Lara kontra Alvarez. Kompromitacja w Minneapolis

 

Po co robić walkę, która wiadomo jak się skończy? W dodatku walkę mającą status mistrzostwa świata? Nie mam żadnych watpliwości, że wszyscy, którzy zestawili w pojedynku w stanie Minnesota ciągle bardzo dobrego Kubańczyka Erislandy Larę z pięć lat starszym bratem fenomenalnego Saula „Canelo” Alvareza – Ramonem, wiedzieli, jak to się musi skończyć.

 

„Kiedy usłyszałem, że będzie walka Lara kontra Alvarez, zaraz zadzwoniłem do trenerów Erislandy, żeby nie tracili czasu i pieniędzy na sparingi, bo taki lekki sparing będzie miał w ringu” – pisał jeden z dziennikarzy obsługujących galę w Minnepolis. Że będzie śmiesznie i tragicznie wiadomo było już na ważeniu, gdzie Alvarez pomylił się nie o kilkadziesiąt gramów, ale o dwa kilogramy. Dzień później był na ringu, mając kilogramów ponad 80 czyli trzy kategorie wyżej niż limit, ale, że walkę o tytuł WBA miał już z głowy po ważeniu , pewnie poszedł na kilka kolacji.

 

Samej „walki” nie ma co nawet opisywać, bo jej nie było. Różnica szybkości pomiędzy Kubańczykiem i Meksykaninem była tak szokująca, że Lara wyglądał jakby walczył na przyspieszonym filmie, a brat Canelo na bardzo zwolnionym. Takie starcie byłoby żenujące w pierwszej walce jakiejś małej gali, gdzieś w barze. Ale jako główny pojedynek wieczoru, o pas WBA, na ogólnoamerykańskiej TV FOX była po prostu żenująca. Jak już pisałem wielokrotnie: gal w Stanach Zjednoczonych jest tak dużo, pieniędzy do podziału jak widać też, że być gwiazdą TV (choć przez chwilę) może każdy. Co to ma wspólnego z boksem? Nic.    

 

Kim jest Mr Spong?

 

Nazwisko jednego z najlepszych kickboxerów świata do czasu brutalnej kontuzji nogi w 2014 roku (podobnej do tej, która przydarzyła się Andersonowi Silva) od kilku tygodni wymieniane jest jako prawie pewniak dla debiutu w wadze ciężkiej dla mistrza wagi cruiser – Oleksandra Usyka. W Chicago już nawet sprzedawane są bilety na galę 12 października w Wintrust Arena na południu miasta, choć promotor imprezy, Matchroom Boxing na plaktach nie ogłasza nikogo... poza Ukraińcem. To, jeśli chodzi o amerykański boks naprawdę nowość: zdarza się, że mamy tylko główną walkę wieczoru, ale tylko jednego pięściarza na plakacie? Tego jeszcze nie widziałem.

 

Dla Sponga, którego dorobek w boksie to imponujące (tylko na papierze) 14 zwycięstw i aż 13 porażek, walka z Usykiem nie byłaby przeskoczeniem poziomów – to byłoby przeskoczenie do innej sportowej stratosfery. Usyk w junior ciężkiej pokonał wszystkich mistrzów świata, a ostatnim rywalem 33-letniego Sponga w wadze ciężkiej był niejaki Jeyson Minda, który większość kariery spędził boksując... w kategorii średniej i junior ciężkiej.

 

Walka w Meksyku była po to, żeby Spong wygrał przez nokaut i dodał do dorobku kolejne zwycięstwo. Już nawet widzę (jeśli Eddie Hearn dogada się o pieniądze z promującą Tyrone Sponga organizacją Armor Box Promotions) te reklamówki: „Siła, która zabija, kontra mistrz techniki, który nie daje się trafić!”. Na pewno się to sprzeda przeciętnym kibicom boksu, dojdą ci, którzy pamiętają Sponga z kickboxingu , ale co taka walka może nam powiedzieć o formie mającego status pretendenta do tytułu  mistrza świata wagi ciężkiej Ukraińca? Zupełnie nic... chyba, że  Spong go znokautuje.