"Pocałunek śmierci" Zmiótł już z powierzchni kilku trenerów. Być może zabierze ze sobą jeszcze paru innych. Szczęście w nieszczęściu jest dla nich takie, że europejskie puchary mamy już za sobą. Będziemy znów koncentrować się na lidze. I zmaganiach by znaleźć się na miejscach, która za niespełna rok znów dadzą niektórym szansę na zaistnienie w Europie.

 

Nigdy nie udało mi się tego sprawdzić, ale nie chce mi się wierzyć, że jest w Europie jakaś liga (poza naszą !!!), w której przez pierwszych sześć kolejek na miejscach 1-3 ani razu nie znajdzie się najlepsza czwórka poprzednich rozgrywek. W naszym przypadku zespołów, które awansowały do europejskich pucharów.

 

W Polsce? Proszę bardzo. Piast Gliwice, Legia Warszawa, Lechia Gdańsk czy Cracovia, gdy kończyliśmy każdą z sześciu dotychczasowych serii doczłapały się najwyżej do czwartej lokaty. Ale zależność też była taka, że im szybciej żegnały się z Europą, tym punktów w lidze było więcej. Dotyczy to głównie gliwiczan i ekipy z Krakowa. W mniejszym stopniu Lechii i Legii, która wydaje się, że zaczęła wchodzić na odpowiednie obroty grając ciągle w Europie. Wygląda jednak na to, że od września wszyscy będą grać i punktować jeszcze lepiej.

 

I nad tym problem trzeba by się mocniej pochylić, bo normalne z pewnością to nie jest. I zrobić wszystko, by pomóc tym, którzy sezon wcześniej osiągnęli najlepszy sportowy wynik. Na Cyprze i w Holandii nikt nie bał się przekładać meczów Apollonu, Apoelu, Ajaksu, AZ, Feyenoordu czy PSV. Z tej szóstki w grupie nie znalazł się tylko pierwszy z wyżej wymienionych. A tamtejsze ligi i tak zaczynały rozgrywki później niż my.

 

Ekstraklasa S.A. chwali się tym, że u nas, dzięki systemowi ESA 37, mamy „wielkie emocje”. Że liga jest jedną z najrówniejszych i najmniej przewidywalnych w Europie. Jeżeli chodzi o odpadanie w przedbiegach jesteśmy za to bardzo przewidywalni. Jak mało kto. Zgoda, że futbol ma być rozrywką. Ale na pierwszym miejscu jest wynik sportowy, sukces. Więc najpierw trzeba zadbać o to, a nie odwrotnie. „Kiszenie” się we własnym sosie w podniesieniu poziomu nam nie pomoże. Pora na jakąś reakcję. Choć już i tak wydaje się, że niestety jest na to za późno.