Kilka miesięcy temu, przed wylotem do Sankt Petersburga, spotykaliśmy się z Marcinem w podobnych okolicznościach - przed walką na ostatniej prostej przygotowań. Nastroje były jednak zupełnie inne. W kwietniu na twarzy Polaka rzadziej gościł uśmiech, częściej natomiast pojawiały się swego rodzaju skupienie i... niepewność.

 

Walka z Shamilem Abdurakhimovem nie poszła po myśli Tybury. Polak skończył znokautowany w drugiej rundzie, a o swoim występie najchętniej pewnie by już nie wspominał.

 

- Ciężko mnie karać za ten występ, w ogóle trudno rozmawiać o tej walce, bo tam się nic nie wydarzyło. Większość walki przestałem, wykonywałem tylko bezradne ruchy, brakowało podjęcia decyzji - tłumaczy Tybura.

 

- Marcin był od początku tej walki nastawiony zbyt defensywnie. Wiedzieliśmy się, że rywal ma mocną stójkę i chyba zabrakło nieco własnej inicjatywy - opowiada trener Dawid Pepłowski.

 

- Nie chcemy mówić o tym, co było nie tak. Wiele czynników nie zagrało, ale w tych przygotowaniach poprawiliśmy te elementy - dodaje Kamil Umiński, trener odpowiedzialny za parterową grę Polaka.

 

Demony przeszłości Tybura zostawił już za sobą. Problemy zdrowotne, z którymi zmagał się przed ostatnią walką, zostały rozwiązane i na macie klubu Aligatores Fight Club łatwo było dostrzec u uniejowianina radość z wykonywanej pracy.

 

- Przygotowania trwały około dziesięciu tygodni, a nie jak ostatnio dziewięć miesięcy. Mogłem w tym czasie dać z siebie wszystko każdego dnia i na pewno pod względem mentalnym jest zdecydowanie lepiej - ocenia najlepszy polski ciężki.

 

W kolejnym występie Tybura mimo ogromnego doświadczenia po raz pierwszy powalczy w Kanadzie. Rywalem Tybury będzie niepokonany w organizacji UFC, napędzony dwoma wygranymi Augusto Sakai. Co o nadchodzącym przeciwniku sądzi Polak i jego trenerzy?

 

- On bije jak ślimak, który potrafi przyspieszyć jak sprinter. Jest też niezwykle twardy i potrafi sporo przyjąć. W tym pojedynku też taki pewnie będzie. U Marcina powrócimy do przeszłości. Powrócimy do tego, czym błyszczał w poprzednich walkach - ocenia Pepłowski.

 

- Być może poszukamy parteru? Ale to na pewno nie będzie jedyne wyjście na ten pojedynek. Myślę, że uda mi się też uruchomić kopnięcia, których ostatnio zabrakło z różnych względów. O zapasach też nie zapominamy - zdradza Tybura.

 

Wielu kibiców postawiło już krzyżyk na naszym reprezentancie, a nie zapominajmy, że jeszcze w zeszłym roku wychodził zwycięsko z konfrontacji ze Stefanem Struve i do momentu nokautu radził sobie bardzo dobrze w starciu z Derrickiem Lewisem. Trzy porażki w czterech ostatnich występach na pewno chluby nie przynoszą, ale aktualna dyspozycja napawa optymizmem.

 

- Wszystkim ta wygrana się przyda i tego sobie życzymy. Marcin jest naszym reprezentantem w kategorii ciężkiej i fajnie będzie jak jeszcze wspomina się po drabince w tej dywizji - mówi Umiński.

 

- Wszystko na to wskazuje, że zobaczymy odświeżonego Marcina. Nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ma sporo chęci do walki i ma ochotę urwać jeszcze kilka głów - dodaje Pepłowski.

 

- - Najlepiej zawsze atakuje z partyzanta, kiedy nie jest o mnie głośno potrafię najbardziej zaskoczyć - kończy Tybura z uśmiechem na twarzy.

 

I tego życzymy Marcinowi. Aby ten uśmiech z twarzy nie schodził także po weekendowej walce i z drugiego rzędu znów wrócił na odpowiednie miejsce, czyli ponownie stał się pierwszoplanową postacią w polskim MMA.

 

Transmisja gali UFC Fight Night w Vancouver z walką Marcina Tybury od północy w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport Extra.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Marcinem Tyburą oraz jego trenerami Dawidem Pepłowskim oraz Kamilem Umińskim.