Pindera: Polskie siatkarki zagrają tam, gdzie wszystko się zaczęło!

Siatkówka
Pindera: Polskie siatkarki zagrają tam, gdzie wszystko się zaczęło!
Fot. Cyfrasport

Odżyły wielkie emocje wokół polskiej, żeńskiej siatkówki za sprawą zwycięstw drużyny Jacka Nawrockiego. Polki w sobotę walczyć będą w Ankarze z Turcją o finał mistrzostw Europy. To tam w 2003 zaczęła się wielka kariera "Złotek" Andrzeja Niemczyka. Zapytaliśmy ekspertów, jak będzie teraz.

Po latach chudych znów gorąco kibicujemy naszym paniom. Są już w najlepszej czwórce Starego Kontynentu, co zdarzyło się pierwszy raz od 2009 roku. Wtedy, też w Łodzi, zagrały w wypełnionej do ostatniego miejsca Atlas Arenie o brązowy medal w Niemkami i wygrały zdecydowanie. Z tamtej drużyny została tylko libero Paulina Maj –Erwardt.

 

Magda Stysiak, bohaterka rozegranego w minioną środę ćwierćfinałowego meczu z Niemkami, miała wtedy 8 lat. Dziś w dużej mierze stanowi o sile gry naszego zespołu. Niemkom zafundowała pięć serwisowych asów, w sumie zdobyła 22 punkty (15 atakiem i 2 blokiem). Prezes Jacek Kasprzyk, gdy pytałem go czy liczył na taki sukces tylko się uśmiechnął i powiedział, że sukces będzie dopiero jak dziewczyny przywiozą z Ankary medal. 

 

Ale oczywiście ma świadomość, że sam fakt awansu do półfinałów jest znaczącym osiągnięciem. Od czasów "Złotek" żeńska siatkówka najczęściej była pomijana milczeniem. Miała swoje malutkie wzloty, ale nawet jak nasze panie wygrały z kimś znaczącym, to za chwilę kolejne porażki przypominały, jakie jest jej miejsce w europejskiej i światowej stawce.

 

Ale tegoroczna Liga Narodów wyraźnie pokazała, że zespół Jacka Nawrockiego stać na więcej. Final Six był tego najlepszym potwierdzeniem. Później, w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk napędziły stracha Serbkom, srebrnym medalistkom z Rio de Janeiro i aktualnym mistrzyniom świata i Europy.

 

Teraz wszyscy, nawet jak nie mówią tego głośno, oczekują już od nich medalu w Ankarze. Stare polskie przysłowie mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i tak właśnie jest z naszymi siatkarkami. Wygrały przecież w Łodzi z Włoszkami, srebrnymi medalistkami ubiegłorocznych MŚ, pokonały w ćwierćfinale Niemki i o finał, już w Ankarze, zagrają z Turczynkami.

 

16 lat temu, właśnie tam, wielką karierę rozpoczęły "Złotka" Andrzeja Niemczyka wygrywając mecz o złoto ME z … Turcją. – Pamiętam jak dziś, to był dla nas szok. Nie jechałyśmy tam wygrać mistrzostw Europy, Niemczyk pracował z nami dopiero od kilku miesięcy, a tu taki sukces – wspomina Katarzyna Skowrońska–Dolata.

 

- W hali było bardzo głośno do samego końca, choć Turczynki nie ugrały nawet seta. Ale cieszyły się ze srebrnego medalu, bo dla nich to też był wielki sukces. Gratulowały nam serdecznie. To były piękne mistrzostwa. Pozostały mi kolorowe wspomnienia z Ankary – mówi nasza dwukrotna złota medalistka mistrzostw Europy, która później grała w Turcji z wielkimi sukcesami.

 

Żeńska siatkówka cieszy się tam ogromną popularnością, zarówno klubowa jak i reprezentacyjna. Turczynki wprawdzie kilka lat temu wyraźnie odmłodziły skład, ale wciąż liczą się w międzynarodowej rywalizacji. – Mają bardzo dobrą atakującą, stabilne przyjęcie i mogą liczyć, że od strony organizacyjnej wszystko będą mieć zapewnione. Ale to nie oznacza, że są niezwyciężone. Z Chorwatkami były już na skraju przepaści. Przegrywały 1:2, ale doprowadziły do tie breaka, którego wygrały na przewagi. W ćwierćfinale, z mocniejszą Holandią problemów już nie miały, nie straciły nawet jednego seta – przypomina Skowrońska-Dolata.

 

Ryszard Bosek, złoty medalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata  twierdzi, że Polki zagrają w finale. Zapowiada to zresztą od połowy turnieju, jego zdaniem potencjał polskiej drużyny jest ogromny.

 

Prezes Jacek Kasprzyk cieszy się, że polska żeńska siatkówka rośnie w siłę i wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej, bo rośnie nowe, uzdolnione pokolenie, obdarzone znakomitymi warunkami fizycznymi.

 

- Praca Jacka Nawrockiego przynosi efekty. W dużej mierze dzięki niemu rośnie zainteresowanie żeńską siatkówką w naszym kraju. To widać na każdym kroku, i to jest dla mnie jako prezesa powód do dumy -  mówi Jacek Kasprzyk.

 

A jak Polki wygrają z Turcją i awansują do finału ME, to duma prezesa będzie jeszcze większa, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Tym bardziej, że zadanie jest wykonalne. Mamy przecież dwie armaty na skrzydłach, mocny środek, skuteczne libero i rozgrywającą na najwyższym, światowym poziomie.

 

A Turczynki? - One są bardzo rygorystycznie wychowywane, zastraszone. Trzeba je wyzwolić, sprawić, by uwierzyły w siebie, by przestały się bać. Wtedy są w stanie przenosić góry. I o tym musi pamiętać każdy zagraniczny trener –  tak mówił mi w 2003 roku, po finale w Ankarze o Turczynkach Andrzej Niemczyk, który pracował nad Bosforem sześć lat.  A pytany o Polki odpowiedział, że mają zdecydowanie więcej fantazji, tylko trzeba umieć właściwie ją wykorzystać.

 

Turcję prowadzi włoski szkoleniowiec Giovanni Guidetti, uważany za jednego z najlepszych fachowców w trenerskiej branży. Ma żonę Turczynkę, od lat pracuje z siatkarkami w mocnym klubie w Stambule, więc chyba spełnia te wymagania, o których mówił mi Andrzej Niemczyk.

 

A Jacek Nawrocki? Pamiętam opinie, gdy obejmował żeńską reprezentację Polski (wcześniej pracował z męską drużyną Skry Bełchatów). Opinie były różne, często pesymistyczne, ale udowodnił, że potrafi. I niczego nie zmienią wyniki meczów w Ankarze. Swoje zrobił, nauczył Polki znów wygrywać. A więc po prostu grajcie, i wygrywajcie.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze