Rajd Dakar: Niezły etap Przygońskiego, UTV wciąż z problemami

Moto
Rajd Dakar: Niezły etap Przygońskiego, UTV wciąż z problemami
fot. PAP/EPA

Jadący Mini Jakub Przygoński zajął szóste miejsce na ósmym etapie Rajdu Dakar ze startem i metą w Wadi ad-Davasir. Piąta była załoga UTV, ale przed Aronem Domżałą i Maciejem Martonem trudna decyzja, czy wymienić silnik.

Po śmierci Portugalczyka Paulo Goncalvesa organizatorzy odwołali etap dla motocyklistów i zawodników jadących quadami.

 

Przygoński podkreślił, że gdyby nie błąd nawigacyjny, załoga Orlen Teamu mogłaby walczyć nawet o podium.

 

- Szóste miejsce, szybki odcinek, na wydmach słaba widoczność. Trudny nawigacyjnie, straciliśmy tam ze dwie, albo trzy minuty. Inaczej byłoby pewnie trzecie. Bardzo duże prędkości na długich, płaskich odcinkach, a potem wydmy. Do tego słońce bardzo ograniczało widoczność - powiedział.

 

Polak liczy na dobrą jazdę na kolejnym etapie. - We wtorek będzie trochę kanionów, trochę gór, bardziej techniczny odcinek, z czego się bardzo cieszę - podkreślił.

 

Przygoński, czwarty zawodnik ubiegłorocznego Dakaru, nie ma już szans na wysokie miejsce w klasyfikacji końcowej. Wszystko przez awarię skrzyni biegów na pierwszym etapie.

 

Domżała i Marton cały czas mają problem z tracącym moc samochodem. Jeśli zdecydują się na wymianę silnika, dostaną 50 godzin kary i stracą szanse na miejsce w pierwszej dziesiątce.

 

Zadowoleni z siebie byli w poniedziałek jadący ciężarówką Robert Szustkowski i Jarosław Kazberuk. Skład uzupełnia czeski mechanik.

 

- Dzisiejszy etap zatytułowaliśmy: tańczący z wydmami. A właściwie to Jarek tańczył, bo on prowadził i jest w takim terenie najlepszy. Daliśmy z siebie na tym etapie wszystko. Lepiej nie mogliśmy pojechać, ale wiadomo, że nasza Tatra jest znacząco słabsza od czołówki – powiedział Szustkowski.

 

- Dzisiaj były wszystkie trzy trudności wydm i na tym trzecim rzeczywiście widzieliśmy wiele zakopanych pojazdów. My na szczęście uniknęliśmy dzisiaj kłopotów. Co prawda dzisiaj w jednej sytuacji odpuściliśmy, bo byśmy się zderzyli z Renault, które zachowało się niezbyt elegancko. Musieliśmy powtarzać podjazd – opisuje Kazberuk.

 

Jak dodał Szustkowski, polsko-czeska załoga awansowała na 18. miejsce, bo w poniedziałek odpadł jej jeden konkurent.

 

- Martin Van Den Brink pewnie do tej pory stoi na wydmach. Nie wiemy, co się stało, ale jak go mijaliśmy, to pokazał, żebyśmy jechali dalej - wspomina.

 

- Ale to normalne, gdy załogi od pierwszego etapu walczą o każdą sekundę. W takim rajdzie jak Dakar, to się może zemścić. My mamy inną technikę, staramy się oszczędzać samochód i na razie przynosi to niezłe efekty. Jesteśmy na 18. miejscu w generalce. Mamy jednak pewne poczucie bezsilności, bo z zespołami sponsorowanymi przez państwo lub koncerny nie za bardzo da się wygrać. Kamaz podobno przeznacza na to 30 milionów dolarów rocznie - podkreślił.

 

Przyznał, że z niecierpliwością czeka na podwójny etap maratoński, bez możliwości korzystania z serwisu. - Bardzo nas to cieszy, bo tutaj w nocy te najlepsze samochody są składane od podstaw. Na etapie maratońskim nie będzie takiej możliwości i zobaczymy, jak sobie poradzą – zastanawia się.

 

We wtorek zawodników czeka dziewiąty etap z Wadi ad-Davasir do Haradh. Będzie liczył 891 kilometrów, z czego 415 to odcinek specjalny.

MC, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze