Sonik: Pościgałbym się jeszcze z tydzień

Moto
Sonik: Pościgałbym się jeszcze z tydzień

Rafał Sonik po rocznej przerwie spowodowanej ciężką kontuzją w wielkim stylu powrócił na trasy Rajdu Dakar. Wygrał 11. etap i prawdopodobnie zajmie trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej quadów. "Chętnie bym się pościgał jeszcze z tydzień" – powiedział w wywiadzie dla PAP.

Dakar się zbliża do końca, a pan jedzie coraz lepiej...

 

Ja zwykle rozkręcam się w drugim tygodniu Dakaru i wtedy jestem w tempie, jakie powinno być od początku. Dlatego żałuję, że trwa tylko dwa tygodnie. Chętnie pościgałbym się jeszcze z tydzień. Pewnie to kwestia genów.

 

Ten czwartkowy etap chyba panu pasował?

 

Dzisiejszy, techniczny początek oesu na przewianej, trudnej do jazdy pustyni nareszcie bardzo mi odpowiadał. Bo tam naprawdę trzeba umieć jeździć, żeby zrobić wynik. Można tam w pełni pokazać umiejętności techniczne.

 

Czyli pozostałe etapy mniej się panu podobały?

 

Zdecydowanie tak. Ja lubię wyzwania, gdzie się można wykazać, a charakterystyka większości odcinków jest taka, że niemal 50 procent jest na pełnej prędkości. W efekcie ktoś, kto waży trochę mniej, ma troszkę mocniejszego quada, ma większe szanse. Bo na prostej to nie taka wielka sztuka trzymać gaz. Nie chcę powiedzieć, że to nudne, ale to na pewno nie jest wyzwaniem, które ja kojarzę z Dakarem.

 

Czyli jednak tęskni pan trochę za trudami Ameryki Południowej?

 

Dla mnie te południowoamerykańskie Dakary to był naprawdę tak trudny teren, że trzeba było fenomenalnie jeździć, żeby robić dobre wyniki. Więcej skał, kamieni, głazów, wąziutkich dróżek w górach. Ale myślę, że jak po przeniesieniu do Ameryki Południowej zawodnicy tęsknili trochę za Afryką, to teraz chyba troszkę tęsknimy do tej Ameryki.

 

A jak pan ocenia rajd w Arabii Saudyjskiej?

 

Teren jest tu fantastyczny, tylko dzień krótki. Mam wrażenie, że aby uzyskać odpowiedni dystans tego rajdu organizator robi część odcinków bardzo szybkich, żeby zdążyć przed zmrokiem. Mnie ta formuła nie odpowiada, ale muszę przyznać, że organizacyjnie nie było większych mankamentów.

 

Polscy quadowcy odnieśli tu wyjątkowe sukcesy. To chyba powód do dumy?

 

Mówiło się przez wiele lat, że polscy quadowcy to taka zbieranina różnej proweniencji, którzy trafili do tego sportu z przypadku. Że to nie są fachowcy i zawodowcy. Motocykliści trochę sobie z nas żartowali. Mam wrażenie, że późniejsze wyniki zmieniły trochę ten odbiór. Na Dakar trafiają największe +zakapiory+ i to mnie bardzo cieszy. Gdy widzę, jak tu jedzie Arek Lindner, to naprawdę czapka z głowy. Podobnie Kamil Wiśniewski.

 

- Kamil rok po roku poprawia swoje wyniki, ma znakomite umiejętności. A Arek jest z tym swoim ciężkim, wielkim quadem po prostu objawieniem. Myślę, że po tym Dakarze świadomość polskiego środowiska motosportowego w zasadniczy sposób się przebuduje. Jeżeli Arek i Kamil wygrywają z takimi zawodnikami jak Casale, Enrico czy Vitse, którzy mieszkają na pustyni i niemal codziennie na niej trenują, to znaczy, że są naprawdę wybitnymi fachowcami.

 

Pan też ma chyba powody do zadowolenia?

 

Jestem z siebie bardzo zadowolony. Poczucie, że po dwóch latach i ciężkiej kontuzji utrzymuję się w czołówce, to ogromna przyjemność. Najważniejsze jest to, że kompletnie nie zrobiłem sobie żadnej krzywdy, nic mnie nie boli, nie jestem poobijany. A największą satysfakcję to miałem chyba nawet nie z tego etapowego zwycięstwa, ale gdy kilka dni temu wszystkich pokonałem na wyjątkowo wymagającym fragmencie trasy. Grzeszyłbym, gdybym nie był zadowolony.

 

W Haradh rozmawiał Kryspin Dworak

MB, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie