Kowalski: Kittel zdrzemnął się w najważniejszym momencie

Piłka nożna

Jerzy Brzęczek nie poruszył tematu Sonnyego Kittela podczas konferencji prasowej przed meczami z Izraelem i Słowenią, co nie oznacza, że tematu gry zawodnika HSV w reprezentacji Polski nie ma. Piłkarz urodzony w Niemczech, ale wychowany w polskiej rodzinie, jak sam informuje, jest w trakcie wyrabiania dokumentów, które pozwolą mu na reprezentowanie Polski.

Dyskusja jaka rozgorzała przy okazji tej możliwości przypomina podobne przed poprzednimi turniejami, gdy nasi selekcjonerzy usiłowali wzmocnić drużynę przed wyjazdami na dużą imprezę, organizując polskie paszporty czy to zawodnikom z polskimi korzeniami, jak Perquis, Boenisch, Polanski, Obraniak, Cionek, czy po prostu obcokrajowcom jak Guerreiro lub Olisadebe. Kittel należy do tej pierwszej grupy, do tego mówi dobrze po polsku i deklaruje, że bardzo chce grać dla Polski.

 

Jeśli to prawda, są przesłanki ku temu by takiego zawodnika sprawdzić. Strzelił siedem goli w drugiej Bundeslidze, grał już i strzelał w pierwszej, za chwilę pewnie razem z zespołem awansuje do jednej z najlepszych lig w Europie. Trudno obronić tezę, że druga Bundesliga jest słabsza niż polska Ekstraklasa, z której przecież są powoływani gracze do reprezentacji.

 

Sonny potrafi dobrze grać w piłkę na pozycjach, które w polskiej kadrze nie są mocno obsadzone. Jest w sile piłkarskiego wieku (26 lat). Pewnie nie jest graczem wybitnym, bo byłby już gdzieś w lepszym klubie, ale wyróżniającym się na pewno. I to z inklinacjami, aby pójść jeszcze w górę, bo dotychczas przyhamowały go kontuzje. Dlaczego miałby zatem nie dostać szansy wyróżniający się polski zawodnik, jakim niewątpliwe Kittel jest?

 

Nie zgodzę się z tą częścią publiczności i ekspertów, którzy twierdzą, że cała sprawa z Kittelem w polskiej kadrze to jakaś hucpa i w ogóle nie ma sobie kim głowy zawracać, bo dość już w kadrze było „farbowanych lisów”. Takie perorowanie z ambony często nawet bez zgłębienia tematu, czy zadania sobie trudu obejrzenia choćby kilku meczów ocenianego zawodnika, brzmi groteskowo.

 

Każda sprawa jest inna i warto się takim graczom życzliwie przyglądać, bo przecież nie przelewa się nam od zawodników prezentujących reprezentacyjny pułap. Starzejąca się kadra potrzebuje odświeżania i wzmocnień. A biorąc pod uwagę liczebność polskiej emigracji zarobkowej w ostatnich kilkunastu latach, za chwilę będziemy częściej stawali przed pytaniem czy powoływać do kadry zawodników wychowanych zagranicą, którzy dysponują dwoma obywatelstwami.

 

Będąc nawet entuzjastą Kittela w polskiej drużynie, trzeba sobie jednak zadać fundamentalne pytania. Po pierwsze. Dlaczego dopiero teraz, mimo wcześniejszych deklaracji chęci gry dla Polski, Sonny zabrał się za wyrabianie dokumentów (wciąż ich nie uzyskał)? Przecież to nie jest młokos, który jest w jakiejś rozterce. Chłop ma 26 lat, raczej żadnych szans na grę w reprezentacji Niemiec. Nikt tu nie będzie robić podchodów i wyszarpywać sobie asa z rękawa, bo z całym szacunkiem, nie jest to zawodnik klasy Lukasa Podolskiego czy Miroslava Klose. Mógł się do wszystkiego odpowiednio przygotować, pozałatwiać formalności, ogłosić to światu, dobrze grać w piłkę i spokojnie czekać na powołanie.

 

Z rozmów, które przeprowadziłem w PZPN, jasno wynika, że gdyby wszystko grało, dostałby szansę od Jerzego Brzęczka właśnie teraz podczas dwóch ostatnich meczów w tym roku, które z racji wcześniej zapewnionego awansu, mają mniejszy ciężar gatunkowy i ewentualnie są dobrym momentem na pewne próby. A jaki Sonny wysłał przekaz oprócz tego, że słabo zagrał w ostatnim meczu z Holstein Kiel (został zmieniony w 63 minucie)? Że źle zrozumiał jakieś urzędowe pismo w sprawie polskiego paszportu, musiał uzupełnić dokumenty i już za momencik będzie miał polskie papiery tymczasowe. O czym informował „Przegląd Sportowy”.

 

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to działanie Kittela i jego otocznia ma charakter nieco partyzancki. Ktoś mu uświadomił, że może zagrać na Euro. Ale trochę późno. Prawda, że byłoby sympatyczniej, gdyby Sonny zakochał się polskiej reprezentacji i zaczął załatwiać formalności, kiedy nie było pewności, że drużyna pojedzie na Euro? Np. przed rozpoczęciem eliminacji? Byłby czas na zdobycie zaufania drużyny, kibiców, prezentację umiejętności i co najważniejsze uniknięcia spekulacji, że traktuje się polską kadrę jak los, który można wygrać na loterii. Kittelowi zabrakło w tym przypadku czegoś co jest u piłkarzy jedną z fundamentalnych wartości, czyli tzw. „tajmingu”.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze