Otwinowski o Rajdzie Dakar: Popełniłem błędy, ale nie mam do siebie pretensji

Moto
Otwinowski o Rajdzie Dakar: Popełniłem błędy, ale nie mam do siebie pretensji
fot. PAP

Startujący quadem Paweł Otwinowski wprawdzie wycofał się na półmetku Dakaru, ale podąża z rajdową karawaną do mety w Quiddiyi. Jak przyznał, jest świadomy błędów, jakie popełnił, ale nie ma do siebie pretensji.

- Chodzi o banalne błędy dakarowego nowicjusza. Jak widziałem stojącego kolegę, którego znam wiele lat, zatrzymywałem się i traciłem z 10 minut, a i tak nie byłem w stanie mu pomóc. Myślałem, że przecież dopiero siódma rano, a ja tu nie jadę o zwycięstwo. Szybko dochodziły mnie auta, co mnie spowalniało, bo musiałem je przepuszczać, podobnie jak po chwili ciężarówki - powiedział.

 

- A później tych minut brakowało na mecie, zaczynało robić się późno i w dwóch przypadkach zjeżdżałem z odcinka w ciemnościach. Rafał Sonik wytłumaczył mi, że tak się nie robi, jest tu obsługa techniczna, medyczna, jeśli ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy, to ją otrzyma. Zabrakło mi trochę egoizmu -  przyznał zawodnik klubu Ktm Novi Korona Kielce.

 

Jednak to problemy techniczne przesądziły o wycofania się Polaka z rajdu.

 

- Dzień, który zaważył na całości rajdu, był ostatnim przed odpoczynkiem w Rijadzie. Miałem problem techniczny z przepompowywaniem paliwa i straciłem dużo czasu. Na neutralizacji na 301. kilometrze byłem po godz. 16 i już nie zdecydowałem się na wyjazd na kolejny, 170-kilometrowy odcinek, bo musiałbym jechać w nocy po wydmach. Później na biwaku Jarek Kazberuk mówił, że to była dobra decyzja - dodał.

 

- Organizator przekazał mi, że dostanę pięć godzin kary, jak wrócę asfaltem na biwak. Myślę, ok, pięć godzin, mam rest day i jadę dalej. Okazało się jednak, że liczba waypointów, które ominąłem była tak duża, że to wykluczyło mnie z rajdu. I tak się skończyła moja przygoda - wspomniał.

 

Jak przyznał, mógł jechać w kolejnych etapach bez uwzględnienia w końcowych wynikach, ale się na to nie zdecydował.

 

- Zaproponowano mi, żebym jechał w experience bez klasyfikacji generalnej, ale to wiązało się ze startem z ostatnich pozycji i sytuacja mogła się powtórzyć. Poza tym byłem po prostu wściekły. Miałem ochotę zniszczyć tego quada, tak byłem zły. Podjąłem więc decyzję, że już tego nie chcę. Teraz trochę żałuję, bo te przestrzenie w drugiej części dają możliwość szybkiej jazdy, wcześnie się startuje i szybciej wraca na biwak – podkreślił.

 

Jak przyznał, trochę inaczej wyobrażał sobie Dakar.

 

- Wyidealizowane wyobrażenie o tym rajdzie czerpałem z telewizji i z opowieści kolegów, którzy tu byli. Przez lata marzyłem, żeby tu wystartować i za cenę czasu oraz pieniędzy poświęconych na przygotowania do występu tutaj byłem przekonany, że dostanę jakąś magię, baśniową odyseję. Okazuje się, że to jest po prostu rajd, tyko dłuższy i trudniejszy niż inne – zaznaczył.

 

Zapewnił jednak, że start w Dakarze wiele mu dał.

 

- Ten rajd dużo mnie nauczył o sobie. On uczy pokory. Ile ja razy znienawidziłem tego quada w trakcie odcinka, a później go przepraszałem. Nie mam do siebie pretensji, że nie sprostałem wyzwaniu, bo sam świadomie podjąłem taką decyzję - powiedział.

 

41-letni kielczanin nie wie jeszcze, czy podejmie kolejną próbę startu w Dakarze.

 

- Biorąc pod uwagę koszty, a to jest ponad kilkaset tysięcy złotych, zastanowię się, czy nie lepiej przeznaczyć te pieniądze np. na wakacje z dziećmi. Nie towarzyszy mi myśl hazardzisty, że jeżeli dzisiaj stół mnie pokonał, to przecież ja muszę tu wrócić jutro, żeby mi to oddał. Od 18 roku życia jestem przedsiębiorcą i wiem, że emocjonalne podejście do wielu rzeczy by mnie zgubiło. Chyba, że ta emocja przyjdzie do mnie w domu, gdy zobaczę w czerwcu na Instagramie post Maćka Giemzy, który pokazuje, jak przygotowuje się do startu w kolejnym Dakarze. Na dzisiaj jednak szanse startu za roku oceniam na 30 procent – zakończył.

BS, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze