Po końcowym gwizdku zamaskowani fani Unionu szukali starcia z kibicami Herthy. Przeszkodził im Gikiewicz, który przybliżył kulisy tej sytuacji.

 

- Moi koledzy z drużyny zrobili krok do tyłu. Żyję zazwyczaj impulsywnie, więc postanowiłem ich powstrzymać. Nie chciałem, żeby Union był kojarzony z jakąś zadymą, skoro wygraliśmy historyczne derby. Trochę po polsku, niemiecku i angielsku powiedziałem kilka niecenzuralnych słów do tych ludzi. Dodałem, że musimy się cieszyć po wygranej. Trzeba pokazywać klasę bez względu na wynik, a nie biec do kibiców gości - stwierdził.

 

Były golkiper Śląska Wrocław przyznał, że żona nie do końca była zadowolona z jego postawy.

 

- Dostałem burę od żony. Tego typu kibice mogli coś wypić czy wziąć, ich reakcja mogła być różna. Na początku o tym nie myślałem. Na boisku działa instynkt. Starałem się ich powstrzymać, żeby nie zrobili niczego głupiego. Jestem pracownikiem klubu i dbam o tym, żeby nie mówiło się o nim źle - dodał.

 

Polski bramkarz piłkarzem Unionu jest od 2018 roku. Była to pierwsza tego typu sytuacja z jego "udziałem".

 

- W rękawicach bramkarskich przepędziłem kilku osiłków. Zaskoczyła mnie reakcja stadionu, bo kibice zaczęli skandować moje nazwisko. To była pierwsza tego typu sytuacja odkąd tu jestem. Kibice się nie lubią, to były derby miasta. Ogólnie Union jest rodzinnym klubem. Nie wiem więc, czy byli to faktycznie kibice Unionu, czy na przykład zaprzyjaźniony fanklub. Szef kibiców i cała "ekipa" stała na trybunach - zauważył.

 

Mimo licznych kontroli, fani i tak zdołali wnieść na stadion race. 

 

- Tłumaczyli nam w klubie, że rakietnice są wielkości długopisu. Faktycznie nie da się ich wykryć. Głupotą jest strzelanie w ludzi. Piłka nożna to sport dla kibiców, więc nie powinni cierpieć ci, którzy przychodzą oglądać spektakl. W drugiej połowie meczu miałem za plecami kibiców Herthy. Gdy słyszałem odgłosy wystrzeliwanych rac, zastanawiałem się czy któraś zaraz mnie nie trafi. Jesteśmy od grania w piłkę i na tym trzeba się skupić. Cała akcja sprawiła, że co chwilę dostaje telefony w tej sprawie. Myślę, że każdy człowiek, który się nie boi, zrobiłby to samo - stwierdził.

 

Cała rozmowa z Rafałem Gikiewiczem w załączonym materiale.