Wojtek Łasicki: Mecz z Hiszpanią komentowałeś w internecie, jeszcze widać po Tobie wielkie emocje. Nie szczędziłeś pochwał, a Polacy na nie najzwyczajniej zasłużyli.

 

Adam Romański: Rzadko mi się to zdarza, ale po meczu jestem bardziej podekscytowany niż przed nim. Byłem przekonany, że Polacy nie będą w stanie nawiązać walki z Hiszpanią, a oni mi zaprzeczyli. Zagrali bardzo dobry mecz, jeszcze kilka minut przed końcem meczu były tylko cztery punkty straty. Naprawdę była szansa, by zrobić coś niezwykłego. Brawa dla reprezentacji Polski. Teraz jestem w stanie uwierzyć, że ta drużyna może zrobić dużo więcej. Pokazała się z doskonałej strony z zespołem, który może nawet zostać mistrzem świata. A w tym spotkaniu nawet przez moment nie było widać, że gramy z drużyna o trzy klasy lepszą. Wchodzimy więc na kolejne szczebelki drabiny i jesteśmy już wysoko.

 

Wielka w tym zasługa trenera Taylora. To ona zaszczepił tym graczom optymizm, wiarę w umiejętności, w samego siebie. Takie amerykańskie podejście do życia.

 

Nie wszyscy Amerykanie są tacy "słoneczni", ale Mike Taylor mieszka na Florydzie, więc słońca ma aż nadmiar. A mówiąc poważnie, to prawda. To jest człowiek, który w wywiadach podkreśla, że pozytywne podejście do życia oraz bycie uczciwym wobec siebie i wobec innych, jest podstawą zbudowania dobrej grupy. I on taką grupę w ciągu sześciu lat zbudował, opierając właśnie na tym swoją współpracę z zespołem. Tam nie ma negatywnych postaci, wszyscy są nastawieni do siebie pozytywnie, szanują się, lubią się i chcą ze sobą grać w koszykówkę. To jest bardzo ważne, ale nie zapominajmy o tej "drugiej nodze". Grają nie tylko emocje, technika koszykarska, przygotowanie fizyczne do meczu też są bardzo ważne. To wszystko Mike Taylor potrafił osiągnąć z tą ekipą i to na wysokim poziomie. To jest trener, który rośnie razem z drużyną. Taki był zamiar związku, gdy sześć lat temu zatrudniał trenera. To miał być człowiek, który pracę będzie traktował nie jak emeryturę, ale jako okazje do łapania kolejnych szczebli. Teraz widać, że Taylor doświadczenie z pobocza NBA czy z ligi niemieckiej wykorzystuje, by Polska grała lepiej.

 

Wciąż walczymy o awans na igrzyska olimpijskie w Tokio. W środę Czechy grają z Australią, a Francja z USA. Jeżeli te europejskie drużyny nie wejdą do najlepszej czwórki, to piąte miejsce w MŚ będzie dawało przepustkę do Japonii. Na razie ma je Hiszpania, a awansują dwie najlepsze drużyny Starego Kontynentu.

 

Nie odbierałbym szans Francji, która ma możliwości, by pokonać Amerykanów, ale rzeczywiście faworytami są ekipy Australii i Stanów Zjednoczonych. Dlatego to jedno miejsce dla Europy może być jeszcze do wzięcia. Co prawda Czesi ograli nas dwa razy w sparingach przed mistrzostwami, mają zawodników grających na co dzień na wyższym poziomie, niż nasi koszykarze, ale to jest zespół, z którym możemy się równać. Fajnie by było z nimi zagrać, wygrać i walczyć o miejsca 5-6.

 

Mecz Australia - Czechy dopiero w środę, a już w czwartek starcie Polaków z pokonanymi. Rywale mają dzień mniej na odpoczynek, a za sobą długą podróż. Same plusy dla naszych.

 

Polacy są w tym turnieju mistrzami wykorzystywania okazji. Weszli na "chińską ścieżkę", przygotowaną pod gospodarza turnieju jeżeli chodzi o grupy, rozstawienie czy podróże. I niech to wykorzystują dalej. Jeżeli w świecie koszykówki Polska stanie się sławna jako najmądrzejszy zespół, wykorzystujący wszystko, co mu się da, to tylko się cieszyć. W ten sposób zapamiętają nas na długo, bo następny turniej mistrzowski dopiero za dwa lata.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MISTRZOSTW ŚWIATA KOSZYKARZY