Przed wyjściem do ringu czułeś jakąś super adrenalinę, szczególną presję?

 

Nie, nie czułem. Było tak, jak powinno być. Wszystko idzie w dobrą stronę. Nie jest jeszcze tak, jak bym chciał, ale nie chciałem narzucać na siebie dodatkowej presji. Chciałem te rundy poczuć i czułem, że po czwartej, piątej rundzie mogłem przyśpieszyć. Chciałem zobaczyć, jak mój organizm zachowuje się po tych wszystkich turbulencjach z moim zdrowiem. Czułem, że między rundami nabieram powietrza nosem, wypuszczam ustami, czyli dotleniam przeponę i się regeneruję.

 

Miałeś okazję poczuć ciosy Denisa Kriegera.


Przyznaję się szczerze, że był jeden cios, lewy hak, który trafił mnie centralnie w splot. Ale to było w granicach ferworu walki. Nie czułem, że muszę przyklęknąć czy, że odejmuje mi oddech. Dwa, trzy oddechy i było okej.

 

Z którego elementu nie jesteś do końca zadowolony?

 

Chciałbym więcej bić prawą ręką. Ale to była walka mentalna. Chciałem poczuć te rundy, nie chciałem zadać o jeden cios za dużo, jak w walce z Talarkiem. Chciałem bić mądrze, konsekwentnie, chciałem realizować swój plan, bez podpalania się, szukania knockdownu.