Gala Crawford - Kawaliauskas. Będzie jak u Hitchcocka! Transmisja w Polsacie Sport

Sporty walki
Gala Crawford - Kawaliauskas. Będzie jak u Hitchcocka! Transmisja w Polsacie Sport
Fot. PAP

Sobotnia, nowojorska gala w Madison Square Garden zapowiada się na jedną z lepszych w tym roku. Zobaczymy Terence’a Crawforda, ponadto interesującą, mistrzowską walkę w wadze lekkiej Richarda Commey’a z Teofimo Lopezem, która wyłoni rywala dla Wasyla Łomaczenki. Będzie też wielki rewanż za ostatnie igrzyska Michaela Conlana z Władimirem Nikitinem. Czyli tak jak u Alfreda Hitchcocka: zacznie się od trzęsienia ziemi, a później trząść będzie jeszcze mocniej.

Oczywiście to życzeniowy scenariusz, w boksie nigdy nie wiesz co się zdarzy, ale w tym przypadku prawdopodobieństwo takiego rozwoju wydarzeń jest realne. Telewizyjny przekaz zacznie starcie Michaela Conlana (12-0, 7 KO) z Władimirem Nikitinem (3-0). Irlandczyk ma 28 lat, był amatorskim mistrzem świata, mistrzem i wicemistrzem Europy, a na igrzyskach w Londynie (2012) zdobył brązowy medal.

 

Cztery lata później leciał do Rio de Janeiro po złoto. I  ćwierćfinale turnieju olimpijskiego na jego drodze stanął właśnie 29-letni dziś Nikitin, brązowy medalista ME i wicemistrz świata. Warto wspomnieć, że w Rosjanin dostał się do ćwierćfinału dzięki pomocy sędziów, gdyż walki z Tajlandczykiem Chatchaiem Budtee w moim odczuciu (komentowałem w Rio ten pojedynek) nie wygrał.

 

W walce z Conlanem też nie zasłużył na sukces, ale nie byłoby to uznane za wielki skandal, gdyby nie fakt, że dzień wcześniej, w finale wagi ciężkiej (91 kg) uznano zwycięzcą innego Rosjanina, Jewgienija Tiszczenkę, który dostał, szczególnie w trzeciej, ostatniej rundzie, solidne lanie od Wasilija Lewita. Publiczność była wściekła, bo rabunek był ordynarny, ale Kazach zachował się jak dżentelmen, uciszył głośne protesty i poprosił, by pozwolono udekorować Tiszczenkę złotym medalem.

 

Michael Conlan po przegranej z Nikitinem nie był już tak elegancki. Pokazał sędziom środkowy palec, wykrzyczał swoją rozpacz wszystkim rozgłośniom telewizyjnym i radiowym mówiąc tym, którzy podsuwali mu pod nos mikrofon, że jego noga już nigdy więcej nie stanie na olimpijskim (amatorskim) ringu.

 

I wtedy mleko się wylało, wybuchł skandal, który zamierzano najpierw zamieść pod dywan. Ale było już za późno, więc najpierw odsunięto od pracy najlepiej opłacanych sędziów, mających kontrakty z AIBA, a po igrzyskach pozbawiono jej wszystkich sędziów, którzy byli w Rio. Warto jeszcze przypomnieć, że mocno pokiereszowany Nikitin z przyczyn zdrowotnych nie przystąpił do półfinałowej walki w wadze koguciej z 19-letnim Amerykaninem Shakurem Stevensonem, dziś już zawodowym mistrzem świata.

 

Nic dziwnego, że Conlan o rewanżu z Rosjaninem myśli od ponad trzech lat. W sierpniu mieli walczyć w Belfaście, ale kontuzja Nikitina  storpedowała te plany. Teraz wreszcie przyszedł czas na słodką zemstę, a Nowy Jork, to dobre miejsce, by ją celebrować. Tyle że Nikitin nie podda się łatwo, więc stara Madison Square Garden zapewne mocno się zatrzęsie, choć nie sądzę, by Rosjanin rozstrzygnął  tę wojnę na swoją korzyść.

 

Znacznie trudniej przewidzieć wynik w walce urodzonego w Akrze, 32-letniego mistrza IBF wagi lekkiej Richarda Commey’a (29-2, 26 KO) ze znacznie młodszym, uznawanym za wielki talent, 22-letnim Teofimo Lopezem (14-0, 11 KO), podobnie jak pięściarz z Ghany mieszkańcem Nowego Jorku.

 

Pikanterii dodaje fakt, że stawką tego pojedynku, oprócz mistrzowskiego tytułu, jest też prawo do unifikacyjnego starcia z królem wagi lekkiej, Wasylem Łomaczenką, który obejrzy potencjalnych rywali z pierwszego rzędu w Madison Square Garden. Ukrainiec miał walczyć z Commey’em w kwietniu w Los Angeles, ale uniemożliwiła to kontuzja ręki mistrza IBF.

 

Teraz szansę walki o ten pas dostał Lopez, który na każdym kroku zaczepia Łomaczenkę i twierdzi, że przetrzepie mu skórę, kiedy już znajdą się razem w ringu. Ten tylko się uśmiecha, ale nie jest to uśmiech przyjazny dla syna emigrantów z Hondurasu. Co więcej, mistrz trzech kategorii wagowych ostrzega Lopeza, że zapłaci za każde złe słowo, które powiedział na jego temat. Warunek oczywiście jest jeden, pewny siebie Teofimo, musi w sobotę wygrać z Commey’em, a to nie będzie wcale takie proste.

 

A na koniec tej super gali otrzymamy solidną porcję geniuszu, jaką gwarantuje 32-letni Terence Crawford (35-0, 26 KO). „Czarodziej z Omaha” podobnie jak Łomaczenko jest mistrzem trzech kategorii, i właśnie z Ukraińcem konkuruje o miano najlepszego bez podziału na wagi.

 

W walce z  rok młodszym Litwinem Egidijusem Kawaliauskasem (21-0-1, 17 KO) będzie bronił pasa WBO w wadze półśredniej i nikt kto choć raz widział go w akcji, nie spodziewa się sensacji. Ale Kavaliauskas to naprawdę twarda sztuka, brązowy medalista MŚ 2011, dwukrotny olimpijczyk (Pekin – 2008 i Londyn – 2012), niepokonany na zawodowych ringach. Dla niego sobotnie starcie z Crawfordem, to walka życia, jeśli wygra będzie pierwszym litewskim mistrzem świata, ale też wywróci bokserski świat do góry nogami. A w nowojorskiej MSG jak wiemy, nie jest to niemożliwe. Tylko kto oprócz najbliższej rodziny i kilku szaleńców na niego postawi?

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze