Iwańczyk: Hajda na Brzęczka, czyli co jest modne w polskiej piłce

Piłka nożna
Iwańczyk: Hajda na Brzęczka, czyli co jest modne w polskiej piłce
Fot. PAP

Chciałbym poznać odpowiedź na pytanie dlaczego Jerzy Brzęczek nie nadaje się na selekcjonera, a także paletę alternatywnych rozwiązań, jakie proponuje liczne grono przeciwników obecnego trenera kadry. Brzęczek to najbardziej hejtowany selekcjoner od czasów Franciszka Smudy. Każda jego decyzja jest kontestowana, w percepcji odbiorców podszyta oportunizmem bądź brakiem kompetencji. Tak to my koniunktury na piłkę w Polsce nie zbudujemy.

Niby wszystko jest pięknie; na trybunach podczas meczów reprezentacji trudno wcisnąć szpilkę, każdy deklaruje bezwarunkową miłość do drużyny narodowej, wszyscy kibicują, nie ma nikogo, kto wyczekiwałby niepowodzenia. Ze sportowej strony również daleko nam do poczucia klęski, tym bardziej że reprezentacja po raz trzeci z rzędu wywalczyła awans na wielką imprezę. Mimo to utyskiwań nie brakuje (jeśli zasadnych to słusznie), ale mam wrażenie, że całym złem polskiej piłki jest urodzony w Truskolasach trener.

 

Generalnie wszystko, co zrobi Brzęczek jest kiepskie, nieprofesjonalne, etc. Gdyby głębiej analizować krytykę, jaka płynie zewsząd, Brzęczek jest winien nie tylko słabemu pomysłowi na obecną reprezentację, ale odpowiada za wszystkie problemy polskiego futbolu, te generacyjne i organizacyjne też. Dla wielu Brzęczek w ogóle nie powinien był przyjmować stołka selekcjonera polskiej reprezentacji. Bo nie ma dość doświadczeń w klubowej piłce, bo stanowisko to powinno wieńczyć a nie początkować trenerską drogę, jest wujkiem Jakuba Błaszczykowskiego, albo po prostu „nie, bo nie”.

 

Strzelają do Brzęczka wszyscy: kibice, dziennikarze, byli koledzy z boiska, a także ludzie, którzy chcieliby uchodzić za nadwiślańskie autorytety piłkarskie. Janowi Tomaszewskiemu na przykład cierpliwości wystarczy jeszcze na dwa mecze. Jeśli na finiszu eliminacji zobaczy, że „trener nie przestaje mieszać i nie wyciągnie właściwych wniosków” - jak grzmi w dzisiejszej „Wyborczej” - będzie „gorąco namawiał Zbyszka Bońka, by przed mistrzostwami zmienił selekcjonera”.

 

Żeby było jasne, sam mam często wątpliwości, też nie podobają mi się niektóre mecze reprezentacji, a jeśli piłkarze wypowiadają słowa uderzające w kolegów, twierdzę, że z atmosferą jest coś nie tak. Słuchając jednak wspominanych wyżej ludzi kształtujących opinię, jestem pełen obaw, co zrobiliby śledząc na co dzień np. niemiecką reprezentację. I potrafię sobie wyobrazić, że Joachim Loew, który prowadząc mistrzów świata nie był w stanie wyjść z nimi z grupy na kolejnym mundialu, zostałby publicznie zdekapitowany bez najmniejszego prawa do obrony.

 

Weźmy ostatnią dwa mecze eliminacyjne. Brzęczek zdążył w kilka dni popełnić lawinę pomyłek. Nie wystawił dwóch napastników na Łotwę, sformował obronę w oparciu o niewłaściwych piłkarzy, dał szansę Jackowi Góralskiemu i choć ten wypadł świetnie, to przecież tylko przeciwko Macedonii Północnej. Dobrze, że kontuzji doznał Łukasz Fabiański, bo stawiając na niego, a nie Wojciecha Szczęsnego, też zapewne popełniłby kardynalną pomyłkę. Itp, itd.

 

Taki „oklep” zewsząd dostawało niewielu selekcjonerów, nie mam wątpliwości, że od czasów Smudy to najbardziej hejtowany trener kadry. Wrażenie jest dojmujące. Może to kwestia naszych czasów, którymi rządzą media społecznościowe, ale to fakt nie do podważenia - każda decyzja Brzęczka jest kontestowana, w percepcji odbiorców podszyta oportunizmem bądź brakiem kompetencji. A to, że bierze krewnego, a to, że sięga po znanych sobie ludzi z Płocka. Albo nieudacznik, albo geszefciarz…

 

Oczywiście prawem demokracji, także tej sportowej, jest wyrażać swoją opinię, ale słowa Tomaszewskiego, że „selekcjoner zachowuje się jak dyletant bez autorytetu”, trącą o aberrację, a nie rzeczową ocenę. Tylko przez grzeczność nie wspomnę dokonań bohatera z Wembley jako szkoleniowca, a te akurat co nieco pamiętam.

 

To najciekawsze, że najbardziej w krytyce Brzęczka wysuwają się na pierwszy plan ludzie bezpośrednio związani z piłką. Tak to my koniunktury na piłkę nie zbudujemy. Jeśli komukolwiek powinno na tym zależeć, to właśnie Wam, „przyjaciele po fachu” oceniający Brzęczka. On na szczęście niewiele sobie z tego nie robi, a na pytanie, co odpowie krytykom, z pełnym spokojem mówi: „nic”…

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze