Mateusz Borek: Pomówmy o kilku znakomitych informacjach dotyczących twojego brata. Walka u siebie, efektowne zwycięstwo przed własną publiką, a przede wszystkim to, że gdy walka jest negocjowana na ostatnią chwilę to można ubiegać się o najwyższe gaże. Tak ten świat funkcjonuje.


Michał Oleksiejczuk: Tak to funkcjonuje. Czarek, co ważne wyszedł do tej walki bez presji. Byliśmy cały czas w treningu i to nie pierwszy raz, kiedy ryzykujemy. W tym przypadku ryzyko się opłaciło. To bardzo młody chłopak. Jest niesamowicie odważny i utalentowany. Pozostaje tylko dalej trenować.

 

Etos treningu, który pokazujecie wraz z Czarkiem - bycie w ciągłym ruchu, sparingi, treningi i poprawianie techniki to właściwa postawa i komunikat dla młodych ludzi, mówiący - nie odpuszczamy. Dopóki ma się siłę walczyć i jest się w swoim "prime-time" to trzeba być zawsze gotowym, bo czasami propozycja przychodzi w ostatniej chwili. Nie można wówczas wyciągać tylko rąk po pieniądze, a skupić się na swojej formie i tym, żeby być gotowym na minimum 80 % swoich możliwości.

 

Wraz z bratem wkładamy w to całe serce, czasami może aż za bardzo chcemy. Tak jak mówisz - trzeba być cały czas w treningu, póki jest się młodym, a organizm szybko się regeneruje. Jeśli chce się osiągnąć sukces to nie ma innej innej drogi, nie ma dróg na skróty. Jest tylko ciężka praca. Wiadomo, że bywa różnie, ale dla nas najważniejsza jest właśnie ciężka praca, bo to tym dochodzi się do sukcesu.

 

Jaka jest różnica między procesem treningowym do walki do której zawodnik może się długo przygotowywać, m.in. obserwując swojego rywala, czy dobierając sobie sparing-partnerów, a taką która pojawia się w ostatniej chwili, np. braną w zastępstwie?

 

Czarek był tutaj w nieco innej sytuacji. Trenował podobnie do mnie, pomagając mi w przygotowaniach do mojej ostatniej walki. Przypominał stójkowymi akcjami i zasięgiem mojego rywala, więc był cały czas w treningu. U nas wygląda to tak, że jeśli jest okres przygotowawczy i zawodnik ma 14-15 treningów tygodniowo, to wiadomo, że nie każdy jest kondycyjny. Rozkłada się je na siłowe, techniczne i inne. W przypadku, gdy walki nie ma to takich treningów jest mniej więcej 9-10 w tygodniu.

 

Wykazałbym się arogancją pytając czy taką akcję planowaliście, bo tego nie można zaplanować. Człowiek po to zna tyle technik i rozwiązań, żeby w odpowiednim momencie ich użyć. Ale wypada powiedzieć, że to był koncert, to było błyskawicznie wykonane.

 

Naturalnie, Czarek ma wady i zalety wynikające ze swojego wzrostu. Jego zaletą jest przede wszystkim to, że świetnie pracuje z dołu. Zneutralizował tak doświadczonego i dobrego zawodnika, świetnie się wkręcił, bo jest w tym po prostu dobry.

 

Siła waszego narożnika też niesamowita. Oprócz Ciebie oczywiście Mirek Okniński, a więc oprócz wulkanu energii, jest także oko analityczne.

 

O to chodzi. Ja też staram się analizować. Idąc z trenerem Oknińskim do narożnika, wiemy po co to robimy i po co idziemy do tej klatki. Narożnik żyje i o to chodzi. Nie przyjeżdżamy tu na stypę i robimy swoje.

 

Wiemy, jak jest u Mirka. Z jednej strony profesjonalnie, z drugiej śmiesznie, a czasem groźnie.

 

Dokładnie o to chodzi. Mi to po prostu pasuje, każdy woli inaczej, ale ja i Czarek potrzebujemy żyjącego narożnika. Lubimy to.

 

Domyślam się, że w wolny weekend nie będziesz miał ochoty wyskoczyć akurat do Danii, po tym co się ostatnio wydarzyło w Kopenhadze. Wiadomo - taki jest sport. 11 walk wygranych z rzędu, teraz dopiero pierwsza porażka w UFC i myślę, że szkoda rozstrzygnięcia z Ovincem Saint Preux, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak wyglądała pierwsza runda tego pojedynku. Osobiście byłem przekonany, że jeszcze kilka sekund i odniesiesz kolejne zwycięstwo.

 

Ja też tak myślałem. Zawiodło parę czynników, ale nie będę na razie o nich mówił. Chcę po prostu je poprawić i wejść jeszcze raz do oktagonu. Szkoda, trochę przykro. Spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego, że zabraknie mi energii. Nie chodzi o kondycje.

 

Z pozycji widza przed telewizorem wyglądało to właśnie tak, jakby zabrakło cardio. Czy to była konsekwencja intensywności, którą zaprezentowałeś w pierwszej rundzie? Czy wynikało to może ze zmęczenia mentalnego, związanego z tym, że nie udało się go skończyć? Może był to zwyczajnie dzień, w którym cardio nie funkcjonowało tak jak chciałeś?

 

Jeśli zrobiłbym kilka rzeczy, które były dla mnie standardem przed innymi walkami, a teraz je zaniedbałem, chociażby zbijanie wagi itp. to cardio by nie zawiodło. Przygotowania były strasznie ciężkie. Intensywność, którą narzuciliśmy w walce z Ovincem była dla mnie czymś normalnym, ćwiczonym na treningu. Muszę trochę inaczej do tego wszystkiego podejść. Liczyłem na to, że moja psychika i twarda głowa to wszystko i to mi wystarczy, ale niestety. Poprawię te kilka czynników, ale na pewno jestem z siebie dumny, że wyszedłem i biłem się jak prawdziwy Polak - bez żadnego respektu do rywala. Wyszedłem i ograłem pretendenta do pasa, aż do początku drugiej rundy. Z tego jestem dumny - walczyłem, nie było wstecznego i strachu. Potrafiłem go zdeklasować.