Mateusz Borek: Zastanawiam się, kto powinien wystąpić w ataku obok Roberta Lewandowskiego w meczach z Łotwą i Macedonią Północną. Czy powinien to być Arkadiusz Milik, czy Łukasz Piątek, czy może Grzegorz Krychowiak w ustawieniu 1-4-4-2. Wiemy przecież, że ostatni z wymienionych odrodził się w ekipie Lokomotiwu Moskwa, gdzie regularnie wybierany jest zawodnikiem meczu.

 

Cezary Kowalski: Nie ukrywam irytacji, bo nie potrafię zrozumieć jak to jest, że wielu zawodników w klubach gra świetnie, a nie potrafią później przełożyć tego na reprezentację. Krychowiak w Rosji zachowuje się niemalże jak napastnik, kolejne gole w Championship strzela Kamil Grosicki i słowem wszyscy są świetni. Na zgrupowaniach tracą jednak potencjał, a ich gra wygląda tak, że zęby bolą. Czekam aż to się zmieni, bo musi się zmienić. Być może nie jesteśmy najlepszą drużyną tych eliminacji, ale udowodniliśmy, że potrafimy grać w piłkę i nasza gra powinna wyglądać zdecydowanie lepiej.

 

Mateusz Borek: Osobiście uważam, że Krychowiak zagrał akurat bardzo dobre dwa mecze podczas ostatniego zgrupowania. Zarówno ze Słowenią jak i Austrią biegał, targał i próbował rozruszać naszą grę z przodu. Trzeba również zaznaczyć, że liga rosyjska, choć uznawana jest za słabszą od topowych lig europejskich, potrafi zaskoczyć. Potwierdził to ostatni mecz Lokomotiwu z Bayerem Leverkusen w ramach Ligi Mistrzów, który Rosjanie wygrali na wyjeździe 2:1, a Polak zdobył bramkę.

 

Marcin Kaczmarek: Fajnie, że Grzesiek znalazł w końcu swoje miejsce. Ja od początku nie zgadzałem się z głosami mówiącymi, że nie powinien on iść do ligi rosyjskiej. Wiadomo, że był wcześniej w Sevilli i PSG, ale z perspektywy czasu widać, że był to dobry kierunek. W reprezentacji również zagrał ponadprzeciętnie, szczególnie patrząc przez pryzmat drużyny.

 

Tomasz Łapiński: W ostatnich dwóch meczach kadry Krychowiak wyglądał zdecydowanie najlepiej. Ogólnie jestem zwolennikiem takiej teorii, że w Lublanie, mimo porażki 0:2, można było dostrzec w grze Polaków wiele pozytywów. Paradoksalnie więcej niż w zremisowanym bezbramkowo meczu z Austrią. Szczególnie dobrze wyglądało pierwsze 25 minut w wykonaniu naszej drużyny.

 

Mateusz Borek: Z całym szacunkiem, ale mecz piłki nożnej trwa nie 25, a 90 minut... Nie zapominam o dobrych rzeczach, ale jeśli dzisiaj będziemy się cieszyć z dobrych 25 minut ze Słowenią, to... czas umierać, bo mówimy o drużynie, która nie tak dawno grała w ćwierćfinale mistrzostw Europy.

 

Tomasz Łapiński: Nie skupiałbym się nawet na przedziale czasowym, a raczej na pewnych elementach, które były dobre.

 

Mateusz Borek: Dobrze... Jeśli chodzi o elementy, to przypomnę, że pierwszy i jedyny celny strzał na bramkę Słowenii nasi reprezentanci oddali w 70. minucie.

 

Tomasz Łapiński: Porównując mecz do opowiadania, ma on również swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Jeżeli zakończenie jest słabe, to zapominamy o dwóch poprzednich częściach składowych. Trzeba pamiętać o dobrych elementach, ponieważ później poprawia się mankamenty i tak tworzy się piłkę.

 

Mateusz Borek: Tomku Łapiński, nie idźmy tą drogą... To tak, jakby dziewczyna była uśmiechnięta przez pierwszych piętnaście minut randki, a na koniec poszła do domu. Tak właśnie wyglądał mecz ze Słowenią. Ja mogę powiedzieć, że dobry, aczkolwiek przegrany mecz, zagraliśmy z Niemcami we Frankfurcie, gdzie udało nam się stworzyć osiem czy dziewięć sytuacji.

 

Tomasz Łapiński: To tak, jakbyś miał piękną i cudowną dziewczynę, z odstającym jednym uchem i cały czas skupiał się tylko na tym uchu.

 

Mateusz Borek: Na uchu to ja się nigdy nie skupiam...

 

Barwna dyskusja z Cafe Futbol w załączonym materiale wideo.