Początek spotkania o brązowy medal Eurovolleya był niezwykle nerwowy. Pierwszy punkt po swojej akcji Polacy zdobyli dopiero w jedenastej próbie. Piotr Nowakowski zaatakował ze środka i na tablicy wyników pojawił się rezultat 4:7. Wcześniejsze trzy punkty podarowali nam Francuzi psując swoją zagrywkę. Później było już tylko lepiej. W końcówce ten sam Nowakowski zatrzymał na pojedynczym bloku Clevenota i ruszyliśmy do ataku. Wygrany na przewagi set po kapitalnym uderzeniu Wilfredo Leona otworzył nam drogę do trzeciego stopnia podium.

 

Po meczu z uwagą wysłuchałem wypowiedzi naszych siatkarzy i trenera Vitala Heynena. Nie ma co zaklinać rzeczywistości. Medal jest medalem i ma on swoją wartość, ale w żaden sposób nie zaspokaja on ambicji naszych siatkarzy, którzy w rozmowach z reporterami nie zamierzali nawet ukrywać, że cały czas "siedzi" w nich ten przegrany półfinał ze Słowenią i wciąż bardziej mają w głowach to, co wydarzyło się w czwartek w Lublanie, niż to, co wydarzyło się wczoraj wieczorem w Paryżu.

 

Miłym akcentem podczas wręczania medali i pucharu za trzecie miejsce było pojawienie się na ceremonii naszego wielkiego mistrza, najlepszego polskiego siatkarza w historii - Tomasza Wójtowicza. Mistrz świata i mistrz olimpijski ze złotej drużyny trenera Huberta Wagnera na koniec uścisnął dłoń każdemu z naszych reprezentantów. Oby to był dobry znak i taki swego rodzaju - nazwijmy to - "złoty dotyk" przed tym wszystkim, co czekać będzie naszą reprezentację w przyszłym roku.

 

Patrząc na występy naszych siatkarzy często wracamy do historii, a ta jak wiadomo lubi się powtarzać. Ostatni medal mistrzostw Europy - też brązowy - Polacy wywalczyli w 2011 roku. Po nim przyszły dwa złote medale na... mistrzostwach świata. Chyba nikt nie ma nic przeciwko temu, aby teraz, po brązowym medalu w Paryżu, historia zatoczyła koło i kolejne dwa mundiale znów padły naszym łupem. A jakby jeszcze udało się coś dołożyć na Igrzyskach, to na pewno nikt i nigdy, nie będzie pamiętał o półfinałowym starciu ze Słowenią.

 

Na razie biało-czerwona maszyna jedzie dalej. Do Japonii. Na Puchar Świata.