- Pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej i dorobek punktowy to wielki sukces Jerzego Brzęczka. Bo to naprawdę jest osiągnięcie – nazbierać tak dużo z tak grającą kadrą. To są niepodważalne argumenty selekcjonera, które ma w ręku, gdy zaczyna się krytyka. Jurek ma prawo wręcz powiedzieć – czego ode mnie chcecie – komentuje Wichniarek.

 

- Plusy w tym dwumeczu ze Słowenią i Austrią widzę takie: powołanie młodych zawodników. Zwłaszcza Bielika. Do tego Szymański, Gumny i Kownacki. Bielik dostał szansę już w pierwszym spotkaniu i ją wykorzystał, wchodząc na te kilkanaście minut. W starciu z Austrią grał już od pierwszej minuty i uważam, że to jest chłopak, na którym możemy budować drugą linię naszej kadry. Odważny, nie boi się brać ciężaru gry na siebie. Popełnia błędy, ale kto ich nie popełnia. Tylko ten, kto nie próbuje. Kowancki szansy nie wykorzystał. Za dużo strat. Szymański dał dobrą zmianę. To były te plusy – podsumowuje Wichniarek.

 

- Minusy? Wiele. Nie można grać na Stadionie Narodowym, w naszej twierdzy, tak głęboko cofniętym. Ja rozumiem, że taktyka była taka, że wpuszczamy Austrię na naszą połowę i gramy z kontry, ale nie tak głęboko. W tym miejscu mam duże pretensje do Kamila Glika, który kieruje defensywą. Wrócił po kontuzji. Ustabilizował naszą obronę, nie straciliśmy gola. Za to brawa. Ale to on powinien dać sygnał do wyjścia do przodu. Nie możemy się bronić w naszej 16-tce. Na Euro, w meczach z lepszymi rywalami, to skończy się katastrofą. Będziemy przegrywać każde spotkanie po 0:2, 0:3 - przestrzega "Wichniar"

 

- Myślmy o mistrzostwach Europy. Nie myślmy tylko o tym, co tu i teraz. Musimy zbudować drużynę, która będzie chciała udowodnić, że mistrzostwa świata w Rosji to był wypadek przy pracy, tak samo, jak te dwa ostatnie mecze. Ta grupa ludzi musi mieć cel, na razie go niestety, nie widać - kończy Wichniarek.