Marcin Lepa: To jest wasz wieczór, to jest wasz mecz. To jest ten moment, kiedy tak naprawdę nie muszę zadawać pytania, bo ty możesz zrzucać z siebie te emocje, które masz w sercu i w głowie.

 

Malwina Smarzek-Godek: Myślę, że to wszystko, co mam teraz do powiedzenia byłoby do "wypikania". Na własne życzenie zgotowałyśmy sobie i kibicom te emocje. Ten tie break, może nie do końca taki nerwowy, ale jednak granie go jest bardzo nerwowe. To jest bardzo krótki set i czasami trzy, cztery akcje na początku przeważają o wyniku.

 

Był taki moment, kiedy nerwy i emocje wzięły wodzę. To był mecz grany na niesamowitej fali emocji, które gdzieś kołysały niemieckim i polski statkiem.

 

Wiadomo, że tak, ponieważ grałyśmy o czwórkę na mistrzostwach Europy i żadna z nas nie grała tak ważnego meczu w swoim życiu, pomijając Paulinę Maj. Nigdy nie grałyśmy o tak wysoką stawkę. Nie dość, że grałyśmy o półfinał, to jeszcze miałyśmy tak super ułożoną drogę. Trzeba było tylko to wykorzystać. Taka okazja trafia się raz na jakiś czas, żeby ta drabinka ułożyła się nam w ten sposób. Cieszę się, że to wykorzystałyśmy, bo to wcale nie było takie oczywiste, że wyjdziemy i wygramy z Niemkami 3:0. Wiedziałyśmy, że to będą wielkie emocje. Tego czwartego seta my przegrałyśmy, a nie Niemki wygrały, bo to my podałyśmy im rękę i one się podniosły.

 

Teraz sytuacja się odwraca, to gospodynie z Turcji będą miały swój doping. Będzie też inaczej, bo to one będą stawiane jako faworytki, jako drużyna wyżej rozstawiona. Co to oznacza? Lecimy do Turcji po...

 

... medal. Jakbyśmy nie leciały po medal, to byśmy nie wychodziły na boisko. Lecimy po medal, gramy z Turcją. Będzie fajnie, bo będzie dużo kibiców.

 

WYNIKI I TERMINARZ MISTRZOSTW EUROPY SIATKAREK