży potencjał by trafić na listę ligowych bestii. Mowa o Sandro Jelii, który do Polski przyleciał z Nowej Zelandii i Razhdenii Bagaturii – obaj zagrają w pierwszej linii młyna, obaj ważą grubo powyżej 100 kg.

 

Gruzja i Tonga to oczywiście nie jedyne kraje, które będą reprezentowane w tym sezonie Ekstraligi. Wprawdzie wicemistrz Polski – Master Pharm Rugby Łódź pozbył się zawodników z RPA, ale reprezentanci tego rejonu świata pojawią się w Sochaczewie i Sopocie.

 

Nowozelandczyk w Sopocie, Wenezuela w Krakowie 

 

Mistrz Polski – Ogniwo będzie więc miał zawodników z dwóch legendarnych dla rugby nacji. Nowy nabytek Vian Riekert pochodzi z RPA i gra na pozycji środkowego ataku. Kolejny sezon w Sopocie zagra też jeden z bohaterów ostatniego finału Ekstraligi Nowozelandczyk Dwayne Burrows.

 

Jeśli chodzi o największą egzotykę to rywalizację wygrywa zdecydowanie zespół Juvenii Kraków, w którego składzie gra aż czterech zawodników z Wenezueli. Master Pharm Rugby Łódź będą mieli też zawodnika z Australii. Mowa o Norbercie Bałacińskim – Polaku, który ostatnie lata spędził na Antypodach i tam grał w rugby XIII-osobowe – niezwykle popularną w tej części świata, bardzo brutalną, odmianę gry jajem.

 

- Norbert ma świetne warunki fizyczne. 195 cm wzrostu i ok. 105 kg. Jeszcze nie wiemy w jakiej formacji zagra, bo w XIII-tkach nie ma takiego klasycznego podziały na młyn i atak. Ale potencjał ma ogromy – mówi dyrektor sportowy Master Pharm Rugby Łódź, Mirosław Żórawski.

 

"Polish Tank" rusza do walki

 

Mistrzowie Polski z Sopotu nie mają żadnego wielkoluda. Ale i tak wygrywają rywalizację w kategorii "Ligowa bestia", a tak dokładnie to czołg, a by być precyzyjnym "Polish Tank". Taki przydomek nosi bowiem kapitan Ogniwa i reprezentacji Polski, rugbista roku Piotr Zeszutek. "Zeszyt" otrzymał przydomek "Polski czołg" nie bez kozery. Wszystkie światowe social media rugby obiegł filmik z jego akcji przeciwko Portugalii, podczas ubiegłorocznego meczu reprezentacji w Łodzi. Gdy ma piłkę, jest nie do zatrzymania, co można obejrzeć na filmie poniżej. 

 

 

"Polish Tank" wybiegnie na boisko już w najbliższą sobotę. W Sopocie mistrz Polski podejmie o 18.30 Arkę Gdynia. Za tydzień w niedzielę będą mogli go obejrzeć w akcji widzowie Polsatu Sport Fight. 8 września o 16.00 Ogniwo podejmie Master Pharm Rugby Łódź i będzie to rewanż za ostatni wielki finał Ekstraligi. 

 

Tymczasem w niedzielę 1 września o godz. 13.45 Polsat Sport Fight pokaże pasjonująco zapowiadające się starcie Orkan Sochaczew - Budowlani Lublin. Wiosną mecz między tymi drużynami rozstrzygnął się w ostatniej sekundzie gry. Lublinianie przeprowadzili akcję, która trwała ponad cztery minuty i miała ponad 40 faz gry, co jest światowym rekordem. 

 

Od meczu w Sochaczewie Polsat Sport Fight będzie pokazywał najciekawszy mecz każdej kolejki Ekstraligi Rugby.