Igor Marczak: KSW Camp - obóz dla początkujących, ale tak naprawdę nie jest on dla początkujących. Niech pan nam opowie o tej inicjatywie.

Martin Lewandowski: Obóz to już długa historia. Zaczęliśmy kilkanaście lat temu, później była przerwa i w zeszłym roku wróciliśmy do tego pomysłu. Uznaliśmy, że to czas i miejsce, żeby wrócić i szkolić mma. W tym roku pierwszy raz zdecydowaliśmy, żeby podzielić to na dwa obozy. Pierwszy, czyli Pro Camp był zorganizowany dla zawodowców, ludzi już walczących. Przyjechało wielu reprezentantów z innych dyscyplin m.in. zapasy czy taekwondo. Tamten obóz odbył się w lipcu. Obecnie mamy obóz dla początkujących, gdzie grupa jest dużo bardziej pokaźna.

Jak pan rozmawia z trenerami, to słyszy pan o pewnych perełkach, które można by wyłapywać i w przyszłości czekać na ich walki, może nawet w KSW?

Może w KSW to jeszcze za szybko. Oni są bardzo napaleni, żeby walczyć i robić wielkie kariery. Tego im życzę, ale też trochę ich uspokajam. Mówię, że dobrze zaczęli. Obóz to bardzo dobry początek. Później pewnie jakieś walki amatorskie zawody. To im polecam. Kilkanaście lub kilkadziesiąt walk amatorskich to konieczność, żeby próbować sił w zawodowstwie. Tak powinna wyglądać kariera zawodnika. W amatorskim mma też jest dużo do zrobienia. Dlatego też powstaje stowarzyszenie MMA Polska, które zajmuje się profesjonalizacją tej dyscypliny.

Na Campie mamy zawodników młodych, ale również starszych. Są ludzie, którzy poświęcili swój czas, pieniądze, by tu być.

Duży ukłon do tej całej młodzieży oraz wszystkich zawodników. Na końcu wakacji, zamiast leżeć na plaży stwierdzili, że wydadzą pieniądze, przyjadą i zafundują sobie cztery treningi dziennie przez ponad tydzień. Kapelusz z głowy dla nich. Treningi są ciężkie, ale dostosowane do grupy. Około trzeciego dnia pojawiały się kryzysy. My musimy czasami zmniejszyć tempo.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.