Achmiedowa obejrzałem z zaciekawieniem z jeszcze jednego powodu. Dwa lata temu na gali w Siemiatyczach, organizowanej przez Dariusza Snarskiego, pokonał na punkty Patricka Mendy'ego. Tego samego, który w piątek w Częstochowie nie tylko nie dał się znokautować Robertowi Parzęczewskiemu, ale też mocno dał mu się we znaki.

 

Achmiedow w Siemiatyczach też musiał się zadowolić punktową (pewną) wygraną z Gambijczykiem, a dziś jest już w czołówce kategorii superśredniej. Kto wie, może kiedyś zobaczymy go w ringu z Parzęczewskim. Są w podobnym wieku, mają zbliżone warunki fizyczne, obaj biją mocno i jeszcze trochę brakuje im doświadczenia.


Tyle, że Achmiedow może liczyć na więcej jeśli chodzi o tzw. układy w środowisku. Już nie trenuje go Max Gołowkin, brat Giennadija, tylko Johnathan Banks, trener legendarnego Kazacha związanego intratnym kontraktem z platformą DAZN. A że Achmiedow jest jego zawodnikiem, to z pewnością będzie prowadzony tak, by móc jak najlepiej wykorzystać swój potencjał. Dodajmy od razu, że jest to potencjał znaczący, choć chyba za wcześnie, by nazywać go następcą Gołowkina. „GGG” był wybitnym amatorem, od kadeta do seniora, w Bangkoku w 2003 roku został mistrzem świata, rok później w Atenach zdobył srebrny medal igrzysk olimpijskich, później lata całe nie miał godnych rywali na zawodowym ringu.


A teraz na gali w Nowym Jorku, w wieku 37 lat właśnie odzyskał jeden z pasów (IBF), który wcześniej do niego należał, gdy był królem wagi średniej. Jego walka z Siergiejem Dieriewianczenką zapowiadała się na znakomitą, i taką była. 33 letni Ukrainiec potwierdził wielką klasę i nie brakowało głosów, że to on zasłużył na nieznaczną wygraną. Myślę jednak, że sędziowie nie popełnili błędu punktując na korzyść Gołowkina. Boks to biznes, a DAZN zainwestowało w Kazacha ogromne pieniądze, podpisując z nim kontrakt na 100 mln dolarów za sześć pojedynków. Za ten zarobi 15 mln, a jego rywal ponad 5 mln. Całkiem nieźle, Dieriewianczenko długo czekał na taką szansę i mimo porażki z pewnością nie zaprzepaścił jej w sensie biznesowym, bo dobrze płatnych propozycji dostanie teraz sporo.


A z kim będzie walczył w kolejnej walce 37 letni Gołowkin?

 

Bardzo prawdopodobne, że z Kamilem Szeremetą, który w amerykańskim debiucie znokautował w drugiej rundzie słabiutkiego Meksykanina Oscara Cortesa. I byłaby to oczywiście walka o mistrzostwo świata. Zapewne wtedy znów zobaczymy też Achmiedowa. Ten, którego tak szybko znokautował w Nowym Jorku, wcale nie był bokserskim kelnerem. 33 letni Andrew Hernandez ma całkiem przyzwoity rekord (20-8-2, 9 KO). Dwa lata temu walczył z Calebem Plantem, aktualnym mistrzem świata (IBF) wagi superśredniej i przez 10 rund nie dał mu się znokautować, Achmiedow zaś wykończył Hernandeza jednym ciosem. Wniosek, kto bije mocniej nasuwa się sam, tyle że nie dowodzi, który z nich (Kazach czy Amerykanin) jest lepszy. Być może w przyszłości rozstrzygną ten problem. Na razie jednak mistrzem jest Plant, a młody Kazach czeka w długiej kolejce na dalekim miejscu.