Kadziewicz po PŚ: Atmosfera tej kadry jest wyjątkowa! Nie czułem się jak w pracy

Siatkówka

- Dawno nie widziałem, żeby grupa potrafiła w taki sposób odrzucać złe rzeczy, wszelkie niedociągnięcia. Nic złego nie zostawało wewnątrz zespołu. Jestem zbudowany tą wyjątkowością, naturalnością. Puchar Świata z tą drużyną to była przyjemność. Na pewno nie mogę tego nazwać pracą - powiedział Łukasz Kadziewicz po powrocie z Japonii.

Marta Ćwiertniewicz: To dla Ciebie pierwszy Puchar Świata. Czy jako były siatkarz czułeś, że zawodnicy podchodzą do Ciebie inaczej, niż do dziennikarzy?

 

Łukasz Kadziewicz: Nigdy nie będę dziennikarzem. Starałem się podchodzić do grupy nieinwazyjnie. Kilka lat temu miałem przyjemność być na miejscu tych siatkarzy i wiem, że nie każdy moment jest dobry, żeby coś nagrać. Gdzieś w kościach czuję atmosferę turnieju. To było bardzo przyjemne, bo po kilku dniach oni złapali klimat i zrozumieli, że jestem tam po to, by pokazać ich z innej strony. To grupa świadomych ludzi i wyjątkowych zawodników, którzy wiedzą, że mogą wygrywać wielkie turnieje. Ten zespół wie także, jak pracować z mediami. To była przyjemność, na pewno nie mogę tego nazwać pracą.

 

Czy któryś z chłopaków czymś Cię zaskoczył?

 

Każdy z nich zaskoczył mnie niesamowitą świadomością tego, co robi. Widziałem, jak reprezentacja Polski świętowała swoje małe i większe sukcesy. Ta grupa jest skupiona na zupełnie innych rzeczach. To takie sprawy, jak jedzenie, regeneracja, dbanie o siebie, siłownia i treningi, na które nie trzeba siatkarzy zapraszać. Vital Heynen mówi, że na rozruch jedzie ten, kto ma ochotę i nigdy nie spotkałem się z marudzeniem. W ciągu dekady zmieniła się cała siatkówka, ale i nasza reprezentacja. W DNA cały czas jest wygrywanie, ale ludzie są inni. Oni są świetną wizytówką i znakiem czasu, bo wprost proporcjonalnie do tego, jak siatkówka rośnie w naszym kraju, oni stają się gwiazdami. Będzie się w przyszłości mówiło o nich bardzo dużo i bardzo dobrze.

 

Miałeś okazję wykreować wiele ciekawych rzeczy podczas wyjazdu do Japonii. Jedną z nich była seria wywiadów z Wilfredo Leonem i Aleksandrem Śliwką. Skąd wziął się pomysł na te rozmowy?

 

Nie ma inicjatora, który powiedział, że we dwóch mają stanąć przed kamerą. Ten materiał pokazał mi, że oni fajnie się czują i mają świadomość tego, po co ja tam jestem i jak można ciekawie opowiedzieć o Pucharze Świata bez ścianki i profesjonalnego reportera. To były nagrania z większą dawką uśmiechu i luzu, rozmowy siatkarzy, gwiazd reprezentacji, z byłym zawodnikiem. Stąd w niektórych materiałach udało się złapać coś, czego nie można zważyć, zmierzyć, ani się tego nauczyć. Wynikało to z tego, że złapaliśmy atmosferę, która była wyjątkowa. To była długa impreza. Mam ogromny szacunek do tych chłopaków za to, jak podeszli do każdego spotkania.

 

Widziałeś naszych reprezentantów nie tylko w hali, ale także poza nią. Jaka atmosfera panowała w zespole na samym końcu sezonu kadrowego?

 

To jest największy szok. Nie zaskoczyli mnie sami zawodnicy, ale cała ta grupa, sztab szkoleniowy, Vital Heynen oraz wszyscy ludzie, którzy byli dookoła tej reprezentacji. Dawno nie widziałem, żeby zespół potrafił tak fajnie odrzucać rzeczy, które są złe, wszelkie niedociągnięcia. Nic złego nie zostawało wewnątrz grupy. Wszystko było wyrzucane. Jestem zbudowany tą wyjątkowością, naturalnością.

 

Jak wygląda zakulisowo relacja drużyny z trenerem Heynenem?

 

Bardzo specyficznie! Byłem pierwszy, który zwalał winę za całe zło na trenera Heynena. Spędziłem z nim dużo czasu próbując zrozumieć, o co chodzi w jego filozofii i jak mam czytać drogę, którą podąża on i cała reprezentacja Polski. Jestem daleko od tego, by go zrozumieć, ale jest to osoba, która potrafi zamknąć grupę i stworzyć hermetyczną atmosferę. To bardzo fajne, bo celem, co prawda, jest każde kolejne spotkanie, ale na horyzoncie widać już przyszłoroczne igrzyska olimpijskie. Nasi siatkarze zaczynają głośno o tym mówić. W końcu przestało zadowalać nas bycie uczestnikiem i walka o medal. Każdy z zawodników zastanawia się, jak podejść do kolejnych meczów, by całą imprezę zakończyć ze złotem. Widziałem tę drużynę po porażkach z USA i Brazylią i to, w jaki sposób czyta te przegrane. Mamy zespół na lata i będzie się o nim mówić przez kolejne dekady.

 

Podsumowując cały Puchar Świata drugie miejsce możemy rozpatrywać w kontekście sukcesu, czy jednak porażki?

 

Kolejne pytanie w punkt! Kilka miesięcy temu powiedziałbym, że to sukces, a teraz uważam, że to wypełnienie minimum. Bez względu w jakim składzie personalnym ta kadra będzie jeździła na turnieje, zawsze będę widział ją co najmniej w pierwszej trójce. Może nie będziemy zawsze murowanymi faworytami, ale zawsze będziemy drużyną walczącą o złoto. Medal jest znakiem jakości. Trzeba tych znaczków nazbierać jak najwięcej, a nasi siatkarze są do tego przygotowani. Mają gotowe ciała, głowy i mają Vitala, który w niekonwencjonalny sposób potrafi zarządzać tą grupą.

 

Cała rozmowa z Łukaszem Kadziewiczem w załączonym materiale wideo.

Marta Ćwiertniewicz, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze