Iwanow: Slogany i formułki. Komu przeszkadza Puchar Polski?

Piłka nożna

Kilka naszych tzw. piłkarskich firm pożegnało się z Pucharem Polski już na pierwszej przeszkodzie. Slogany, że rozgrywki te „rządzą się swoimi prawami” powtarzane są już coraz rzadziej. Ciągle pojawia się za to inna formułka, o „najkrótszej drodze do Europy”. Nie każdy jednak zamierza z niej skorzystać. Niespodzianki, owszem, zdarzają się wszędzie, ale u nas często faworyt robi wszystko by je w życie wprowadzać.

Oczywiście najchętniej używanym wytłumaczeniem posadzenia na ławce rezerwowych dużej grupy najlepszych piłkarzy jest fakt grania za kilka dni w Ekstraklasie, a ona jest przecież najważniejsza. Wiadomo, pierwsza ósemka, żeby nie ryzykować wplątania się w walkę o utrzymanie. Sięga się także po „chęć sprawdzenia tych, którzy świetnie pracują na treningach i pukają do pierwszej drużyny. Zasługują na szansę. Chcą się pokazać”.

 

Gdy już się okazuje, że nic z tego dobrego nie wyszło, utartą formułką jest zlekceważenie niżej notowanego przeciwnika, brak właściwej koncentracji, warunki rozgrywania meczu na zupełnie innych stadionach, a czasem i gorszych boiskach, zapach kiełbasek z grilla itd. Rywal chwalony jest za ambicję, bo taka szansa by gościć ekstraklasowego przeciwnika w Stargardzie, Skierniewicach czy Wejherowie za często się nie zdarza.

 

Owszem, sensacji w 1/32 finału nie było aż tak wiele, ale w „Pucharze Tysiąca Drużyn” nie ma już mającego przecież ambicję Śląska Wrocław, nie ma grającej niedawno dwa razy na PGE Narodowym Arki Gdynia, nie ma Wisły Kraków, której przecież nadzieja na dawno niewidziane tu trofeum z nie tylko sportowych przyczyn bardzo by się przydała. Niewiele brakowało by jej śladem poszła i Lechia Gdańsk. Dogrywki w Skierniewicach potrzebował mistrz Polski Piast.

 

Podawanie tu przykładu Bayernu Monachium, który jadąc na DFB Pokal – bez względu na to czy do Cottbus, czy do Dortmundu – niemal za każdym razem wystawia najmocniejszy skład – nie ma może większego sensu. Tym bardziej, że Bawarczycy nie muszą myśleć o występie w Europie dzięki „najkrótszej drodze” do pucharów. Marka to jednak marka, klubu, rozgrywek, oglądającego mecz na stadionie czy w telewizji kibica. Szacunek dla każdego, kto zostawia tu czy tam pieniądze. Idziesz na Bayern, chcesz oglądać Lewandowskiego, Coutinho czy Kimmicha, a niekoniecznie Maia, Singha czy Daviesa. W Stargardzie Wisła zaprezentowała Zdybowicza, Pawłowskiego, Grabowskiego. Arka nie zabrała do Opola swoich najlepszych napastników, bo „daleka podróż” i „następny ligowy mecz w niedzielę rano” jak ujął to Jacek Zieliński, mimo, że gdynianie grają z Piastem o 12.30. Ale sytuacja w tabeli jest zła, mamy „już” połowę września, więc trzeba odpoczywać.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie